środa, 26 listopada 2014

15.Brother protection

-chcesz się ze mną kochać?- jej słowa odbijały się w mojej głowie jak echo. Byłem tak zaskoczony jej pytaniem, że nie potrafiłem złożyć prostego zdania.
-Val, jesteś pija...- nie dokończyłem czując jej palec na swoich ustach. Bez wahania odpięła swój pas bezpieczeństwa i usiadła na mnie. Poczułem jak w moich żyłach krew zaczęła szybciej płynąć i z całej siły przyciągnąłem brunetkę do siebie i złączyłem nasze usta razem. Nie był to romantyczny pocałunek, wręcz przeciwnie- wypełniony był jedynie pożądaniem. schodziłem swoimi ustami coraz to niżej zostawiając nieliczne ślady na szyi dziewczyny. Jednym sprawnym ruchem ściągnąłem z niej koszulkę i stanik, a moim oczom ukazały się najpiękniejsze piersi jakiekolwiek widziałem. Nie zastanawiając się długo zacząłem się nimi bawić. Przybliżyłem swoje usta do jej piersi i lekko przegryzłem jej sutek na co głośny jęk wydostał się z ust brunetki. -Podoba Ci się, prawda?- uśmiechnąłem się widząc jak Val kiwa głową. Na chwilę oderwaliśmy się od siebie i w tym właśnie momencie mój t-shirt wylądował na siedzeniu obok. Po krótkiej chwili dołączyły do niego moje spodnie i jej spódnica. Siedziała na mnie w samych majtkach, które jeszcze niedawno wstydziła mi się pokazać na skype. złączyłem nasze usta ponownie, a rękami błądziłem po jej ciele. Zatrzymałem się na pośladkach i zdecydowanym ruchem uderzyłem ją w tyłek -Ostrzegałem, że je dostaniesz, a ja zawsze dotrzymuję słowa- złapałem zębami jej skórę na szyi i jeszcze kilka razy uderzyłem dłonią w jej pośladki. Poczułem jak dłonie brunetki dotykają mojego kutasa, ale szybko je stamtąd zabrałem. -Dzisiaj to ja dogadzam Tobie- pocałowałem ją w czoło i zamieniłem się z nią miejscami. Moja twarz była centralnie przed jej skarbem, powoli zsunąłem z niej majtki, a twarz zbliżyłem do jej łechtaczki. Językiem kreśliłem bliżej nieokreślone wzory, a głośne jęki brunetki zachęcały mnie do dalszych działań. -smakujesz tak cholernie dobrze- Powoli wsunąłem w nią palec i delikatnie nim poruszałem, po chwili dołączyłem do niego jeszcze jeden, a na twarzy Val zobaczyłem grymas, była ciasna jak cholera. Poruszałem nimi jeszcze przez chwilę, a następnie popatrzyłem na brunetkę -Na pewno tego chcesz?- zapytałem
-Tak- nie potrzebowałem już żadnych innych deklaracji, nałożyłem prezerwatywę i powoli przybliżałem się do niej, patrząc jej cały czas w oczy czy na pewno nie zmieni zdania.
-Zrób to- po tych słowach nie miałem już żadnych wątpliwości. Powoli wsunąłem się w nią aż poczułem opór. Pchnąłem mocniej, a z krzyk Val wypełnił cały samochód. -Wszytko dobrze?- zapytałem przestraszony
-Ta..Tak już dobrze- po jej słowach wszedłem w nią z impetem.
-Jesteś tak bardzo ciasna, kochanie- wychrypiałem tuż nad jej uchem. Każdy mój ruch doprowadzał ją do szaleństwa, co chwilę słyszałem jak krzyczy moje imię lub jak mówi, że jej dobrze. Jej ciało idealnie współgrało z moim.
-Justin ja zaraz...- Po chwili jej ciało wygięło się w łuk, co oznaczało, że właśnie przeżywała orgazm. Wykonałem jeszcze kilka ruchów i opadłem na siedzenie obok.
Przez jakiś czas siedzieliśmy wyrównując oddechy i analizując wydarzenia z przed kilkunastu minut.
Już miałem coś powiedzieć, ale przerwał mi dźwięk telefonu Val. Sprawnie przejechała palcem po ekranie i po sekundzie rozpoczęła rozmowę z jakąś osobą.
-To Austin, muszę już iść- kiwnąłem głową na znak, że zrozumiałem. -Dobranoc Justin
-Dobranoc- odpowiedziałem oszołomiony.
Odprowadziłem wzrokiem dziewczynę i z opadłem na siedzenie próbując ogarnąć całą sytuację. Byłem zszokowany, że po tym wszystkim tak bez problemu wysiadła z tego pieprzonego samochodu i poszła spać. Żadnego "może zostaniesz na noc?" żadnego "co teraz z nami będzie?" Przeważnie to ja muszę się pozbywać panienek po skończonym seksie i zazwyczaj to ja wykorzystuję te panienki, a dzisiaj? Kurwa dzisiaj było zupełnie inaczej, a co najgorsze podobało mi się to...

Val POV
Wyszłam z wanny wycierając moje obolałe ciało miękkim ręcznikiem. Nie mogę uwierzyć, że przespałam się z Justinem, że mój pierwszy raz przeżyłam w jego pieprzonym samochodzie i że tak bardzo mi się to podobało. Oczywiście nie powiem mu tego, Nie chcę być jak te wszystkie jego laski na jedną noc. Mam jeszcze jakieś resztki godności, dlatego też wyszłam z jego samochodu zanim sam mnie z niego wyrzucił.
-Gdzie byłaś?- usłyszałam Austina, który opierał się o futrynę.
-Na imprezie z Kate- odpowiedziałam kładąc się na łóżko
-Cały czas?- jezu jego ciekawość doprowadzała mnie do szału szczególnie teraz gdy głowa pękała mi od spożytego wcześniej alkoholu
-No tak-  oparłam przewracając oczami
-skończ pieprzyć- słysząc te słowa wbiłam wzrok w brata, który gdyby tylko mógł zabiłby mnie od razu- Kate szuka Cię od jakiś dwóch godzin, więc kurwa powiedz mi gdzie byłaś?- jego krzyk doprowadzał mnie i moją biedną głowę do szału. Czułam jak mój brzuch skręca się z nerwów
-um, ja... Ja byłam z Niall'em- odpowiedziałam patrząc prosto w oczy Austina
-Niall? Kto to?
-Pracowałam z nim.To mój przyjaciel
-przyjaciel,mhm, jasne- zaśmiał się - robię jutro małe przyjęcie, więc zaproś tego swojego przyjaciela- narysował cudzysłów palcami- zobaczymy czy jest wart mojej siostry, a teraz śpij!
Po wyjściu Austina opadłam na łóżko i bezmyślnie gapiąc się w sufit próbowałam ocenić jak bardzo beznadziejna jestem. Upicie się, utrata dziewictwa, kłamstwo i chłopak gej... Boże, żebym załapała się chociaż do czyśćca za te grzechy.

~~*~~
Obudziłam się słysząc głośny huk w kuchni. Zeskoczyłam z łóżka i powoli wyszłam z pokoju. -taa, ból jest wystarczającą pokutą za wczorajszy wieczór.
-Oo, wstałaś, ubieraj się pojedziesz ze mną na zakupy- przewróciłam tylko oczami, bo wiedziałam, że i tak nic mi nie da upieranie się że chce zostać w domu.
Otworzyłam szafę i wyciągnęłam z niej białe rurki i miętowy sweterek. Związałam włosy w kucyk i nałożyłam mascarę na rzęsy. 
-gotowa?- przytaknęłam i zakładając trampki wyszłam z mieszkania.
Całą drogę do supermarketu spędziłam na rozmowie z mamą, tłumacząc jej że razem z Austinem odwiedzimy ją najszybciej jak się da oraz na zapewnianiu jej że wszystko u nas w porządku, dajemy sobie świetnie radę i że kochamy ją bardzo mocno. -No cóż, chociaż ostatnie słowa były prawdą-pomyślałam i spojrzałam przez okno kończąc rozmowę.

Chodziłam po sklepie szukając wszystkich rzeczy z listy, którą stworzył Austin, bo ten oczywiście zajęty był rozmawianiem przez telefon i wybieraniem alkoholu. Po ok. godzinie zapakowaliśmy wszystkie torby z zakupami do bagażnika i już mieliśmy wsiadać, ale zatrzymał nas czyjś głos
-Hej, Val!- zobaczyłam blond czuprynę, która nie ubłagalnie zbliżała się w naszą stronę
-Kto to?- usłyszałam pytanie Austina
-umm, Austin to jest Niall- pokazałam na blondyna - Niall, poznaj mojego brata- uśmiechnęłam się zdenerwowana
-aaa, więc to jest ten słynny Niall, który spędza noce z moją siostrą- Austin zbił piątkę z blondynem, który był całkowicie zdezorientowany - To jak? Będziesz dzisiaj?
-Yyy, gdzie mam być?- jego wzrok wędrował ode mnie do Austina i tak w kółko
-Urządzam przyjęcie, Val Ci nie mówiła?- wzrok Niall'a zatrzymał się na mnie a ja gestykulując dałam mu do zrozumienia, że ma mi ratować tyłek, co chyba podziałało.
-Aaa no tak. Wybacz zapomniałem- odpowiedział uśmiechając się lekko
-To widzimy się dzisiaj o 20- po tych słowach Austin wsiadł do samochodu, a ja machając i patrząc przepraszającym wzrokiem zrobiłam to samo.
Jechaliśmy w komfortowej ciszy, którą przerwał dźwięk mojego telefonu
-Już się stęsknił?- śmiech Austina wypełnił cały samochód, a ja pokazując mu środkowy palec kliknęłam na ikonkę

Od:Niall
Będziesz się z tego nieźle tłumaczyć...

Uśmiechnęłam się do telefonu. Wiedziałam, że Niall nie będzie się długo gniewał. Postanowiłam, że zadzwonię do niego jak będę sama i wyjaśnię mu wszystko. Zblokowałam telefon i spojrzałam przez okno, podziwiając moje piękne Los Angeles.
-um, tak właściwie to kogo zaprosiłeś na dzisiaj?- zapytałam przerywając ciszę
-Kendall, wiesz ta którą zastałaś pierwszego dnia- uśmiechnęłam się przypominając sobie ten dzień -Chaz'a, Chrisa, Rayan'a, Kylie, ogólnie dużo ludzi będzie, ale nie martw się połowy z nich nawet ja nie znam- zaśmiał się po czym pstryknął palcami jakby sobie coś przypomniał. - Jeszcze Justin, powinnaś go kojarzyć. Przed chwilą napisał, że przyjedzie. Szczerze to cieszę się że masz chłopaka przynajmniej wiem, że ten dupek Bieber nie będzie się do Ciebie dobierał. Uwierz mi ten gość przynosi ze sobą tylko problemy.
-Gdybyś tylko wiedział, braciszku, gdybyś tylko wiedział... -pomyślałam i odwróciłam głowę w drugą stronę by nie patrzeć na Austina. Przede mną długa noc i mam nadzieję, że wszyscy wyjdą z niej żywi...

___________________________________________________________
Zaskoczeni? Mam nadzieję, że tak! 
Pewnie większość z Was będzie miała mi za złe, że "pierwszy raz" Val nie był romantyczny, ale stwierdziłam, że to moje opowiadanie, a przecież nie zawsze musi być idealnie. :D

Dostałam pytanie o to czy mogłabym dodawać rozdziały częściej. Myślałam o tym i stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie jak to WY będziecie decydować o tym kiedy nowy rozdział się pojawi. No więc 25 komentarzy (rozbudowane) i będzie nowy rozdział. Wydaje mi się, że jest to dobry układ!

Jeszcze chciałabym Wam bardzo, ale to bardzo podziękować za ponad 20k wyświetleń i za każdy komentarz jaki zostawiliście czytając moje opowiadanie. Jestem z Was dumna! <3

PS. asierozpisałam. Jeżeli macie jakieś pytania, dotyczące rozdziału, opowiadania, czy czegokolwiek to bardzo proszę zadawajcie mi je tutaj -->  ASK a nie pod rozdziałem :>



piątek, 14 listopada 2014

14. Do you wanna have sex with me?

3 Tygodnie później

Minęły trzy tygodnie odkąd ostatni raz zobaczyłam Justina, oczywiście "widywaliśmy" się na skype, ale po pierwsze to nie to samo, co widok drugiej osoby na żywo, a po drugie nasze rozmowy nie trwały dłużej niż kilka minut. Nie potrafiliśmy się zgrać w czasie, bo albo on albo ja byliśmy zajęci.
Nie dostałam od niego wiadomości od kilku dni. Nie wiem co robi, czy wszystko u niego w porządku i ta niewiedza doprowadza mnie do szału! Justin doprowadza mnie do szału, raz jest wspaniały, miły, a później ma mnie gdzieś i nawet nie wysili się by wysłać wiadomość, że żyje. Pieprzony bipolarny dupek! - zakręciłam wodę, która od kilku dobrych minut spływała po moim ciele. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Odruchowo sprawdziłam telefon, ale oprócz kilku nowych postów na tumbrlu nie było nic. Wkurzona ruszyłam do kuchni w celu zjedzenia czegoś, co poprawi mi humor.
-woaah, siostra! W tym stroju naprawdę utrudniasz mi bycie Twoim bratem!- no tak, zapomniałam, że Austin wyszedł ze szpitala. Przyzwyczaiłam się już do bycia samej w mieszkaniu.
-um, wybacz- pobiegłam do swojego pokoju, wybierając z szafy szare dresy i za dużą koszulkę, czyli swój ulubiony strój "po domu". 
-Robię naleśniki! Chcesz?- usłyszałam głos Austina, który zwinnie przewracał naleśnika na drugą stronę
-Jeszcze pytasz? Umieram z głodu!
Po chwili dostałam swoją porcję i obydwoje z Austinem zajadaliśmy się pysznościami, które przygotował.
-Stało się coś?- uniosłam swoją głowę, patrząc na brata
-Co się miało stać?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Nie wiem, jesteś jakaś zła, zdenerwowana. Jeżeli coś się stało to mów!
-Nic sie nie stało... Po prostu, po prostu mam zły dzień, ale jakby coś się stało to wiem gdzie się zgłosić- uśmiechnęłam się do Austina, a ten odwzajemnił gest.
Chwilę jeszcze porozmawialiśmy na różne tematy, a później rozeszliśmy się do swoich pokoi.
Leżałam oglądając po raz tysięczny "Śniadanie u Tiffaniego" gdy za wibrował mój telefon. Szybko podniosłam się z łóżka, chwytając telefon i z mocno bijącym sercem kliknęłam w wiadomość.

Od: Kate
Niedaleko otwierają nowy klub!

Moje rozczarowanie było ogromne, gdy zamiast Justina wyświetliła się wiadomość od Kate.

Do Kate:
Świetnie, a powinno mnie to obchodzić, ponieważ?

Od: Kate
Czas zawojować LA, skarbie!
O 7 p.m będę u Ciebie xo

Rzuciłam telefon na drugi koniec łóżka i wróciłam do oglądania filmu. Nie zamierzałam wychodzić dzisiaj z domu, ale kłócenie się o to z Kate przez telefon było bez sensu, więc postanowiłam postawić ją przed faktem dokonanym. 

~~*~~
Głośne pukanie do drzwi wyrwało mnie ze snu. Odwróciłam się na drugi bok licząc na to że Austin ruszy dupę i otworzy drzwi, lecz nic takiego się nie stało, więc wygramoliłam się z łóżka i podeszłam do furtki.
-Gotow... Miałaś być gotowa!- usłyszałam krzyk Kate, która mierzyła mnie wzrokiem z góry na dół
-Zasnęłam, okay? A poza tym nie mam nastroju na zabawę- odpowiedziałam zgodnie z prawdą
-Umarł Ci ktoś? Jesteś umierająca?- posłałam jej zdezorientowane spojrzenie - No więc ruszaj tą swoją chudą dupę i idziemy na świetną imprezę!
-Nie idę!
-idziesz
-nie
-tak
-nie
-tak
-nie
-serio chcesz w to grać?
-jeżeli dzięki temu zostanę w domu, to tak!
-Nie wierzę, że przez jakiegoś dupka będziesz siedzieć w domu i zamulać oglądając "śniadanie u Tiffaniego" podczas gdy on zapewne bawi się w najlepsze i nie pamięta o Twoim istnieniu- auć, te słowa zabolały, jednak wiedziałam, że Kate miała rację. Przez ostatnie dni chodzę zła na cały świat tylko przez to że dupek Bieber ma mnie gdzieś. 
-ugh, niech Ci będzie, ale daj mi chwilę muszę się ogarnąć!- Podeszłam do szafy wyciągając z niej odpowiedni zestaw, który składał się z czarnej spódnicy z wysokim stanem idealnie opinającej moje pośladki, do tego biały crop top, złote dodatki, kopertówkę i czarne platformy. Włosy rozpuściłam, a na twarz nałożyłam podkład i mascarę. 
-hohoo, muszę przyznać, że wyglądasz lepiej niż ja- usłyszałam głos Kate, która trzymała w dłoniach dwa kieliszki i czerwone wino. - Czas na imprezę, skarbie- krzyknęła nalewając czerwonej cieczy do kieliszków. 

~~*~~
-Wypicie całej butelki wina nie było najlepszym pomysłem- krzyknęłam do Kate wchodząc do klubu, który był naprawdę odjechany. Milion kolorowych reflektorów oświetlało pomieszczenie. Niektórzy ludzie tańczyli, inni grali na automatach w pomieszczeniu obok, a jeszcze inni zatapiali smutki przy barze. 
-Poproszę 2 razy Pina colada- krzyknęłam próbując zwrócić uwagę kelnera, co w końcu mi się udało. Po godzinie przebywania w tym klubie i wypiciu butelki wina i  kilku drinków w mojej głowie wirowało, ale humor dopisywał mi jak nigdy, więc razem z Kate udałyśmy się na parkiet. Było dużo ludzi, więc co chwilę na kogoś wpadałam lub o kogoś się ocierałam, ale to nie miało najmniejszego znaczenia, chciałam tańczyć i dobrze się bawić!

Justin POV

-Kurwa!- syknąłem uderzając po raz ostatni w drzwi. Była 9 p.m Val powinna być w domu, chciałem zrobić jej niespodziankę, zaskoczyć ją moim przyjazdem. Wiem, że nie odzywałem się ostatnio, ale miałem zbyt dużo spraw na głowie.- wkurzony wsiadłem do samochodu i po raz kolejny próbowałem dodzwonić się do brunetki, ale bez odzewu. Siedziałem przeglądając listę kontaktów w telefonie, może ktoś wie gdzie ona jest. Austin? No taa jasne, zadzwonię i zapytam "Hej, gdzie Twoja siostra, bo wiesz w sumie to nie jesteśmy razem, ale mamy za sobą kilka ostrych sytuacji" przewróciłem oczami na samą myśl o tym i szukałem dalej, aż dotarłem do "K" - Kate! - kliknąłem na zieloną słuchawkę i po dłuższej chwili usłyszałem niewyraźny głos blondynki
-Hej, tu Justin jest z tobą Val?- zapytałem 
-Jesteśmy w klubie, ale Ty nie jesteś mile widziany
-W jakim jesteście klubie?
-Weź kartkę i zapisz sobie dokładnie adres- wyciągnąłem ze schowka długopis i kartkę 
-Mam- odpowiedziałem
-To teraz pisz - przetrzymałem ramieniem telefon - TO NIE TWOJA PIERDOLONA SPRAWA- usłyszałem jej śmiech i dźwięk przerwanego połączenia
-Dziwka- syknąłem 
Do: Chaz
Namierz mi ten numer 693465001
Tylko kurwa szybko.

Od: Chaz
Nightclub Level 3 
LA, 90028

Rzuciłem telefon na siedzenie obok i ruszyłem pod wskazany adres. Było tam w chuj ludzi, którzy ledwo kontaktowali. Oczywiście nie obeszło się bez spotkania z ziomkami i wypiciu kilku szybkich shotów. Próbowałem jakimś cudem wyłapać w tłumie Val, jednak było to jak proszenie o deszcz stojąc na pustyni. Zrezygnowany oparłem się o barierkę wypijając do końca wcześniej kupione piwo. Rozglądnąłem się jeszcze raz po parkiecie i dostrzegłem brunetkę.Jej strój zajebiście podkreślił jej figurę, działała na męską wyobraźnię niesamowicie. Zszedłem na dół i przepychając się przez tłum, nie było to łatwe, ale w końcu się udało. Położyłem swoje dłonie na jej tali i mocno przycisnąłem ją do siebie. -Kurwa jak ona zajebiście pachnie- pomyślałem przyciskając swoje usta do jej szyi. 
-Tęskniłem- powiedziałem tuż przy jej uchu, ale ona nawet nie spojrzała na mnie. Wyswobodziła się z mojego uścisku i ruszyła przed siebie. Nie wiedziałem o co jej chodzi, była zła? czy coś? Nie zastanawiając się dłużej ruszyłem za nią, aż w końcu zatrzymaliśmy się przed wejściem do innego pomieszczenia. 
-Co Ty wyprawiasz?-krzyknąłem próbując nawiązać z nią jakikolwiek kontakt, lecz na marne.
Weszła do pomieszczenia, a ja poszedłem w jej ślady. Pokój był ciemny i duży, była tam mała scena do której przymocowana była rura do striptizu. Na środku była sofa. Byłem coraz bardziej zdezorientowany, ale nadal podążałem za brunetką. Oprócz nas było kilka osób płci męskiej. W pomieszczeniu rozbrzmiała piosenka "wicked games". 
-Co zamierzasz zrobić?- zapytałem gdy wchodziła na scenę
-Dobrze się bawić, Panie Bieber-  jej głos był taki seksowny, że poddałem się bez walki. Usiadłem na sofie i czekałem na to co za chwilę nastąpi.
Brunetka odwróciła się tyłem i złapała swoimi dłońmi rurę do tańca. Kilka razy zakręciła się wokół niej seksownie poruszając swoim ciałem i wypinając swoje zajebiste pośladki. W mojej głowie zaszumiało jakbym wypił butelkę tequili, a mój kutas budził się do życia. Seksownie zjechała w dół jedną ręką trzymając kawałek metalu i rozchylając swoje uda. Widziałem, że każdy w tym pokoju z pożądaniem patrzył na nią, ale byłem pewien, że robi to tylko dla mnie. Podniosła się do góry i szczelnie oplotła  rurę swoimi nogami. Zachowywała się tak jakby robiła to codziennie. Cała moja krew z mózgu odeszła w inne miejsce, marzyłem tylko o tym by wziąć ją tu i teraz nie zwracając uwagi na inne osoby w pomieszczeniu. 
Piosenka dobiegała końca, więc brunetka zeszła ze sceny siadając na moich kolanach. 
-zabierz mnie do domu- usłyszałem jej cichy i niewyraźny głos. Nie odpowiedziałem nic tylko wziąłem ją na ręce i wyniosłem z klubu.
-Justin?- postawiłem ją na nogi i spojrzałem na nią 
-co?-zapytałem przybliżając swoją twarz 
-niedobrze mi- powiedziała i cała zawartość zgromadzona w jej żołądku wylądowała na chodniku. Jak na gentelman'a przystało trzymałem jej włosy. Na szczęście nie trwało to długo, więc po chwili siedzieliśmy w samochodzie.
-Jesteśmy na miejscu- powiedziałem gasząc silnik i odpinając pas bezpieczeństwa. - To co dzisiaj się stało to..- nie zdążyłem dokończyć
-Chcesz się ze mną kochać?

______________________________________________
Tak ładnie komentujecie, że musiałam dodać!<3
Jak wrażenia po rozdziale? Spodziewaliście się takiej niegrzecznej Val?
Dziękuję Wam bardzo za ponad 18 tysięcy!
 *Pina colada- drink
*wicked games- the weeknd POLECAM!
*Śniadanie u Tiffaniego -POLECAM! 

środa, 5 listopada 2014

13. shopping&skype

Obudził mnie jak zwykle budzik w telefonie, -Nienawidzę poniedziałków- mruknęłam wyłączając denerwujący dźwięk i przykrywając głowę poduszką. W tej chwili nienawidziłam siebie za podjęcie pracy w wakacje, jednak wiedziałam, że dzięki temu mogę zarobić pieniądze i się usamodzielnić. Praca w starbucks nie była zła, nie licząc okropnego szefa, którego unikałam jak ognia. Na samą myśl o nim moje ciało przeszedł nie przyjemy dreszcz.
Po kilkunastu minutach wydostałam się łóżka, które niemal krzyczało "zostań ze mną, zostań". Odsunęłam roletę i stwierdziłam, że nawet pogoda nie jest po mojej stronie. Ciemne chmury zasłoniły piękne słońce, a ludzie na ulicy uciekali w popłochu przed deszczem. -Co za koszmarny dzień- pomyślałam wyciągając z szafy czarną koszulę w białe czaszki i ciemne jeansy. Byłam niewyspana i zmęczona, więc z lenistwa jedyne, co zrobiłam to przejechałam mascarą moje rzęsy i rozczesałam włosy, aby nie straszyć klientów. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 7:04 -Świetnie mam dokładnie sześć minut na dotarcie do autobusu, inaczej spóźnię się do pracy, a mój szef? Jezu wolę nie wiedzieć, co on by mi za to zrobił... Wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy do torby, włożyłam na nogi czarne botki i z prędkością światła ruszyłam na przystanek.
Muszę zrobić prawo jazdy- Tak, to była moja pierwsza myśl gdy wsiadłam do autobusu. Nienawidzę tłoku, nienawidzę gdy ktoś obcy się o mnie ociera, lub stoi nade mną to jest strasznie wkurzające! Na szczęście po pierwszym przystanku zwolniło się kilka miejsc, więc mogłam sobie spokojnie usiąść. Wyciągnęłam z torby telefon oraz słuchawki w celu posłuchania muzyki, ale mój wzrok przyciągnęła mała koperta z napisem "masz wiadomość". Kliknęłam zaciekawiona kto mógł napisać.

Od: Justin
Jesteśmy na miejscu

Maybe you could be the light
That opens up my eyes
Make all my wrongs right
Change me, change me

Don’t fight fire with fire
If I’m screaming, talk quiter
Understanding and patience
Feel the pain that I’m facing
Be like Serenity
Help me position my mind
Take a chance
Make a difference in my life

Analizowałam słowa Justina w swojej głowie przez dłuższy czas. Ten fragment teksu był piękny i przez chwilę wydawało mi się że tak jakby przez wysłanie tego fragmentu do mnie prosi mnie o to żebym go zmieniła, żebym dała mu szansę by mógł wszystko naprawić, być lepszym człowiekiem... -Zejdź na ziemię Val, pewnie spodobała mu się jakaś piosenka i chciał się nią podzielić  i tyle. Nie szukaj drugiego dna, naiwniaczko!- skarciłam się w myślach. 
Do: Justin
Ten tekst jest niesamowity!!!
Mam nadzieję, że to jakaś nowa piosenka
Ed'a , bo jego głos pasowałby do niej idealnie,

Tak, tak jestem ogromną fanką Ed'a, a raczej jego głosu i tekstów piosenek chociaż to w sumie na jedno wychodzi.

Od: Justin
Niestety muszę Cię rozczarować.
To nie jest piosenka Ed'a. Ale próbuj dalej
może kiedyś uda Ci się zgadnąć. Xo

Ugh, pieprzony Bieber- wysiadłam z autobusu i udałam się do lokalu, w którym spędzę kilka następnych godzin.

Na parkingu dostrzegłam blondyna, który właśnie wysiadał ze swojego samochodu. -Hej, Niall- uśmiechnęłam się podeszłam do chłopaka.
-Hej, Val- objął mnie swoimi szerokimi ramionami i lekko pocałował w policzek. -Jak weekend?- zapytał odsuwając się ode mnie.
-Gdybym zaczęła Ci wszystko opowiadać to spóźnilibyśmy się do pracy- odpowiedziałam i ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych.
Ruch był naprawdę duży, ledwo nadążałam z wszystkimi zamówieniami, ale na szczęście miałam przy sobie Niall'a który radził sobie świetnie i często mi pomagał. 
-Jakie plany na dzisiaj?
-Um, jeszcze nie wiem, ale muszę spotkać się z Kate, bo dawno jej nie widziałam- tęskniłam za nią jak cholera, ale nie miałam ostatnio w ogóle czasu żeby się z nią spotkać, dlatego postanowiłam do niej napisać.

Do: Kate
Ty, ja, moje mieszkanie, film, jedzenie.
Dzisiaj wieczorem, co Ty na to?

Od: Kate
Mam lepszy pomysł
Jedziemy na shopping!
Przyjadę po Ciebie zaraz po pracy!

Ugh, nienawidziłam zakupów, ale po krótkim namyśle stwierdziłam, że kilka nowych ubrań nie zaszkodzi, więc odpisałam, że będę gotowa i zabrałam się z powrotem do pracy.

~~*~~

-Hej, laska- usłyszałam głos blondynki i już po chwili poczułam jej ręce wokół moich ramion.- Gotowa na shopping?-ekscytacja w jej głosie była tak ogromna, że nie mogłam powstrzymać się od chichotu. Kiwnęłam głową i już po chwili jechałyśmy do galerii.
-Nooo, więc co tam u Ciebie? Co z Justinem?- zapytała nie odrywając wzroku od drogi
-Um, Justin...Justin wyjechał- odpowiedziałam zgodnie z prawdą i wbiłam swój wzrok w dłonie
-Co? Jak to?- spojrzała na mnie poważnym wzrokiem, który nie występuje na jej twarzy zbyt często. Opowiedziałam jej wszystko, co wydarzyło się przez ten weekend -Wow, ten gość jest mega popieprzony!-krzyknęła parkując samochód tuż przed wejściem do galerii.
-Nie pomagasz mi- powiedziałam wysiadając z samochodu
-Ja może nie, ale zakupy pomogą Ci na pewno!- złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
Galeria była ogromna, a ludzi w niej jeszcze więcej. Nie czułam się tam swobodnie, ale mojej przyjaciółce to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie! Zakupy, moda, ubrania to był jej świat, Odwiedziłyśmy setki sklepów zaczynając od "Forever21" kończąc na "Dash" w którym straciłyśmy mnóstwo pieniędzy.
-ugh, padam ze zmęczenia- jęknęłam zapinając pas bezpieczeństwa
-Pff, mogłabym tam spędzić resztę życia- roześmiałam się słysząc słowa Kate.
-Więc może zamiast na medycynę idź na coś związanego z modą
-Rodzice by mnie wydziedziczyli, a wtedy nie miałabym kasy na te wszystkie piękności- to prawda,rodzice Kate byli strasznie surowi i dużo wymagali od niej. -Ale spokojnie, jakoś damy radę w końcu to Los Angeles! - roześmiałam się słysząc ten ciągle towarzyszący jej entuzjazm. Resztę drogi spędziłyśmy na słuchaniu muzyki.

Weszłam do mieszkania, rzuciłam wszystkie torby z zakupami na podłogę i ruszyłam do lodówki, bo mój brzuch dawał o sobie znać. Naprawdę dziękuję Bogu za to że mimo iż jem naprawdę dużo to moja figura nie jest zła. Oczywiście daleko mi do figury Mirandy Kerr czy innego aniołka Victoria's Secret, ale nie narzekam. Wzięłam z lodówki mleko, a z szafki płatki i zrobiłam najprostsze i najszybsze jedzenie na świecie. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść, ale moją "ucztę" przerwał dźwięk sms'a.

Od; Justin
Wejdź na skype.

Idealny moment Bieber- dokończyłam jedzenie i udałam się do pokoju. Włączyłam laptopa i po kilku minutach usłyszałam dźwięk sygnalizujący, że ktoś chce się ze mną połączyć. Kliknęłam na zieloną słuchawkę i po chwili usłyszałam głos chłopaka. Opowiedziałam mu cały mój dzień oczywiście wspominając o cholernie męczących zakupach.
-Pochwal się co kupiłaś!- niechętnie zeskoczyłam z łóżka i przyniosłam wszystkie torby z zakupami. Pokazałam mu kilka koszulek i innych takich.
-Chyba zapomniałaś o tej torbie z tyłu, tej różowej- nosz kurde, czy on musi wszystko widzieć?
-yy, wiesz to nic ważnego- zaczęłam się jąkać
-Torba z Victoria's Secret i Ty mówisz, że to nic ważnego?-jego śmiech powoli doprowadzał mnie do szału
-Z tego, co wiem to jest to damski sklep, więc skąd wiesz, że jest to Victoria's secret?
-Mam siostrę!- no, tak. Gratuluje Val, Ty bystrzaku - To co? Pokażesz mi co jest w środku?
-ugh, jesteś nieznośny!- przewróciłam teatralnie oczami i wyciągnęłam komplet bielizny. Oczy Bieber'a rozszerzyły się jakby zobaczył ducha.
-Ile ja bym dał żeby Cię w tym zobaczyć- zamykając oczy, zagryzł wargę i byłam prawie pewna, że próbował sobie wyobrazić mnie w tej pieprzonej bieliźnie. Moje policzki przybrały kolor wiśni i dziękowałam Bogu, że Justin tego nie zauważy.
-Wróć do żywych, Bieber!- krzyknęłam wyciągając chłopaka z transu
-Wybacz, ale to silniejsze ode mnie- uśmiechnął się - Musisz do mnie przyjechać, najlepiej teraz
-No jaaasne i najlepiej w tej bieliźnie- zakpiłam
-Może być bez, zaoszczędzimy czas na inne przyjemności- sugestywnie poruszył brwiami, a ja po raz kolejny przewróciłam oczami.
-Mam pytanie- zaczęłam poważnie - Jak się żyje bez mózgu?
-Niestety nie potrafię odpowiedzieć, bo go mam
-Serio? W takim razie zrób przysługę dla społeczeństwa i zacznij go używać!
-ugh, gdybym tam był to dostałabyś!
-hm, co bym dostała Panie Bieber?
-Klapsa, w tyłek. Może nawet kilka klapsów- odpowiedział poważnie
-Ty zachęcasz czy grozisz?- zapytałam podnosząc brew i delikatnie się uśmiechając
-Jesteś nienormalna!- skwitował wybuchając śmiechem, a ja poszłam w jego ślady. -Muszę kończyć, bo idziemy z Jazzy do kina - zrobił smutną minkę, co było takie słodkie, że chciałam go przytulić. - Przygotuj się na te klapsy Butler, bo jak wrócę to z pewnością je dostaniesz!
-Tak sobie mów, Bieber!- po tych słowach zamknęłam laptopa, przebrałam się w piżamy i zasnęłam.


________________________________________________________________________
Jest 20 komentarzy jest nowy rozdział! Mam nadzieję, że wam się podoba, a jak się podoba to
komentujcie, polecajcie znajomym no i no. Do następnego! :*

niedziela, 12 października 2014

12. It's funny but I'll miss you

-Muszę wyjechać- po usłyszeniu tych słów moje oczy rozszerzyły się jakbym zobaczyła ducha.
-Jak...Jak to? Dlaczego?-zapytałam ilustrując twarz chłopaka
-Nie wszystko poszło po mojej myśli. Muszę chronić Jazzy za wszelką cenę, nie pozwolę żeby Flacko zrobił jej krzywdę- westchnęłam przytulając do siebie Justina, który szybko wzmocnił nasz uścisk. Najwidoczniej potrzebował tego. Zrobiło mi się go żal, mimo iż nigdy nie opowiadał mi o swojej przeszłości uważam, że nie należała ona do najlepszych. -Muszę jechać- szepnął do mojego ucha i odsunął się ode mnie.
-Nie zostaniesz na noc?- zapytałam mając nadzieję, że może zmieni zdanie
-Im szybciej wyjedziemy tym lepiej dla nas
-A gdzie się zatrzymacie?
-Chaz'a rodzice mają mały domek w San Luis w Arizonie. Powiedział, że możemy tam zostać na jakiś czas- skinęłam głową na znak, że rozumiem. -Muszę obudzić Jazzy- Chłopak zszedł z łóżka i wyszedł z pokoju, a moje oczy powoli zaczęły wypełniać się łzami, których za wszelką cenę próbowałam się pozbyć. Musiałam być silna, nie chciałam dokładać Justinowi kolejnych zmartwień i tak miał ich dużo. Próbując zająć czymś głowę chociaż przez sekundę, postanowiłam wstać i odłożyć książkę, którą wcześniej czytałam na półkę.
-Jest trochę zdezorientowana, ale już wstaje- usłyszałam głos chłopaka i momentalnie podskoczyłam ja oparzona na co Bieber zachodził się od śmiechu tak bardzo, że musiał usiąść
-Ha ha ha, bardzo śmieszne- zaszydziłam wystawiając mu język
-Chodź tu- powiedział poklepując dłońmi swoje kolana. Przez chwilę rozważałam w głowie co powinnam zrobić? Na samą myśl o tym, że miałam siedzieć na kolanach Justina przegryzłam wargę i wtedy właśnie poczułam jego ręce na moich. Przyciągnął mnie do siebie tak że siedziałam okrakiem na jego kolanach.
-Mówiłem, żebyś nie przegryzała tej cholernej wargi- jego głos był niski i stanowczy. Chciałam przeprosić, ale wtedy poczułam jego usta na swoich. Byłam w takim szoku, że nie oddałam pocałunku przez co Justin posłał mi zdezorientowane spojrzenie. -Um, ja przeprasz...- przerwałam mu i tym razem ja złączyłam nasze usta. Nasz pocałunek z każdą sekundą stawał się bardziej namiętny. Ułożyłam swoje dłonie na włosach chłopaka i delikatnie ciągnęłam za końcówki. W tym czasie ręce Justina błądziły po moich plecach, biodrach aż w końcu dotarły do moich pośladków. Poczułam jak je ściska i mimowolnie moje usta się rozchyliły i wydostało się z nich westchnienie, co chłopak wziął jako zachętę. Jego język ocierał się o mój, co było tak cholernie dobre! Jednak po chwili Justin przeszedł swoimi ustami na moją szyję, zostawiając na niej kilka śladów. Z każdą sekundą chciałam więcej. Za każdym razem gdy Justin mnie dotykał w moim brzuchu wybuchała eksplozja. To było uczucie zbliżone do tego jakbym jechała na rollercoasterze w dół... Co ja pieprze? To było o wiele lepsze uczucie od głupiej kolejki!
Poczułam jego ręce pod moją koszulką, która po kilku sekundach wylądowała na podłodze. Nie zostając dłużna oderwałam się na chwilę od Justina i ściągnęłam z niego koszulkę, palcami przejeżdżając po jego idealnie wyrzeźbionym abs'ie zatrzymując się i zahaczając palcami o gumkę jego spodni. Podniosłam swój wzrok i na ułamek sekundy nasze spojrzenia się spotkały. Widziałam w jego spojrzeniu dokładnie to co on widział w moim czyli pożądanie. Było mi niewygodnie i szukałam wygodnej dla siebie pozycji dlatego też co chwilę ocierałam się tyłkiem o męskość chłopaka, która z sekundy na sekundę stawała się coraz większa.
-mm, skarbie doprowadzasz mnie do szału- usłyszałam cichy głos Justina przy swoim uchu i poczułam jak z całej siły ścisnął mój pośladek przez co głośny jęk wydostał się z moich ust.
-Mogłeś mnie obudzić jak skończysz już ją pieprzyć! Przynajmniej bym się wyspała- słysząc głos Jazzy oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy w stronę blondynki. -Czekam na zewnątrz, pośpiesz się- przewróciła oczami i trzaskając drzwiami wyszła z mieszkania. Staliśmy tak jeszcze przez chwilę normując oddech i patrząc przed siebie.
-To było...ugh- powiedziałam uderzając pięścią w czoło, co po raz kolejny wywołało śmiech u blondyna. -No co Cię znowu tak śmieszy?- zapytałam zirytowana,podnosząc i zakładając bluzkę
-Ty! Jesteś straszną panikarą. To tylko Jazzy widziała mnie już w takich sytuacjach- po tych słowach poczułam jakby ktoś przywalił mi konkretnie w twarz. Nie uszło to uwadze Justina. podszedł do mnie i złapał moją twarz w dłonie.-Przepraszam, to nie miało tak zabrzmieć
-Um, jasne nic się przecież nie stało- posłałam mu wymuszony uśmiech mając nadzieję, że nie dowie się co tak naprawdę czułam.-Musisz już iść- powiedziałam przerywając niezręczną ciszę, która między nami panowała. Chłopak westchną zrezygnowany i oddalił się w kierunku drzwi.
-Uważaj na siebie shawty!
-Zawsze uważam, jedźcie bezpiecznie!
-Napiszę jak dojedziemy na miejsce- skinęłam głową i poczułam jak Justin obejmuje mnie swoimi ramionami.- Wiesz- zaśmiał się -to dziwne, ale będę tęsknił- po tych słowach cała moja złość odeszła
-Ja też będę tęsknić, ale mam nadzieję, że szybko wrócisz- powiedziałam opierając głowę o tors Justina.
-Też mam taką nadzieję- odsunął się ode mnie i spojrzał mi w oczy -w końcu czuję, że mam do kogo wracać- poczułam jego usta na swoich, lecz tym razem nie pozwolił mi się nimi nacieszyć. Odprowadziłam go wzrokiem aż do samochodu po czym zamknęłam drzwi i ruszyłam do pokoju. Rzuciłam się na łóżko i tępo wpatrywałam się w sufit myśląc o wszystkim, co się stało. Z jednej strony współczułam Justinowi, ale z drugiej byłam na niego zła. Nie wiem dlaczego robi to wszystko, więc nie mogę go oceniać, ale wiem, że gdyby tylko chciał mógłby wyjść z tego gówna. Boże ten chłopak jest jedną wielką zagadką. Prawie nic o nim nie wiem, ale nie mogę się od niego uwolnić, przyciąga mnie z taką siłą, że staje się to niebezpieczne. Czuję, że z każdym wypowiedzianym przez niego słowem zakochuje się w nim coraz bardziej...

Justin POV

Jechaliśmy już od dobrych dwóch godzin. Jazzy spała na siedzeniu obok, a ja nie potrafiłem uwolnić się od natłoku myśli. Myślałem o tym, co stało się kilka godzin temu. Oczywiście całowanie nie było dla mnie nowością, ale tym razem było inaczej... Nie chodziło tylko o zaspokojenie swoich potrzeb. Nawet nie potrafię znaleźć odpowiednich słów na to jak zajebiście się czułem mając ją przy sobie, uśmiechniętą z tym seksownym spojrzeniem. Jest taka niewinna, delikatna, słodka...Kurwa, Bieber zachowujesz się jak cipa,nie tak Cię wychowano!- Skarciłem się w myślach. 

~~*~~
-Jazzy wstawaj! Jesteśmy na miejscu- wyłączyłem silnik i odpiąłem pasy. - Jazzy!-krzyknąłem na co blondynka otworzyła powieki
-Gdzie jesteśmy?
-San Luis, wysiadaj- powiedziałem wychodząc z samochodu i otwierając drzwi do domu.
Nie był zbyt duży, ale przytulny. 
-Chcesz coś do jedzenia?-zapytałem 
-Jest 3 w nocy, kto normalny je o tej porze?- wzruszyłem ramionami i włożyłem do ust wcześniej kupione chipsy. -Gdzie mam spać?- zaprowadziłem Jazzy do jej tymczasowego pokoju, który muszę przyznać był całkiem, całkiem. Już miałem wychodzić, ale zatrzymał mnie głos Jazzy
-Kim jest ta dziewczyna?-odwróciłem się i posłałem zdezorientowane spojrzenie Jazzy. -No ta z którą się macałeś?
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła
-pf, mam tam zapewnione miejsce od kiedy się urodziłam. No więc? Kto to?
-Nikt!- nie chciałem opowiadać jej o Val.
-Nie chcesz? Nie mów, ale jeżeli zależy Ci tylko na dobraniu się do jej majtek to odpuść. No chyba, że chcesz mieć kolejną osobę na sumieniu. Znam się na ludziach i wiem, że jest wrażliwą suką!- wiedziałem, że ma rację, ale moja duma nie pozwoliłaby zgodzić się ze zdaniem mojej młodszej siostry.
-Dobranoc Jazz- pocałowałem ją w czoło i udałem się do swojego pokoju. Długo myślałem nad tym co powinienem zrobić z Val. Chciałem odpuścić, zapomnieć lecz jakiś pierdolony głos w mojej głowie mi tego zabraniał. Nigdy nie potrafiłem opowiadać ludziom o swoich uczuciach, zawsze przelewałem je na papier i tym razem postanowiłem zrobić to samo tylko tym razem chciałem aby Val dowiedziała się co czuje dlatego wziąłem telefon do ręki i napisałem wiadomość

Do:Val
Jesteśmy już na miejscu.

"Maybe you could be the light
That opens up my eyes
Make all my wrongs right
Change me, change me
Don’t fight fire with fire
If I’m screaming, talk quiter
Understanding and patience
Feel the pain that I’m facing
Be like Serenity
Help me position my mind
Take a chance
Make a difference in my life"*

Wiedziałem, że Val już śpi dlatego nie czekając na odpowiedź poszedłem w jej ślady!
_____________________________________________________________________________
Dziękuję za 13 000 wyświetleń! Co myślicie o rozdziale?
20 kom=nowy rozdział (Nie dajecie mi wyboru)
Może wychodzę na zołzę, ale staram się, poświęcam swój czas, więc oczekuję czegoś w zamian! :)
*Justin Bieber-Change me

niedziela, 28 września 2014

11. I must to leave.

Justin POV
Leniwie otworzyłem oczy, a mój wzrok powędrował do brunetki, która słodko spała obok mnie. Wyglądała tak niewinnie i uroczo, że przyłapałem sam siebie na patrzeniu na nią. Powoli podniosłem swoje ciało z łóżka i ruszyłem do kuchni. Zastanawiałem się przez chwilę, co zrobić na śniadanie, ale że w gotowaniu byłem beznadziejny postawiłem na płatki z mlekiem. Wyciągnąłem z szafki dwie miski nasypałem do nich płatków, a z lodówki wyciągnąłem mleko i wlałem do misek. Postawiłem jedzenie na stole i ruszyłem do pokoju obudzić Val.
-dzień dobry, pora wstawać- powiedziałem szeptem tuż przy jej uchu, ale jedyną odpowiedziął jaką otrzymałem było odwrócenie się na drugi bok. - Val, zrobiłem śniadanie jeżeli nie wstaniesz w przeciągu minuty to nic już nie zostanie- brunetka od razu wyskoczyła z łóżka przez co nie potrafiłem powstrzymać śmiechu. 
-No co?- zapytała zdezorientowana
-Wyglądasz koszmarnie- odpowiedziałem patrząc na jej rozczochrane włosy i śmiejąc się głośno. Brunetka zrobiła kilka kroków stojąc naprzeciw mnie zbliżyła swoje usta do mojego ucha przez, co moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz.
-Nawet wyglądając koszmarnie wyglądam lepiej niż Ty- odpowiedziała oddalając się powoli w kierunku kuchni. Po chwili poszedłem w jej ślady i ruszyłem za nią. Siedziała na krześle i pochłaniała śniadanie. Usiadłem na przeciw i zrobiłem to samo. Rozmawialiśmy przez chwilę, lecz naszą rozmowę przerwał dźwięk mojego telefonu.
-Co jest Jazzy?-zapytałem
-Twoja Jazzy czasami za dużo mówi na Twoją niekorzyść, Bieber- usłyszałem ten znajomy głos i momentalnie zamarłem
-Czego chcesz Flacko?!- warknąłem
-Naprawdę myślałeś, że odpuszczę Ci Twój ostatni wybryk? Haha, naiwny jesteś
-Zostaw Jazzy w spokoju!- krzyknąłem przez, co brunetka wbiła swój wzrok we mnie
-Chciałem to zrobić, w końcu chodzi mi tylko o Ciebie, ale zabicie Ciebie byłoby zbyt łatwe. Będziesz cierpiał, Bieber a ja z przyjemnością na to popatrzę.
-Próbujesz zrobić to już od kilku lat- zakpiłem - a ja nadal żyję
-Zarezerwuj Twojej siostrzyczce miejsce na cmentarzu obok Jaxona - usłyszałem śmiech Flacko, a następnie krótki sygnał informujący o zakończonej rozmowie.
Włożyłem swój telefon do kieszeni i udałem się do wyjścia, słyszałem za sobą głos brunetki, ale zignorowałem go. Nie miałem czasu na tłumaczenie jej wszystkiego, co się stało, pewnie i tak by nie zrozumiała. Wsiadłem do swojego audi i z piskiem opon ruszyłem przed siebie. Wyciągnąłem z paczki papierosa i po chwili moje płuca wypełnił dym. To było coś co zdecydowanie mi pomagało. Jechałem szybko, lekceważąc czerwone światła i znaki drogowe. Zaparkowałem w dobrze znanym mi miejscu. Wysiadłem z samochodu i ruszyłem w kierunku obskurnego bloku. Przed wejściem stało kilku typów, którzy zapewne robili to co wszystkie dzieciaku ze slumsów. Minąłem ich słysząc jak szeptają między sobą, że mnie znają. - Ha, każdy tutaj mnie zna- pomyślałem i zapukałem do drzwi.
- Witaj, Justin, co Cię tu sprowadza?- usłyszałem głos matki Chaza
-Dzień dobry, Pani Brown, przyszedłem do Chaza
-Wejdź proszę, Chaz jeszcze śpi. Napijesz się czegoś?
-Nie dziękuję,pójdę go obudzić- powiedziałem i udałem się prosto do pokoju chłopaka. Nie pukając wszedłem do środka, zastając Chaza śpiącego z jakąś panienką. -Chaz, pobudka- krzyknąłem na co zarówno on jak i ona od razu się obudzili
-Stary,kurwa pojebało Cię?
-Mamy problem- powiedziałem ignorując wzrok dziewczyny na sobie
-um, zadzwonię do Ciebie- usłyszałem jak Chaz próbowal pozbyć się dziewczyny, co mu się udało, bo laska szybko zbierając swoje ubrania wyszła.
-Niezła- skomentowałem oblizując usta
-Nawet po pijaku mam dobry gust. Co to za sprawa?- zapytał a ja od razu spoważniałem
-Flacko ma Jazzy- powiedziałem zaciskając szczękę
-Co kurwa? Skąd wiesz?
-Zadzwonił do mnie dzisiaj rano z jej telefonu, powiedział, że mam załatwić jej miejsce obok Jaxona-powiedziałem otwierając okno i zapalając kolejnego papierosa. - Musimy ją znaleźWć, nie pozwolę mu jej skrzywdzić- powiedziałem wypuszczając dym, który gromadziłem w płucach.

Val POV

Zostałam sama w mieszkaniu. W mojej głowie panował totalny chaos, co było na tyle ważnego żeby wyjść bez słowa? Wkurzona wzięłam telefon i napisałam mu wiadomość

Do: Justin
Co to wszystko miało znaczyć?
Kim jest Jazzy?
Chyba należą mi się kurwa jakieś wyjaśnienia?

Rzuciłam się na łóżko czekając na wiadomość, ale jej nie otrzymałam. Wzięłam prysznic i szukałam ubrania na dzisiaj. Na szczęście nigdy nie miałam z tym problemu i po kilku minutach byłam gotowa. Spojrzałam na telefon i gdy zobaczyłam jedną nieprzeczytaną wiadomość to moje serce momentalnie przyśpieszyło, kliknęłam w ikonę i poczułam rozczarowanie, że nie była to wiadomość od Justina

Od: Kate
Widzimy się dzisiaj?
Tęsknię xo

Do: Kate
Jasne, o 16 u mnie. xo


Wrzuciłam telefon do kieszeni i zamykając za sobą drzwi ruszyłam na świeże powietrze. Złapałam taksówkę i po chwili byłam w szpitalu u Austina. 
-Cześć, Austin- powiedziałam ilustrując wzrokiem brata, który pochłonięty był sprawdzaniem czegoś w swoim telefonie. - Haloo, ziemia do Austina- pomachałam mu ręką przed twarzą
-Wybacz, musiałem coś załatwić- powiedział odkładając telefon na półkę. - Co tam u Ciebie?
-Um, w porządku, A u Ciebie? Kiedy wychodzisz?
- Mam nadzieję, że jak najszybciej, bo zajebiście się nudzę.
-A jak się czujesz w ogóle?
-Już jest dobrze, widziałaś się może z Bieberem dzisiaj?- wpatrywałam się przez chwile w Austina nie wiedząc czy powiedzieć prawdę czy nie
-Nie, wstałam i prosto przyje...- chciałam dokończyć, ale dźwięk dzwoniącego telefonu mi przerwał. 
-Możesz wyjść?- Usłyszałam głos Austina, który nerwowo patrzył to na mnie to na telefon. Posłałam mu zdezorientowane spojrzenie i wyszłam słysząc tylko kilka słów.

Justin POV

Siedzieliśmy w samochodzie przed pustym magazynem, w którym znajdowała sięVal Jazzy. Skąd wiem, że tam była? Ha, to proste, Chaz jest najlepszy stalkerem na świecie. 
-Boisz się?- głos Chaza wyrwał mnie z zamysłu
-Tylko o Jazzy- odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Byłem zbyt wkurwiony by bać się o siebie. Chciałem tylko tam wejść, zabić tego gnoja i zabrać Jazzy.
-Ty wchodzisz tylnym wejściem, Chris stoi na czatach, ja z Rayanem wchodzę frontowym wejściem. Jest ich trzech, więc damy sobie spokojnie radę. Resztę planu już znasz- kiwnąłem głową na znak, że zrozumiałem, wyciągnąłem broń ze schowka i wyszedłem z samochodu. 
Na znak Chaza weszliśmy do środka, tak jak planowaliśmy Rayan i Chaz odwrócili uwagę gości, a ja pobiegłem uwolnić Jazzy. Wszedłem do pokoju i zobaczyłem ją siedzącą na krześle. Była przywiązana, a jej bluzka była rozpięta. Spojrzałem na jej twarz i moje serce zamarło, była cała we krwi. Podbiegłem do niej i zacząłem ją rozwiązywać.
-Shh, spokojnie, już jesteś bezpieczna- powiedziałem biorąc ją na ręce i wybiegając z budynku. Wsadziłem ją do samochodu i właśnie w tym momencie usłyszałem ogromny wybuch. Po chwili zobaczyłem wyłaniające się z kłębów dymu trzy postacie.
-Dostali to na co zasłużyli- krzyknął Chaz zbijając ze mną piątkę
-Prowadź Ty, ja muszę zająć się Jazzy- chlopak popatrzył na mnie zdziwiony. -To pierwszy i ostatni raz kiedy Twoje łapy dotykają mojego maleństwa, więc bierz póki się nie rozmyślę.- podałem mu kluczyki i usiadłem obok Jazzy. Przez całą drogę ją przytulałem i zapewniałem, że jest bezpieczna. Dopiero po 20 minutach udało mi się ją uspokoić. Wiedziałem, że nie możemy wrócić do domu, ponieważ mama od razu domyśliłaby się co się stało. U Chaza też nie mogliśmy zostać, dlatego pojechaliśmy w ostatnie miejsce, które nam zostało.


Val POV

Spędziłam pół dnia z Kate. Opowiedziałam jej o wszystkim, co wydarzyło się przez ostatnie kilka dni. Oczywiście dzięki niej mój humor się poprawił i na chwilę zapomniałam o Justinie. Niestety do Kate zadzwoniła mama oznajmiając, że jest w drodze do niej, dlatego musiała wracać.
Ogarnęłam syf, który zrobiłyśmy z blondynką, wykąpałam się, przebrałam w piżąmy i nie miałam, co robić, dlatego postanowiłam poczytać jakąś książkę. Podeszłam do półki i zaczęłam przeglądać wszystkie książki. Wybór padł na "The foult in our stars". Położyłam się na łóżku i zaczęłam czytać. Książka tak mnie wciągnęła, że straciłam poczucie czasu. Zerknęłam na zegarek w telefonie, który wskazywał 23:13 Odłożyłam książkę na szafkę, zgasiłam światło i próbowałam zasnąć, ale nie było mi to dane, ponieważ ktoś zaczął dobijać się do drzwi. Skłamałabym mówiąc, że się nie przestraszyłam. Podeszłam ostrożnie do drzwi, spojrzałam przez wizjer i zobaczyłam Justina przez, co trochę mi ulżyło. Otworzyłam drzwi i stanęłam jak wryta
-Cześć, mam do Ciebie prośbę- usłyszałam głos bruneta - Czy Jazzy mogłaby tu zostać?- popatrzyłam na dziewczynę i zilustrowałam ją wzrokiem. Miała potargane włosy i ubranie, a na jej twarzy były ślady zaschniętej krwi. Na początku gdy ją zobaczyłam czułam zazdrość o Justina, ale teraz moje serce wypełniło się współczuciem i chęcią pomocy
-Um, jasne. Wchodźcie- zamknęłam drzwi i ruszyłam za Justinem. -Jazzy,chodź ze mną, musimy opatrzyć te rany- wskazałam palcem na twarz dziewczyny
-Poradzę sobie sama nie mam pięciu lat!- syknęła mijając mnie -Gdzie jest łazienka?- zapytała patrząc na Justina tym samym ignorując mnie totalnie
-Drugie drzwi na prawo- odpowiedział Justin, a blondynka zniknęła z zasięgu naszego wzroku. - Przepraszam- podniosłam swój wzrok na Justina i coś we nie pękło 
-Mam już dość Justin! Ile razy jeszcze usłyszę to pieprzone przepraszam? Po co w ogóle je mówisz? Przecież to i tak nic nie zmieni i tak będziesz robił dalej to co robisz. Dałam Ci drugą szansę, a Ty ją zmarnowałeś
-Wszystko Ci wytłumaczę- usłyszałam cichy głos Justina,co trochę mnie zszokowało Myślałam, żę zacznie krzyczeć czy się bronić
-Okay, więc czekam- skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i czekałam aż coś powie
-No więc dzisiaj rano zadzwonił do mnie Fla...- przerwał zauważając Jazzy
-Jesteś głodna?- zapytałam patrząc na blondynkę
-Gdzie mogę się kimnąć?- oczywiście tym razem też nie zwróciła na mnie uwagi
-Pokój Austina jest nadal wolny, więc pierwsze drzwi po lewej- powiedziałam mimo tego, że traktowała mnie jakbym nie istniała. Blondynka od razu udała się do pokoju, a ja zostałam sam na sam z Bieberem. Po prostu zajebiście...
-Jesteś głodny?-zapytałam przerywając ciszę
-Nie, ale z chęcią wezmę prysznic- kiwnęłam głową, a chłopak ruszył w kierunku łazienki.
Udałam się do swojego pokoju cały czas myśląc o tym, co się stało. Dlaczego Jazzy tak wyglądała? Kto jej to zrobił? W oczekiwaniu na Biebera postanowiłam poczytać jeszcze trochę. 
Po kilku minutach do pokoju wszedł Justin. Podniosłam swój wzrok i moje oczy zamieniły się w ping pongi. Był nagi, oczywiście nie licząc ręcznika na jego biodrach. Patrzyłam na jego brzuch jak zahipnotyzowana. Miał takie mięśnie, o których marzy każdy chłopak.
-Zrób zdjęcie, zostanie na dłużej- usłyszałam śmiech Justina i od razu spuściłam swój wzrok na podłogę.- Um,czy mogłabyś pożyczyć mi jakieś ciuchy Austina, bo raczej nie wypada spać nago u kogoś, no chyba że tego chcesz?- zapytał śmiesznie poruszając brwiami
-Um, jasne- palnęłam bez zastanowienia -To... To znaczy jasne, że dam Ci ubranie- wydukałam starając się unikać Biebera
-Lubię jak jesteś taka wstydliwa- usłyszałam zachrypnięty głos blondyna. Zignoruj to zignoruj to wcale nie jest taki seksowny- powtarzałam sobie to jak mantrę. Podałam chłopakowi dresy i położyłam się na łóżku kontynuując czytanie książki.
-Co czytasz?- poczułam jak łóżko się ugina pod ciężarem chłopaka 
-Gwiazd naszych wina, nie znasz- odpowiedziałam zamykając książkę
-Masz rację, nie znam. O czym to?- zapytał opierając się na łokciu
-Przeczytaj to się dowiesz.
-Ty mi przeczytaj- nalegał
-Pod warunkiem, że opowiesz mi co się stało
-hmm, okay. No więc tak jak już wspomniałem zadzwonił do mnie Flacko. Porwali moją siostrę, tak Jazzy to moja siostra-wyprzedził moje pytanie - Gdyby nie Chaz, boże gdyby nie on ona by nie żyła! Zabiłby ją tak jak mojego brata.
-Dlacz.. Dlaczego to robi?- zapytałam nie wiedząc czy chcę znać odpowiedź
-Chce żebym cierpiał, ale nigdy tego nie zobaczy- odpowiedział lekko się uśmiechając
-Jak to?
-Jego już nie ma, Val! - pocałował mnie w policzek,wziął do ręki książkę i otworzył na pierwszej lepszej stronie.- Tylko się nie jąkaj- zaśmiał się podając mi książkę.

Mam na imię Hazel. Augustus Waters był wielką przeklętą przez gwiazdy miłością mojego życia. Przeżyliśmy prawdziwie epicki romans i nie uda mi się powiedzieć nawet jednego zdania o nim bez wylania morza łez. Gus wiedział. Gus wie. Nie przedstawię wam historii naszej miłości,ponieważ - jak wszystkie prawdziwe opowieści o miłości - ona umrze z nami, gdzyż tak być powinno. Miałam nadzieję,że to on będzie przemawiał na moim pogrzebie,bo nie ma nikogo ,kto..- Zaczęłam płakać. - Okay,nie będę płakać.Nie będę..Okay.Okay. Wzięłam kilka głębokich oddechów i spojrzałam na kartkę. -Nie mogę opowiadać o naszej miłości,więc będę mówiła o matematyce. Nie jestem matematyczką,ale tyle wiem: istnieje nieskończony szereg liczb między zero i jeden. Jest jedną dziesiąta,dwanaście setnych, sto dwanaście tysięcznych i nieskończony zbiór różnych innych. Oczywiście,między zero i dwa czy między zero i milion znajduje się większy nieskończony szereg liczb. Ponieważ niektóre nieskończoności są większe od innych. Nauczył nas tego pisarz, którego kiedyś lubiliśmy. Bywają dni,a jest ich wiele,kiedy mam pretensje o rozmiar nieskończonego szeregu, który przypadł mi w udziale. Chcę mieć więcej liczbniż te,które zapewne dostanę,i,Boże, chcę ich więcej dla Augustusa Watersa. Ale,Gus,miłości moja,nie potrafię nawet wyrazić jaka jestem wdzięczna za tę naszą maleńką nieskończoność Nie oddałabym jej za skarby świata. W ciągu tych nielicznych dni dałeś mi prawdziwą wieczność i za to dziękuję."  

Gdy skończyłam  poczułam na swojej dłoni, dłoń Justina. Odłożyłam książkę na półkę nie puszczając jego dłoni i w tym momencie brunet przyciągnął mnie mocno do siebie. Nasze twarze dzieliły milimetry, tak bardzo pragnęłam żeby mnie pocałował i gdy to miało nastąpić usłyszeliśmy dźwięk telefonu. Brunet odsunąl się ode mnie przez co przewróciłam oczami i odczytał wiadomość

Od: Nieznajomy
Załatwiłeś moich ludzi,
ale ze mną nie pójdzie Ci tak 
łatwo. Zacząłeś wojnę, a ja 
ją szybko skończę. Szykuj sobie
pogrzeb, Bieber.

Justin POV

Przeczytałem wiadomość i nie mogłem uwierzyć w to wszystko. Nagle mój telefon ponownie zaczął wibrować
Od: Chaz
 Flacko żyje.
Musisz zabrać Jazzy i wyjechać stąd
 jak najszybciej.

-Co się stało Justin?- poczułem dłonie brunetki na swoich ramionach
-Muszę wyjechać!



wtorek, 16 września 2014

10.Friends

-Val ja jestem gejem...Val powiedz coś, proszę- ocknęłam się słysząc jak blondyn błaga bym coś powiedziała, jednak każde zdanie, które tworzyłam w swojej głowie nie było odpowiednie. To nie tak że miałam coś do ludzi homoseksualnych, wręcz przeciwnie- tolerowałam to, ale to był Niall, chłopak z którym wczoraj wymieniłam DNA jakolwiek banalnie to brzmi.
-Lepiej już pójdę- ponownie usłyszałam głos chłopaka, który powoli unosił swoje ciało z krzesła
-Stój- krzyknęłam chwytając chłopaka za rękę tym samym powodując, że ponownie usiadł. - Skoro jesteś gejem to dlaczego mnie pocałowałeś?- musiałam zapytać, to nie dawało mi spokoju
-Myślałem, że to coś zmieni. Val, jestem tym wszystkim przerażony, czuję się jakbym był jakimś odmieńcem- jego głos przypominał szept. "Zamknęłam" jego twarz w dłonie i spojrzałam w jego błękitne oczy, w których panował strach
-Nie jesteś odmieńcem, Niall po prostu wolisz chłopców nic w tym złego.
-Ty to rozumiesz, ale co z innymi? co z ojcem? z mamą? przyjaciółmi?- odsunął się ode mnie i wymachując rękoma  zaczął przemierzać pokój w tą i z powrotem
-A powiedziałeś im?- zapytałam, ale jedyną odpowiedzią była cisza- no właśnie, więc nie możesz zakładać, że się od Ciebie odwrócą. - podeszłam do okna przy którym stał blondyn i przytuliłam go - Kto nie ryzykuje...- zaczęłam
-Nie wygrywa- dodał na co się uśmiechnęłam.- Dziękuję, Val jesteś wspaniała, gdyby nie fakt, że jestem gejem to brałbym Cię- wybuchnęłam śmiechem, a blondyn poszedł w moje ślady.
-Masz może ochotę na coś do jedzenia? - zapytałam odsuwając się od blondyna
-Jedzenia nigdy nie odmawiam, ale może zjemy na mieście?
-Daj mi chwilę i będę gotowa- powiedziałam i zniknęłam za drzwiami zostawiając blondyna samego. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej zestaw, który składał się z białego topu, jeans'owych spodenek i czarnych trampek. Założyłam ubrania i udałam się do toaletki przy której zawsze robiłam się na bóstwo żeby chociaż to coś dało nałożyłam podkład, tusz do rzęs, błyszczyk, psiknęłam się perfumami i zakładając plecak na ramiona ruszyłam w kierunku blondyna.
-Idziemy?- zapytałam, przez co Niall podskoczył wyraźnie przestraszony
-Jezu, nie strasz mnie! Idziemy, idziemy

~~*~~
-Burger king?
-yep, najlepsze żarcie ever- zaśmiałam się słysząc jego ton głosu. Wysiadłam z samochodu i razem z blondynem udaliśmy się do środka.
-Poproszę double i triple whoopper'a do tego dwa razy cola i frytki- zdecydowaliśmy, że whooppery to coś, co chcemy pochłonąć. Usiedliśmy wygodnie czekając na nasze zamówienia, które po kilkunastu minutach znajdowały się w naszych brzuchach. Moje jedzenie przerwał dźwięk telefonu

Od: Justin
20 p.m bądź gotowa.

Uniosłam brew w zdziwieniu. Czego on ode mnie chce? 

Do: Justin
Nie przyszło Ci do głowy,
że może mam inne plany?

Nie wiem czemu tak napisałam. Chyba chciałam żeby zastanawiał się czy z kimś się umówiłam lub coś w tym stylu. Czasami sama siebie nie rozumiem. Moje rozmyślanie przerwał kolejny sms

Od Justin:
Plany zawsze można
zmienić, skarbie.

Czy Justin Bieber nazwał mnie właśnie skarbem? Świat szaleje przysięgam!
-ekheem, nie przeszkadzam czasem? Haloo? ziemia do Val!
-Huh?
-Nie słuchasz mnie- usłyszałam oskarżycielski głos Niall'a 
-Wybacz ja po prostu...
-Kto to?- spojrzał na telefon, a następnie na mnie
-um, to Justin- odpowiedziałam niepewnie. Wiedziałam, że chłopcy niespecjalnie za sobą przepadają
-Czego chce?
-Chce żebym się z nim spotkała dzisiaj o 20- powiedziałam zgodnie z prawdą, a oczy Niall'a zrobiły się wielkości piłeczek pingpongowych.
-RANDKA!- krzyknął tym samym skupiając uwagę kilku osób obecnych w lokalu
-Cicho- powiedziałam, rozglądając się po pomieszczeniu - to nie jest randka
-Więc jak nazwiesz to że chłopak, za którym szalejesz
-Nie szaleje- dodałam oburzona 
-za którym szalejesz mimo że się do tego nie przyznasz zaprasza Cię wieczorem?
-yy, to po prostu spotkanie dwójki znajomych
-nazywaj to jak chcesz tak czy inaczej jest to randka- powiedział uśmiechając się od ucha do ucha

Siedzieliśmy jeszcze chwilę. Niall oczywiście zamówił kolejną porcję jedzenia i wiercił mi dziurę w brzuchu o Justina. Już miałam dość tych pytań, czułam się jak na przesłuchaniu, ale z drugiej strony miło mieć kogoś takiego przy sobie. 

~~*~~
-Obiecaj mi że nie pozwolisz by Cię skrzywdził- usłyszałam głos blondyna
-To tylko spotkanie, nic więcej
-Po prostu obiecaj
-Obiecuję- powiedziałam przytulając blondyna i wysiadając z samochodu. Odwróciłam się jeszcze raz w stronę Niall'a  i machając mu ruszyłam do mieszkania. Zamknęłam za sobą drzwi i udałam się do pokoju rzucając się na łóżko. Włączyłam swojego Ipada i wsłuchałam się w słowa piosenki "Maps" Po chwili śpiewałam na cały głos przekrzykując Adama Levine. Podeszłam do szafy nieprzestając słuchać tej piosenki. Zaczęłam wyciągać wszystkie ubrania z szafy, nie wiedząc co mogę ubrać na dzisiejszy wieczór. Wiedziałabym to gdyby powiedział mi gdzie mnie zabiera. 

Do: Justin
Gdzie mnie zabierasz?

Od: Justin
Ciekawość to pierwszy
stopień do piekła. 

Do: Justin
Nie wiem jak się ubrać...
Chyba nie chcesz żebym 
przyniosła Ci wstyd

Od: Justin
Powiem Ci jak 
będziesz wyglądać źle

-No dzięki, Bieber- powiedziałam rzucając telefon na łóżko. - Ok, Val skup się- powoli przeglądałam wszystkie ubrania i wybierałam te które nadają się najlepiej na dzisiejszy wieczór. Po ok. pół godzinie zdecydowałam się na krótki crop top w kwiatki do tego jeans'owa spódnica i białe baletki. Wzięłam prysznic założyłam wcześniej przygotowane ubrania. Zrobiłam delikatny makijaż. Nigdy nie lubiłam się malować, ale moja cera niestety nie jest idealna jak tych wszystkich modelek lub aktorek, dlatego musiałam to zrobić. Przeglądałam się w lusterku aż usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Witam, gotowa?- usłyszałam niski głos Justina. Miał na sobie białą koszulkę, czarne rurki, koszulę w kratę oraz czarne supry. Mmm, wyglądał tak seksownie... Zamknij się mózgu
-Hej, oczywiście- Zamknęłam drzwi i ruszyłam w kierunku samochodu Justina, który szedł za mną.
Poczułam ręce chłopaka na swoich biodrach - wyglądasz seksownie- usłyszałam jego cichy głos tuż przy moim uchu i kurwa to było tak cholernie dobre, że nagle zapragnęłam żeby mówił do mnie więcej. Niestety chłopak odsunął się ode mnie i usiadł na miejscu kierowcy.
-Gdzie mnie zabierasz?- zapytałam zapinając pasy i patrząc jak włączamy się do ruchu
-Skarbie, już to przerabialiśmy- oderwał swój wzrok i uśmiechnął się do mnie puszczając oczko.
Jechaliśmy dosyć długo, ale żadno z nas nie odezwało się przez całą drogę. Byliśmy zbyt skupieni na słuchaniu i śpiewaniu piosenek. Po ok. 40 minutach zatrzymaliśmy się przed ogromnym domem, który zachwycał swoim wyglądem.
-Jesteśmy na miejscu- usłyszałam głos Justina. 
-Po co tu przyjechaliśmy?- zapytałam
-Zabieram Cię na imprezę. Pokażę Ci jak się bawi L.A- usmiechnął się a mnie skręcało ze strachu. To nie tak że nie lubię imprez. Ja po prostu nikogo tam nie znałam, a Justin pewnie od razu znajdzie sobię jakąś laskę, którą będzie pieprzył.- oczywiście możemy spędzić ten czas w samochodzie, ale uwierz mi lepsza zabawa jest w środku.- po tych słowach otworzyłam drzwi i wysiadłam.

~~*~~
-Siema stary- Justin od razu przywitał się ze znajomymi, a ja starałam się być niezauważalną niestety nie udało mi się to do końca. - Yo, to jest Val, Val to jest Chaz, Rayan, Chris - uśmiechnęłam się delikatnie i podałam rękę każdemu z nich.
-Czego sobie życzysz? Wódka? Piwo? Whiskey? może coś mocniejszego?- zapytał bodajże Rayan
-Haha, dla niej piwo nisko procentowe- zakpił Justin, co bradzo mnie wkurzyło
-Hmm, sądzę że wódka będzie odpowiednia- dodałam całkiem poważnie przez co Bieber posłał mi karcące spojrzenie, ale nic się nie odezwał
Wypiłam kilka kieliszków i zaczęło mi się kręcić w głowie. Nie chciałam się upić tak szybko, więc postanowiłam zatańczyć. Przeskanowałam wzrokiem całe pomieszczenie, ale nigdzie nie mogłam znaleźć Justina, dlatego ruszyłam na parkiet sama. Procenty dodały mi zdecydowanej odwagi i już po chwili zaczęłam się zmysłowo poruszać w rytm piosenki Jasona Derulo "Wiggle". Po chwili mój wzrok uchwicił Justina opierającego się o blat kuchenny i pijącego coś z czerwonego kubka. Nasze spojrzenia się spotkały i żadno z nas nie chciało odpuścić. Uśmiechał się do mnie zadziornie i puścił mi oczko zagryzając wargę. Zaczęłam poruszać się odważniej, lecz piosenka dobiegła końca. Ruszyłam w kierunku chłopaka do którego dołączyli znajomi.
-No cześć- powiedziałam, biorąc do ręki kubek wypełniony alkoholem 
-No cześć- odpowiedział oplatając mnie swoim ramieniem. - To było zajebiście seksowne- usłyszałam głos Justina tuż przy moim uchu. Gdyby nie alkohol, który dodał mi odwagi pewnie cała moja twarz byłaby czerwona. 
-Cieszę  się że Ci się podobało- odpowiedziałam i upiłam kolejny łyk tym razem piwa.
Staliśmy chwilę rozmawiając z jego znajomymi, którzy okazali się być świetni. 
Nagle w głośnikach rozbrzmiała piosenka Rixton- Wait on me więc ruszyliśmy na parkiet. Tańczyliśmy wszyscy razem, lecz po chwili ktoś złapał mnie w tali i odwrócił przodem do siebie. Podniosłam swój wzrok i ujrzałam twarz Chrisa. Zaczęliśmy tańczyc, jego ruchy były bardzo odważne. Kątem oka zobaczyłam, jak Justin tańczy z jakąś blondynką, w sukience, która ledwo zasłaniała jej porośnięte celulitem pośladki. Wcale nie jestem zazdrosna. Ocierała się o niego i założę się że jeżeli nie byłoby tu nikogo to zaczęła by robić mu loda. Oczywiście Bieberowi wcale by to nie przeszkadzało. Chciałam sprowokowac Justina, więc zaczełam również ocierać się o Chrisa. Nie oceniajcie mnie. Chłopakowi wyraźnie się to spodobało, ponieważ poczułam, że jego męskość rośnie, przycisnął mnie mocno do siebie, ale w tym momencie ktoś podszedł i złapał mnie mówiąc "odbijany" i rzucając złowrogie spojrzenie Chris'owi. 
-Nigdy tak nie rób- usłyszałam głos Justina. Chciałam zrobić mu na złość, więc odwróciłam się do niego tyłem i zaczełam kręcić tyłkiem tuż przed jego przyrodzeniem, poczułam jak jego ręce mocniej zaciskają się na moich bokach, a jego przyjaciel budzi się życia. -skrabie, jesteś niegrzeczna- usłyszałam i poczułam jak dociska mnie jeszcze mocniej, Jego usta zaczęły całowac moją szyję, a z moich ust wydobył się niesłyszalny jęk. Niestety piosenka się skończyła, więc oderwaliśmy się od siebie. 
-Musze się przewietrzyć- krzyknęłam tak by Justin mnie usłyszał. 
-Ok, zaraz do Ciebie dołączę
Wyszłam na zewnątrz i usiadłam na ławeczce analizując wszystko, co stało się przed chwilą. Czułam jak powoli wyparowuje ze mnie alkohol i z sekundy na sekunde stawałam się coraz bardziej zażenowana swoim zachowaniem.
-Jak tam?- usłyszałam znajomy głos 
-Chyba trzeźwieje- odpowiedziałam z lekkim uśmiechem. 
-Chcesz wrócić do domu?- zapytał z troską w głosie
-um, jeżeli to nie problem
-Zaczekaj skoczę tylko po koszulę
Wsiadłam do samochodu, a po chwili dołączył do mnie Justin, więc ruszyliśmy przed siebie

~~*~~
-wejdziesz na chwilę?- wypowiedziałam te słowa szybciej niż dotarły do mojego mózgu
-Jasne- wysiedliśmy z samochodu i ruszyliśmy do mojego mieszkania. Panowała między nami niezręczna cisza i widać było, że obydwoje byliśmy skrępowani. -Pooglądamy coś?- naszą ciszę przerwał Justin
-Okay, mój laptop jest w pokoju, więc znajdź coś, a ja się przebiorę i przygotuję coś do jedzenia- odpowiedziałam i ruszyłam do łazienki, a następnie do kuchni robiąc popcorn. Po ok. 15 minutach weszłam do pokoju i zobaczyłam Justina, który był zbyt przejęty szukaniem filmu żeby zwrócić na mnie uwagę.
-Znalazłeś coś?- zapytałam wchodząc na łóżko
-Nie ma nic ciekawego- odpowiedział wyginając swoje usta w podkówkę
-Chyba jestem śpiąca- ziewnęłam i położyłam się na łóżku. Justin odłożył laptopa i położył się obok mnie. - Pamiętasz jak pytałeś mnie czy Ci wybaczę? - Justin momentalnie podniósł się na łokciach i skinął głową. - Długo nad tym myślałam, naprawdę i postanowiłam dać Ci drugą szansę. Źle zaczęliśmy naszą znajomość, ale nie chce jej stracić.- widziałam, że chłopak słuchał mnie bardzo uważnie - to co? przyjaciele? -zapytałam patrząc w jego karmelowe oczy
-Przyjaciele- odpowiedział całując mój policzek i ponownie opadając na materac.

_______________________________________________________________
Co myślicie o rozdziale? Liczyliście na coś więcej pomiędzy Justinem, a Val?
Dziękuję za ponad 8000 wyświetleń i za każdy komentarz, jednak prosiłabym,
aby komentarze były bardziej rozbudowane. Chcę żebyście wyrażali swoją opinię,
mówili, co wam odpowiada, a co nie. :)
Jeżeli będzie przynajmniej 10 komentarzy to następny rozdział będzie zdecydowanie szybciej! 

poniedziałek, 8 września 2014

9. I'm a gay

-Val! Val, obudź się- usłyszałam zachrypnięty głos Justina i poczułam lekkie szturchnięcie, lecz zignorowałam to i odwróciłam się kontynuując sen. -Val, dzwonili ze szpitala, kazali przyjechać najszybciej jak to możliwe- na te słowa momentalnie otworzyłam oczy i wyskoczyłam z łóżka jak oparzona.
-Co się stało? Co z Austinem?- pytałam w międzyczasie zakładając na siebie pierwsze lepsze ubranie. -Justin?!- boże, wystarczy pokazać gościowi kawałek ciała i jego mózg przestaje działać
-Wybacz, ale jest 4 a.m jestem zmęczony, a w dodatku Ty wyglądasz tak seksownie, że przysięgam na wszystko jak nie ubierzesz w ciągu kilku sekund jakiś ciuchów to moje spodnie będą zbyt ciasne w wiadomym miejscu- przewróciłam oczami ze złości, ale moje policzki zamieniły się w dwa ogromne pomidory, więc odwróciłam się od chłopaka szybko zakładając ubrania. - Powiedzieli mi tylko, że musimy przyjechać do szpitala, nie mogli udzielić mi więcej informacji.
-Rozumiem, chodźmy- zamknęłam szybko mieszkanie, wsiadłam do samochodu Biebera i ruszyliśmy do szpitala.

~~*~~
Wbiegłam szybko do budynku udając się w dobrze znane mi miejsce, ale łóżko które zajmował Austin było puste, a pielęgniarka właśnie je zaścielała. W moim mózgu zaczęły rodzić się najgorsze scenariusze. Z każdą sekundą czułam jak moje nogi stają się watą i powoli osuwałam się na podłogę, lecz coś nie pozwoliło mi na nią upaść, a konkretnie tym "czymś" były ręce Justina.
-Spokojnie, bądź silna Val! Pamiętasz co mi obiecałaś?- "Zamknął" mnie w swoich ramionach, a ja oparłam swoją głowę na jego klatce piersiowej i momentalnie moje oczy wypełniły się łzami. -Shh, nie płacz! Musimy się dowiedzieć co się stało, chodź- oderwałam się od niego, wytarłam łzy spływające po policzkach i ruszyłam za brunetem.
-Dzień dobry, co z moim bratem?- zapytałam wchodząc do gabinetu
-Dzień dobry, Pani Butler, prawda?- starszy Pan podniósł swój wzrok na mnie, a ja skinęłam lekko głową. - W takim razie proszę usiąść, a Pan? Jest Pan z rodziny?
-Jestem narzeczonym Pani Butler- odpowiedział uśmiechając się delikatnie i siadając obok mnie. Byłam w szoku z jaką łatwością przychodzi mu kłamanie.
-Stan Pana Austina jest nadal poważny- po tych słowach moje całe ciało przypominało napiętą strunę. Poczułam dłoń Justina na swojej, ścisnął ją lekko i masował opuszkami swoich palców, co spowodowało, że moje ciało się rozluźniło. -Ale dzisiaj w nocy wybudził się ze śpiączki, jego stan się poprawił, więc został przeniesiony na zwykłą salę. Jednak nadal jest bardzo słaby i musimy mieć go cały czas pod kontrolą.
-O Boże! Czy ja... Czy mogłabym do niego pójść?
-Tak, ale tylko na kilka minut. Pani brat jest bardzo osłabiony 
-Rozumiem i dziękuję bardzo!- uśmiechnęłam się i podałam dłoń siwemu lekarzowi, który odwzajemnił uśmiech, ale założę się, że nie był nawet w połowie tak szczery jak mój.
Ruszyłam do sali w której leżał mój brat. Była o wiele bardziej przytulniejsza od tamtej i było w niej o wiele mniej sprzętu. Spojrzałam na Austina, który uśmiechnął się do mnie
-Cześć siostra, tęskniłem wiesz?
-Boże tak bardzo bałam się że Cię stracę. Nigdy, przenigdy mnie tak nie strasz!- powiedziałam przytulając go mocno na co tylko zakaszlał 
-Ej, nie mam nic przeciwko przytulaniu, ale nie jestem jeszcze w pełni sprawny
-Jak się czujesz?- wypuściłam go z objęć i usiadłam na krzesełku obok jego łóżka
-Bywało lepiej, ale przynajmniej wyspałem się za wszystkie czasy- zaczął się śmiać przez co przewróciłam oczami jak to miałam w zwyczaju gdy żartował z czegoś, co wcale nie było śmieszne. - Zbankrutujesz przez te taksówki do szpitala
-Umm, przyjechałam z Justinem- odpowiedziałam spuszczając wzrok. Nie wiedziałam jak zareaguje na wiadomość o nim
-To był wypadek, nie wiem jak to się stało wszystko. Ten budynek był sta...
-Nie pieprz! Bieber mi wszystko powiedział- krzyknęłam, nie mogłam uwierzyć, że nawet własny brat mnie oszukuje.
-Wybacz, ale nie mam siły by o tym gadać. Mogłabyś zawołać Justina?- jego głos stał się poważniejszy
-Lekarz nie pozw...
-Tylko na chwilę, proszę- nalegał
-ok, pewnie już nie będę mogła wejść do Ciebie, więc trzymaj się!- przytuliłam Austina po czym udałam się do wyjścia.

Justin POV
Siedziałem w poczekalni, analizując w głowie wszystkie ostatnie wydarzenia. Moje życie zawsze miało szybkie tempo, ale to co działo się teraz przerastało wszystko. Czułem jakbym był na rollercoasterze, który ciągle spada w dół. Towarzyszy temu to dziwne uczucie w brzuchu, które staje się nieznośne i po pewnym czasie masz go dość i chcesz się zatrzymać w lunaparku Twoje życzenie się spełni niestety w życiu musisz sobie radzić sam. 
-Um, Austin chce się z Tobą widzieć- moje dziwne przemyślenia przerwał głos brunetki. 
-Okay- wstałem z krzesełka, które tak szczerze mówiąc było cholernie niewygodne i ruszyłem w kierunku drzwi prowadzących do sali w której leżał Austin.

-Siema, Butler!- powiedziałem zamykając za sobą drzwi i skanując wzrokiem pomieszczenie, w którym się znajdowałem. -Mam nadzieję, że przynajmniej przez te kilka dni, w których odleciałeś działo się coś ciekawszego niż tutaj
-Siema, stary! Nawet nie wiesz ile gorących panienek tam było, ale bardziej mnie interesuje, co działo się tutaj?
-Jeżeli chodzi o towar to dostarczyłem go razem z Chaz'em, ale Flacko nie chce odpuścić. Boję się że mogą zrobić coś Val, jest dla nich łatwym celem. Stary powiedziałem jej. Powiedziałem jej, co się tam stało, bo... Bo kurwa na to zasługiwała- wstałem z miejsca i trzymając ręce za głową krążyłem po pomieszczeniu. -Możesz być zły, możesz mnie nienawidzić, ale nawet nie wiesz przez co ona przechodziła- skończyłem swój monolog i oparłem się o parapet czekając na jakąś reakcję ze strony Butlera
-Luz stary. I tak musiałbym jej wszystko powiedzieć, więc w sumie to dzięki że mnie w tym wyręczyłeś, ale są gorsze problemy. Psy cały czas tu krążą i to kwestia czasu kiedy zaczną pytać,co tak naprawdę tam się stało.
-Stary, jak powiesz prawdę to...- zacząłem, ale blondyn mi przerwał
-Znalazłem się tam przypadkiem, bo samochód mi nawalił. Nie znałem okolicy, więc udałem się do pierwszego lepszego budynku, nikogo tam nie było, więc chciałem wyjść i wtedy poczułem wstrząs i to było ostatnie, co pamiętam. Myślisz, że to kupią?
-Jak nie to jesteśmy w dupie.- odpowiedziałem przeczesując włosy dłonią i znowu czując ten nieprzyjemny ścisk w brzuchu
-Przepraszam, ale na dzisiaj to koniec odwiedzin- usłyszeliśmy głos pielęgniarki, która była całkiem niezła oczy ma wyżej- no jak zwykle mój mózg odzywał się wtedy kiedy nie musiał. Zwykle myślałem inną częścią ciała i jakoś nie narzekałem. Uśmiechnąłem się znacząco do Butlera i miałem już zamykać za sobą drzwi, ale usłyszałem głos blondyna
-Stary, zaopiekuj się Val! Zrób wszystko żeby była bezpieczna, bo inaczej urwę Ci jaja- zaśmiałem się słysząc słowa Butlera, oczywiście obiecałem, że zrobię wszystko by ją chronić i wyszedłem na korytarz zastając brunetkę bawiącą się telefonem.
-Idziemy?- zapytałem zwracając jej uwagę na siebie
-Gdzie?
-Obiecałem Twojemu bratu, że się Tobą zaopiekuję, więc zabieram Cię teraz na śniadanie- odpowiedziałem z uśmiechem i ruszyłem w stronę samochodu

~~*~~
Jechaliśmy ulicami LA które powoli zapełniały się ludźmi. W radiu leciała właśnie piosenka Maroon5 "Love somebody" a my jak idioci śpiewaliśmy najgłośniej jak się dało.
-Mam dość, ale kocham ta piosenkę- usłyszałem radosny głos brunetki, która próbowała złapać oddech.
-Lubię jak jesteś taka- powiedziałem zatrzymując samochód przed naleśnikarnią
-taka? To znaczy?- uniosła brew i z uśmiechem wpatrywała się we mnie
-Uśmiechnięta, radosna, nie wiem... po prostu TAKA!- powiedziałem nadal patrząc na nią. Skłamałbym gdybym powiedział, że nie chciałem jej pocałować. Jednak gdybym to zrobił wszystko mogłoby się popsuć.
-Czas na śniadanie- powiedziałem odwracając od niej wzrok i wysiadłem z samochodu.

-Czego Państwo sobie życzą?- usłyszeliśmy głos kelnerki, który wyrwał nas z debaty na temat zespołów muzycznych
-Ja poproszę pancakes z m&m's
-W takim razie dwa razy to samo- powiedziałem i odłożyłem nasze karty menu obok. 
Po kilkunastu minutach objadaliśmy się pysznymi naleśnikami
-To jest kurwa genialne- usłyszałem głos brunetki, która właśnie kończyła swoją porcję
-Ja wiem, co dobre shawty! A więc, co teraz chcesz robić?
-Normalnie to ubierałabym się do pracy, ale dzisiaj sobota, więc mam wolne i oddałabym wszystko za łóżko!
-Czyli kierunek dom?
-Tak jest, szoferze!- zaśmialiśmy się obydwoje i ruszyliśmy do samochodu wcześniej regulując rachunek.
Jechaliśmy dosyć długo w kółko słuchając piosenek Sam'a Smith'a. Żadne z nas nie odezwało się przez całą drogę, ale co chwilę wymienialiśmy uśmiechy i spojrzenia, więc nie była to niezręczna cisza!
-Jesteśmy na miejscu, Proszę Panią- powiedziałem parkując przed mieszkaniem Butlerów
-Dziękuję... Dziękuję za wszystko, pierwszy raz miałam dobry poranek odkąd jestem w LA
-Kolejny pierwszy raz Panno Val- powiedziałem z udawaną powagą za co dostałem kuksańca w bok. Pożegnała się ze mną i udała się do swojego mieszkania.

Val POV
Weszłam do mieszkania i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Ujrzałam w nim brunetkę z różowymi policzkami i uśmiechem od ucha do ucha. Podobała mi się ta wersja mnie. Ściągnęłam swoje buty i rzuciłam je w kąt po czym udałam się do łazienki i wzięłam szybki prysznic następnie ubrałam się związałam włosy i poszłam do swojego pokoju. Włączyłam laptopa i sprawdziłam facebook'a i kilka innych storn. Odłożyłam laptopa i stwierdziłam, że szybciej zasnę słuchając muzyki, więc wzięłam swój telefon z szafki, włożyłam słuchawki i po chwili  moje uszy wypełniły piękne dźwięki. Już prawie zasypiałam, ale mój telefon za wibrował, niechętnie otworzyłam oczy i kliknęłam w wiadomość

Od: Justin
Co robisz?

Do: Justin 
Zasypiam, słuchając Sam'a <3

Od: Justin
Can I lay by your side, next to you,

And make sure you’re alright
I’ll take care of you 
I don’t wanna be here if I can’t be with you tonight*

-O boże! Czy...Czy Justin Bieber właśnie wysłał mi fragment piosenki.- moje oczy wyglądały jak pięciozłotówki, a serce biło jak oszalałe. Z uśmiechem na twarzy kontynuowałam naszą "zabawę" wstukując kolejny tekst

Do: Justin
Stay with me
'Cause you're all I need
This ain't love, it's clear to see
But darling, stay with me**

Od: Justin
Spotkamy się dzisiaj?

Już miałam się zgodzić, ale przypomniałam sobie, że umówiłam się z Niall'em 

Do: Justin
Nie dam rady, umówiłam się
z Niall'em.

Czekałam na wiadomość od Justina, ale takowa się nie pojawiła, dlatego zrezygnowana odłożyłam telefon i zasnęłam. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Otworzyłam leniwie oczy i wygramoliłam się z łóżka otwierając drzwi.
-Hej, przyszedłem nie w porę?- w drzwiach zobaczyłam Niall'a 
-Nie, no coś Ty. Wchodź- powiedziałam, zapraszając go gestem ręki do środka
Usiedliśmy na sofie - A więc co chciałeś mi powiedzieć? - zapytałam przerywając niezręczną ciszę 
-Ten pocałunek, wczoraj. Ja... Ja nie wiem jak Ci to powiedzieć, ale- moje serce biło jak oszalałe
-No powiedz to wreszcie- krzyknęłam nie mogąc wytrzymać tego napięcia
-Val, ja jestem gejem...

________________________________________________
Co myślicie o relacji Justina i Val? Domyślaliście się że Niall okaże się być gejem?
Wybaczcie, że tak długo nie było rozdziału, ale ostatnio mam dużo spraw na głowie typu szukanie mieszkania, pracy itp. Bardzo dziękuję za tyle wyświetleń i za każdy komentarz. Nie ukrywam, że trochę się rozczarowałam widząc tak mało komentarzy, ale nie mogę Was do niczego zmusić. Jest 2:30 p.m i właśnie skończyłam 9 rozdział <3
*Sam Smith- Lay me down
**Sam Smith- Stay with me