piątek, 20 marca 2015

24. Ex-friend

Obudził nas głośny krzyk Pattie, który jak Justin wyjaśnił codziennie służy mu jako budzik. Nie miałam ze sobą żadnych ubrań ani książek do szkoły, więc zaraz po pysznym śniadaniu, które przygotowała dla nas mama Justina ruszyliśmy do mojego mieszkania.
-Na pewno nie chcesz żeby z Tobą poszedł?
-Jest w porządku- odpowiedziałam wychodząc z samochodu.
Wyciągnęłam klucze z torebki, które okazały się zupełnie niepotrzebne, ponieważ mieszkanie było nie zamknięte. Zdziwiona ostrożnie weszłam do środka zastając stos brudnych naczyń porozwalanych po całej kuchni i salonie, oraz włączony telewizor na ulubionej stacji Austina.
-Val?- usłyszałam znajomy głos i zakryłam usta dłońmi ze zdziwienia
-Kate? Co Ty tu..?- przejechałam blondynkę wzrokiem. Miała na sobie koszulkę mojego brata i nie sądzę, że coś oprócz niej.
-Czego chcesz?- spojrzałam na wyłaniającego się zza blondynki Austina, który mierzył mnie gniewnym wzrokiem.
-Przyszłam po ubrania i książki, poza tym to też moje mieszkanie- syknęłam
-Po wczorajszym przedstawieniu raczej wątpię by starsi dali Ci pieniądze na czynsz
-Ciekawe jakby zareagowali gdyby dowiedzieli się że sprzedawałeś dragi- poczułam jak blondyn z całej siły dociska mnie do ściany i przysięgam, że jeszcze nigdy nie byłam aż tak przestraszona
-Austin!- usłyszałam krzyk Kate, która odciągnęła chłopaka ode mnie - Popieprzyło Cię?
-Zamknij się, to sprawa między mną a Val- oczywiste było to że Kate zabolą słowa mojego brata i było mi przykro z powodu tego, że Austin to taki dupek jednak jakoś nie potrafiłam jej współczuć w tym momencie w końcu sama go wybrała.
-Jestem z Justinem, koniec sprawy - warknęłam zatrzaskując za sobą drzwi do pokoju. Wyciągnęłam z pod łóżka walizkę i najszybciej jak tylko potrafiłam spakowałam do niej wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy, a na siebie włożyłam jasne, podarte jeansy i kremowy sweterek. Do osobnego plecaka schowałam książki, które potrzebowałam do szkoły i wyszłam z mieszkania. Wszystkie torby włożyłam na tylne siedzenia i sama usiadłam obok Justina, który przyglądał mi się z zaciekawieniem.
-Stało się coś?- westchnęłam głośno i zaczęłam opowiadać o tym, co wydarzyło się zaledwie kilkanaście minut temu.
-Zajebie go, przysięgam - usłyszałam głośny trzask drzwi i nim się oglądnęłam blondyn wchodził do klatki.
-Stój- krzyknęłam dzięki czemu się odwrócił i mogłam go dogonić. -Nie rób tego, proszę- wyszeptałam ujmując w dłonie jego twarz i złożyłam delikatny pocałunek na jego ustach, co uspokoiło go na tyle by wrócił do samochodu. Oczywiście przez całą drogę do szkoły Bieber nie przestawał gadać o tym, że jak  dopadnie Austina to rozszarpie go na strzępy i tym podobne, co było nie do zniesienia.
-Widzimy się po lekcjach, skarbie- skinęłam głową i po obowiązkowym pocałunku na pożegnanie ruszyłam w kierunku klasy od historii.
Lekcje mijały nieznośnie wolno, a ponieważ obok mnie nie było Kate to nie miałam z kim rozmawiać, poza tym nawet jakby była to nie miałabym ochoty na pogawędkę z nią.
-Dzisiaj wf macie łączony z drugą klasą, wy macie prawą połowę sali, a oni lewą, więc nie powinno być źle, a teraz przebierzcie się i zagramy w siatkówkę- po rozkazie Pana Lewis'a ruszyliśmy do szatni pozbywając się swoich ubrań i wskakując w sportowe stroje.
-Fuck- okazało się że przez zbyt szybkie pakowanie dzisiaj rano wzięłam tylko spodenki, więc wf miałam z głowy.
-A Pani Butler nie ćwiczy, ponieważ? - No tak Pan Lewis jest człowiekiem, któremu od początku szkoły starałam się nie wchodzić w drogę i udawało mi się to aż do teraz...
-Um, ja zapomniałam stroju- odpowiedziałam zgodnie z prawdą jednak nie miałam odwagi spojrzeć na wuefistę.
-Nie ma stroju, nie ma zaliczenia z wuefu- moje oczy rozszerzyły się nieproporcjonalnie, ponieważ w życiu nie spodziewałabym się że przez głupi brak stroju ktoś może mnie oblać. Oczywiście nie miałam odwagi powiedzieć mu jak głupie to jest, bo i tak wystarczająco sobie nagrabiłam.
-Trzymaj- usłyszałam znajomy głos Justina i zauważyłam, że próbuje wcisnąć mi do rąk koszulkę, którą wcześniej z siebie ściągnął tym samym pozostając w samych spodenkach, co najwidoczniej spodobało się wszystkim dziewczynom, które pożerały wzrokiem MOJEGO chłopaka.
-Jay, nie trzeba- szepnęłam próbując oddać mu koszulkę
-To nie jest coś czego już nie robiłaś, księżniczko- uśmiechnął się bezczelnie puszczając przy tym oczko i ruszył do swojej grupy, która ćwiczyła po lewej stronie.
-Ty razem Ci się udało, ale następnym razem nie odpuszczę
-Nie będzie następnego razu- odpowiedziałam zabierając piłkę do siatki i ruszając na boisko.
Na początku zrobiłyśmy krótką rozgrzewkę, która składała się z truchtu, krążenia ramion i kilku skłonów przez, które Bieber dostał piłką w twarz. Tak się kończy jak patrzy się na tyłki dziewczyn, Justin...
Następne 35 minut spędziliśmy grając w siatkówkę i przyznam, że tym razem to ja nie mogłam oderwać wzroku od grającego w koszykówkę kilka metrów dalej Justina. Był taki dobry w tej grze, prawie za każdym razem trafiał do kosza, poza tym widać było, że sprawia mu to radość.
-Nie wiedziałam, że znasz Biebera? - spojrzałam na Christy, która czekała aż się przebiorę.
-Jesteśmy razem - odpowiedziałam szczerze przez co mulatka o mało nie zakrztusiła się wodą, którą właśnie piła.
-Moje kondolencje- poklepała mnie po ramieniu. -To dupek- dodała wychodząc z szatni
-Jak długo go znasz, że tak twierdzisz?- syknęłam doganiając ją na korytarzu
-Pomyślmy, od jakiś 8 lat. Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, ale się posypało- powiedziała wzruszając ramionami, jednak wiedziałam, że w pewien sposób musiało być jej przykro z tego powodu.
-Dlaczego się już nie przyjaźnicie?- zapytałam, jednak Christy nie zdążyła odpowiedzieć, ponieważ przeszkodził jej sam obgadywany, tj Justin
-Christiana Jefferies, miło Cię widzieć- blondyn wyciągnął dłoń ku szatynce jednak ta nie odwzajemniła gestu
-Chciałabym powiedzieć to samo, ale nie lubię kłamać- syknęła trącając ramię Justina. -Do jutra, Val- uśmiechnęłam się do brunetki, która odwzajemniła gest, a następnie zniknęła za drzwiami wyjściowymi.
Przez całą drogę do domu Justin nie odezwał się ani razu pomimo, że co chwilę o coś pytałam. Nie lubię być wścibska, ale naprawdę chciałam wiedzieć, co stało się pomiędzy Christianą, a Jay'em.
Okazało się, że w domu nie było nikogo oprócz naszej dwójki za co przyznam dziękowałam w duchu, bo byłam cholernie wkurzona zachowaniem chłopaka, a przy jego mamie musiałabym udawać, co nigdy mi nie wychodzi.
-Nie jesz?- spojrzałam na blondyna, który zajadał się kurczakiem w ziołach, które wcześniej przygotował
-Nie jestem głodna- rzuciłam obojętnie i ruszyłam na górę, przebierając się w zwykły dres oraz koszulkę i zabrałam się za robienie zadania.
Minęły dwie godziny odkąd siedziałam w pokoju z słuchawkami w uszach, rozwiązując jakieś głupie ciągi z matematyki, które zapewne nigdy w życiu mi się nie przydadzą. Mój żołądek skręcał się z głodu jednak za każdym razem jak miałam ochotę zejść do kuchni po jedzenie przypominały mi się słowa mojej matki o tym, że jestem za gruba. Znudzona tymi wszystkimi obliczeniami włączyłam facebook'a zauważając jedną nieodebraną wiadomość

Od: Terry Butler
Hej, córciu!
Chciałem Cię przeprosić za to wszystko, co wydarzyło się w niedzielę.
Ani ja, ani mama nie mieliśmy prawa tak się zachować. To Twój wybór
z kim chcesz spędzić życie, mam tylko nadzieję, że jesteś z niego zadowolona.
A, co do mamy to w końcu to zrozumie, nie przejmuj się nią.
Kocham Cię, tata. :)

-Prędzej świnie zaczną latać niż ona to zrozumie- pomyślałam wyłączając czat i zaczęłam przeglądać tumblr'a od którego zdecydowanie jestem uzależniona. Widok tych wszystkich pięknych, szczupłych dziewczyn spowodował, że poczułam się jeszcze gorzej. -Muszę schudnąć- wyciągnęłam z walizki swój sportowy strój, oraz buty do biegania i po ogarnięciu się wybiegłam z domu.

Justin pov

Kocham Val, ale nienawidzę, gdy ktoś zmusza mnie do czegoś. To nie tak, że nie powiedziałbym jej o tym dlaczego nie przyjaźnię się z Christiana, ja po prostu nie byłem gotowy do tego by powiedzieć jej to teraz, poza tym uważam, że Christy też powinna być przy tej rozmowie, może w końcu spojrzałaby na mnie inaczej. 
-Gdzie jest Val?- oderwałem wzrok od telewizora spoglądając na Jazmyn
-W pokoju- powiedziałem obojętnie 
-Byłam tam i jej nie ma- podniosłem się od razu o mało nie potrącając siostry i ruszyłem do mojego pokoju. Przez chwilę myślałem, że postanowiła wrócić do mieszkania jednak ulżyło mi, gdy zobaczyłem jej walizkę. Próbowałem do niej dzwonić, ale nie odbierała.
Zrezygnowany opadłem na łóżko i zauważyłem jej laptopa, którego zapomniała wyłączyć. Nie zastanawiając się długo przejechałem palcem po toutchpad'zie i moim oczom wyświetliły się różne strony, na których aż się roiło od tych wszystkich wychudzonych dziewczyn. Skrzywiłem się na samą myśl, że Val mogłaby tak wyglądać. Nie rozumiem fenomenu wystających kości... 
-Justin, chodź tu- usłyszałem krzyk Jazmyn i zbiegłem na dół zastając tam pół przytomną Val. 
-Val, Val, co się stało?- złapałem jej twarz w dłonie próbując zmusić ją do popatrzenia na mnie
-Chyba za dużo bie...biegałam- wyszeptała wyraźnie wycieńczona. Złapałem ją na ręce i położyłem na sofę, podając od razu wodę i po chwili brunetka doszła do siebie.
-Popieprzyło Cię do reszty? Mogłaś sobie zrobić krzywdę! Co jeżeli zesłabłabyś gdzieś gdzie nie było by nikogo? Zachowujesz się jak dziecko!- nie wytrzymałem po prostu nie wytrzymałem, wszystkie emocje, które dusiłem w sobie uwolniły się i przez to przestałem kontrolować to co mówię.
-Justin- głos Jazmyn sprowadził mnie z powrotem na ziemię. Spojrzałem na brunetkę, która zanosiła się od płaczu -Gratulacje, Bieber, dałeś pokaz... 
-Wybaczcie- powiedziała cicho i chwiejnym krokiem ruszyła na górę. 
-Zjebałeś po całości- ciężko było się nie zgodzić z Jazmyn. -Idź i ją przeproś - skinąłem głową na znak, że zrozumiałem i ruszyłem za brunetką. Z korytarza usłyszałem płacz dochodzący zza drzwi łazienki. Nie zastanawiając się nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka zastając Val siedzącą w samej bieliźnie na zimnych kafelkach. 
-Przepraszam- wyszeptałem pochodząc bliżej dziewczyny -Po prostu się martwiłem, nie wybaczyłbym sobie gdyby - zacisnąłem oczy na samą myśl o tym -gdyby coś Ci się stało - dodałem i poczułem jak usta brunetki dotykają moich tym samym zaczynając wspaniały pocałunek, który z minuty na minutę stawał się coraz bardziej namiętny. 
-Wykąpmy się- powiedziałem przerywając na chwilę pocałunek. Podczas mojego ściągania ubrań, Val napuściła do wanny wody dodając płyn do kąpieli o zapachu wanilii przez co całe pomieszczenie wypełnił słodki zapach. Zbliżyłem się do dziewczyny pozbywając się jej bielizny. Następnie podałem jej dłoń i obydwoje zanurzyliśmy się w ciepłej wodzie, która kojąco działa na nasze ciała. 
Moje dłonie błądziły po jej wspaniałej skórze, myjąc dokładnie każdy centymetr jej ciała. Wiedziałem, że była zmęczona dzisiejszym dniem, więc nie próbowałem niczego więcej i zaraz po wyjściu z wanny i dokładnym osuszeniem naszych ciał pozwoliłem jej się zdrzemnąć, a sam udałem się do kuchni by zrobić kolację. 
-omleto a'la Justino - położyłem talerz obok brunetki, która wydawała się być w o dużo lepszym nastroju niż kilka godzin temu, co bardzo mnie cieszyło. - Smacznego- dodałem i zabrałem się za jedzenie.
Tym razem dopilnowałem żeby Val zjadła wszystko, co też się stało i obydwoje wróciliśmy do pokoju włączając "Love, Rosie", na które uparła się Val.
-Skup się- przewróciłem oczami, gdy po raz drugi strąciła moją dłoń ze swojego uda.
-Skupiam się - odpowiedziałem ponownie błądząc dłonią po jej udzie dodając do tego kilka pocałunków w jej najczulsze miejsce tuż za uchem.
Oczywiście moje sprawdzone sposoby zadziałały i po kilku minutach laptop wylądował na podłodze wraz z naszymi ubraniami.
-Jesteś taka piękna- wyszeptałem nie mogąc nasycić się widokiem jej nagiego ciała. Zjechałem ustami niżej napotykając jej dwie piękne piersi, które aż prosiły się żeby je dotykać. Lekko przegryzłem prawy sutek, co wywołało głośny jęk u dziewczyny, a dłonią masowałem lewą pierś. Widziałem, że brunetka jest zadowolona, a to był dopiero początek naszej zabawy. Zostawiłem na chwilę jej piersi w spokoju i zszedłem jeszcze niżej, całując każdy centymetr jej ciała. Przejechałem językiem po jej kobiecości i po chwili dołożyłem do tego dwa palce, które szybko znalazły punkt g.
-Justin ja zaraz...- nie dokończyła, bo wyciągnąłem z niej palce, co wyraźnie jej się nie spodobało. - Spokojnie, teraz będzie coś lepszego- mruknąłem wyciągając prezerwatywę z szuflady i zakładając ją na kutasa.
-Ałaa- wiedziałem, że sprawiłem jej ból wchodząc w nią zbyt mocno, więc na chwilę przerwałem poruszanie się w niej. -Już dobrze- pocałowałem ją w usta jednoczenie ponownie w nią wchodząc.


-Mój tato do mnie napisał- podniosłem się na łokciu spoglądając na Val, która wyglądała niesamowicie nawet z tymi potarganymi włosami i bez makijażu - Napisał, że mnie przeprasza i że nie powinien się w to wszystko mieszać
-Mówiłem? Wszystko będzie dobrze- przytuliłem ją do siebie tak jakby miała mi uciec
-Wiesz, dzisiaj trener powiedział, że mogę bez problemu dostać się do szkolnej reprezentacji w koszykówce, jutro są eliminacje i nie wiem, co mam zrobić
-O nie, nie ma takiej opcji! Nie pozwolę żeby wszystkie dziewczyny ze szkoły do Ciebie wzdychały poza tym te wyjazdy z cheerleaderkami? Nie ma szans!- zaśmiałem się słysząc jej słowa, ponieważ to takie fajnie wiedzieć, że ktoś jest o Ciebie zazdrosny. -A tak poważnie to powinieneś pójść, obserwowałam Cię dzisiaj jak grałeś i oprócz tego, że dostałeś piłką w twarz byłeś naprawdę dobry
-Wiesz, zagapiłem się na taką jedną laskę, Butler ma na nazwisko, ale wątpię żebyś ją kojarzyła. Mówię Ci jest taka zajebista, że nie potrafię tego opisać słowami
-Jesteś naprawdę popieprzony, ale i tak Cię kocham, idioto - wyszeptała całując mnie w usta i odwracając się do mnie plecami
-Ja Ciebie też, głupku- przyciągnąłem ją bliżej siebie i w takiej pozycji zasnęliśmy.

Christiana Jefferies (18 lat)

_____________________________________________________________________
Mamy nową bohaterkę, Christi :)
Następny rozdział będzie jak mi się zechce. :)
ASK
REBELLIOUS TEENAGER

czwartek, 5 marca 2015

23. Tiffany's

25 komentarzy= nowy rozdział! 
-Żartujesz, prawda?- spojrzałam ze złością na blondyna, który wierzchem dłoni ocierał łzy. -Powiedz, że żartujesz!- krzyknęłam w końcu skupiając jego spojrzenie na sobie.
-Val, ja...
-Ty co? No co?!- ponownie krzyknęłam zagłuszając radio,w  którym jak na złość leciała piosenka James'a Bay'a "Let it go". No co za ironia  losu, że w momencie, w którym mój chłopak mówi mi że nie pasujemy do siebie leci piosenka o tym że lepiej jest sobie odpuścić...
-Kocham Cię i uwierz, że robię to wszystko dla Twojego dobra- powiedział delikatnie dotykając mojej dłoni
-Gówno prawda- syknęłam odtrącając jego dłoń -Kiedy dwoje ludzi naprawdę się kocha i dbają o siebie to zawsze znajdą sposób by to działało nieważne jak jest ciężko - dodałam odwracając wzrok od chłopaka, próbując się wydostać z samochodu.
-Przepraszam- spojrzałam ponownie na blondyna, lecz nie odezwałam się pozwalając mu kontynuować -Nigdy bym nie przypuszczał, że będziesz tak dużo znaczyła dla mnie i nigdy bym nie przypuszczał, że zakocham się w Tobie, ale wiesz, co? Prawda jest taka, że zrobiłem to, zakochałem się w Tobie i to jest to, co mnie podtrzymuje na duchu, bo cholernie ciężko jest pozwolić Ci odejść.- ujął moją twarz w dłonie, ciągle wpatrując się w moje oczy jakby chciał je zapamiętać
-Więc nie pozwól mi odejść- wyszeptałam walcząc ze łzami -Zrozum w końcu, że nie obchodzi mnie Twoja przeszłość, najważniejsza jest dla mnie Twoja przyszłość. Nasza przyszłość, idioto!- przysunęłam się do niego jeszcze bliżej i złączyłam nasze usta razem. Był to krótki pocałunek jednak wyrażał on więcej niż jakiekolwiek słowo.
-Przepraszam Val, ja nie chciałem Cię zostawić ja... Ja nie wiem, co sobie myślałem - powiedział odsuwając się lekko ode mnie, przeczesując dłonią włosy.
-Cóż, myślenie nie jest Twoją mocną stroną - dodałam śmiejąc się z niego w zamian otrzymując środkowy palec.
Następnie Justin zaproponował abyśmy pojechali do niego na co oczywiście się zgodziłam, ponieważ powrót do mojego mieszkania był ostatnią rzeczą jaką chciałam zrobić w tej chwili. Naprawdę byłam zmęczona tym wszystkim, co się wydarzyło. Tak, wiem powinnam była powiedzieć Austinowi całą prawdę o mnie i o Justinie, moja wina poza tym mam straszne wyrzuty sumienia przez to że wplątałam w to wszystko Niall'a. On jest świetnym chłopakiem i zdecydowanie nie zasługuje na to by Austin poniżał go przy każdej nadarzającej się okazji, a wiem, że przez moją głupotę mój braciszek zrobi z życia Horana totalne piekło...
-Jesteśmy - wysiedliśmy z samochodu szybko kierując się do domu Jay'a, ponieważ zaczęło padać,a żadne z nas nie miało parasola. W mieszkaniu panowała totalna cisza, co oznaczało, że Pattie jest w pracy, a Jazmyn gdzieś wyszła. Przez chwilę zastanawialiśmy się co zrobić do jedzenia jednak przez nasze cholerne lenistwo zamówiliśmy pizze, którą pochłonęliśmy oglądając jakiś bezsensowny film o ninja, który oczywiście nas nie interesował.
-Przestań- powiedziałam, gdy dłoń blondyna gładziła moje udo, a usta atakowały moją szyję. Oderwał się ode mnie posyłając mi zdezorientowane spojrzenie -Jesteśmy w salonie, ktoś może tu wejść- dodałam próbując go odsunąć
-Val, jesteśmy sami - oznajmił posyłając mi uspokajający uśmiech i wracając do przerwanych czynności. Usiadłam na kolanach chłopaka i tym razem to ja zaczęłam składać pocałunki na jego ciele jednocześnie ocierając się o jego "przyjaciela". Nasze oddechy z minuty na minutę przyśpieszały, a gorąco było nie do zniesienia, dlatego też jednym ruchem Justin pozbył się zarówno mojej sukienki jak i swojej koszuli. Następnie włożył swoje dłonie pod moje pośladki, podniósł mnie i rzucił na sofę nie przestając całować moich ust. Kochałam w nim tą stanowczość, to że lubił górować nade mną i przyznam, że z przyjemnością pozwalałam mu na to.
-Jaaay- westchnęłam, gdy palce chłopaka dotknęły mojej strefy intymnej, a następnie poczułam jak z całej siły rozrywa moje majtki i rzuca je na podłogę uśmiechając się wyraźnie zadowolony.
-To moje ulubione- wydyszałam udając obrażoną
-Będziesz mi za to dzięko...- nie dokończył, ponieważ do mieszkania weszła Jazmyn. Justin odskoczył ode mnie, a ja próbowałam zakryć się moją sukienką.
-Nie wierzę - wyszeptałam, gdy blondynka minęła salon zbyt zajęta rozmową przez telefon. Odetchnęłam z ulgą gdy usłyszałam jak zatrzasnęła drzwi i pośpiesznie ubrałam na siebie sukienkę.
Obydwoje przez chwilę wpatrywaliśmy się w siebie jednak po chwili wybuchnęliśmy ogromnym śmiechem.
-To smutne- powiedziałam ze śmiechem podnosząc moją podartą bieliznę
-To moje- dodał chłopak wyrywając mi z rąk kawałek materiału
-A więc zbierasz wszystkie majtki dziewczyn, które pieprzysz?- zapytałam
-Tylko tych, które kocham- odpowiedział całując mnie szybko w usta i chowając moją bieliznę do kieszeni spodni. -Chodźmy do mnie- podałam dłoń chłopakowi i ruszyliśmy po schodach do pokoju Justina słysząc głośne krzyki dochodzące z pokoju Jazmyn.
-Pójdę sprawdzić, co z nią- skinęłam głową opadając na łóżko. Sięgnęłam po Ipod'a leżącego na poduszce, włączyłam go wsłuchując się w cudowny głos Abel'a Tesfaye i ponownie zaczęłam myśleć o wydarzeniach z przed kilku godzin. O tym, co powiedziała mama na temat mojej wagi. Podniosłam się z łóżka i podeszłam do lustra.
-Zdecydowanie jestem za gruba- jęknęłam czując nagłą potrzebę pozbycia się tej pizzy z mojego organizmu. Przez chwilę zastanawiałam się co zrobić jednak ostatecznie udałam się do łazienki i po chwili sprowokowałam wymioty. Nie było to niczym przyjemnym jednak poczułam się zdecydowanie lepiej.
-Gdzie byłaś?- spojrzałam na blondyna, który siedział przy biurku i przeglądał coś w laptopie
-W łazience- opowiedziałam siadając obok niego -Co z Jazmyn?- zapytałam, a blondyn przysunął mnie tak, że siedziałam na jego kolanach.
-Nie chciała mi powiedzieć- odpowiedział wzruszając ramionami
-Może ja spróbuję jej pomóc?- zaproponowałam i nie czekając na odpowiedź ruszyłam do pokoju Jazmyn, słysząc ciche "powodzenia" padające z ust Biebera.
Zapukałam delikatnie do drzwi jednak opowiedziała mi cisza, dlatego ponowiłam próbę
-Spadaj Justin!
-To nie Justin- powiedziałam uchylając drzwi i zastając blondynkę siedzącą na środku pokoju po którym walała się sterta ubrań
-Co chcesz?- zapytała przeglądając kolejne ubrania
-Przyszłam Ci pomóc
-Oh tak? To spraw bym wyglądała jak Jesicca Alba, bo to chyba jedyny sposób na to by Luke na mnie spojrzał
-A więc randka?- zapytałam lekko się uśmiechając
-Nie! Jego zespół gra koncert, a moja przyjaciółka jest dziewczyną jednego z gości z bandu, Ashtona- skinęłam głową na znak, że zrozumiałam. Luke, Ashton, zespół, koncert... Zaraz, zaraz
-5 second of summer? Podoba Ci się Luke Hemmings? -zapytałam zakrywając dłonią usta ze zdziwienia
-Skąd go znasz?- zapytała zdziwiona
-Twój brat zabrał mnie na ich koncert, a później chwilę rozmawialiśmy. Nie znam go zbyt dobrze, ale uwierz mi, spodobasz mu się.  A co do ubrania to, to jest ładne- podniosłam z podłogi czarną, skórzaną spódniczkę i rzuciłam ją w stronę Jazmyn, która podniosła się z podłogi i przymierzyła ciuch.
-Wydaje mi się, że to będzie do niej idealnie pasować- dodałam podając jej bordowy crop top.
Następną godzinę spędziłam robiąc Jazmyn delikatny makijaż oraz lokując jej włosy. Oczywiście Justin nie byłby sobą, gdyby co chwilę nam nie przeszkadzał jednak po tym jak Jazmyn rzuciła w niego szczotką do włosów odpuścił.
-Wyglądasz ślicznie, jak Luke nie zwróci na Ciebie uwagi to musi być ślepy- powiedziałam uśmiechając się do dziewczyny.
-Dziękuję Val. Wydawało mi się że jesteś nadętą suką, bo oczywiście Justin tylko w takich gustował, ale Ty jesteś naprawdę fajna- przyznam, że te kilka słów sprawiło, że mój humor zdecydowanie się poprawił i z wdzięczności za to przytuliłam blondynkę z całych sił
-A i tak przy okazji, wybacz, że przerwałam Ci zabawę z Justinem - poruszała sugestywnie brwiami,a na moje policzki wkradł się rumieniec
-Gotowa?- zapytałam chcąc jak najszybciej zmienić temat, ponieważ rozmawianie z siostrą Jay'a o moim seksie do którego oczywiście nie doszło było zbyt krępujące
-Gotowa- odpowiedziała zakładając trampki i schodząc na dół. Pożegnałam ją życząc udanej imprezy i ruszyłam z powrotem do Justina.
W pokoju panował półmrok, a na półce paliło się kilka świeczek o zapachu wanilii. Całe biurko wypełnione było różnego typu słodyczami od m&m's do wszystkich słodyczy firmy reese's, które od zawsze były moją miłością. Spojrzałam na Justina, który był skupiony na podłączaniu różnych kabelków do laptopa tak bardzo, że nawet nie zauważył, że weszłam.
-Co tu się dzieje?- zapytałam z uśmiechem
-Zapraszam Cię do kina- podał mi rękę i poprowadził do swojego łóżka. Usiadłam opierając się wygodnie i czekając na dalszy ciąg wydarzeń. Okazało się że Justin posiada projektor dzięki czemu faktycznie czułam się jak w kinie
-Śniadanie u Tiffaniego- pisnęłam radośnie, gdy tylko ujrzałam napis.
-Podobno to Twój ulubiony, więc...- poklepałam dłonią miejsce obok siebie i po chwili obok mnie usiadł Justin zajadając się babeczkami reese's. Oczywiście cały film znałam już na pamięć, ale każdą akcję przeżywałam tak jakbym widziała go po raz pierwszy. Oczywiście Justin nie był aż tak zainteresowany filmem jak ja i bardziej interesowało go jedzenie, jednak wiem, że się starał, więc mu to wybaczyłam.
-Wiesz, kiedyś zabiorę Cię do Nowego Jorku i zaprowadzę do Tiffany's&Co gdzie wybierzesz sobie co tylko Ci się spodoba, a ja będę na tyle bogaty żeby Ci to wszystko kupić. - uśmiechnęłam się, ponieważ to było takie cholernie słodkie.
-Nie potrzebuję Nowego Jorku, ani biżuterii od Tiffaniego, potrzebuję Ciebie- wtuliłam się w niego jeszcze bardziej i tak spędziliśmy trochę czasu, rozmawiając o wszystkim i o niczym, śmiejąc się z głupich rzeczy, całując się dopóki nie rozbolały nas usta.
-You all that matters to me / Jesteś wszystkim, co się dla mnie liczy
 Ain't worried about nobody else / Nie martwię się o nikogo innego
 If it ain't you, I ain't myself / Jeśli Cię nie ma, nie jestem sobą
 You make me complete / Sprawiasz, że jestem spełniony


_______________________________________________________________
Ah, ile ja bym dała żeby dostać pierścionek od Tiffaniego... ♥
Następny rozdział pojawi się za 25 komentarzy :)
Rebellious Teenager  ASK

poniedziałek, 23 lutego 2015

22. Family dinner

Ważna notka pod rozdziałem!

Okazało się że Justin już o wszystkim wiedział i po długich rozmowach i negocjacjach stwierdziliśmy, a raczej ja stwierdziłam, że to nie będzie najlepszy czas na powiedzenie wszystkim o naszym związku. Przez te kilka dni, które dzieliły mnie od spotkania z rodzicami przechodziłam prawdziwe piekło, nie mogłam się na niczym skupić i przez cały czas realizowałam w głowie przebieg niedzielnego obiadu. Na szczęście dziękowałam Bogu za takich przyjaciół jak Niall, który zgodził się nadal udawać mojego chłopaka oraz Kate, która obiecała, że nie powie nikomu o tym, że jestem z Justinem.
Całą sobotę spędziłam na porządkach, ponieważ wraz z powrotem Austina z Nowego Yorku wrócił też bałagan, który z pewnością nie przypadłby do gustu naszym rodzicom. W końcu według nich musimy być idealni- przewróciłam oczami na samą myśl o tym wszystkim i wyłączyłam odkurzacz, zabierając się tym razem za ścieranie kurzy.
-Boże, ile można wybierać jedzenie na obiad- pomyślałam czekając na Austina, który zamiast sprzątania wybrał robienie zakupów. Nie mając zbyt wiele już do roboty włączyłam laptopa przeglądając różne strony i w międzyczasie pisząc z Justinem na różne błahe tematy.
-W końcu- powiedziałam zauważając stojącego w korytarzu blondyna z czterema ogromnymi torbami. Widząc, że ledwo daje sobie radę podeszłam do niego i wzięłam kilka toreb odkładając je na stół i wyciągając z nich różne rzeczy. Po chwili dołączył do mnie Austin tłumacząc, że były niesamowite korki i dlatego tak długo mu zeszło, jednak wydaje mi się że po prostu nie chciał wrócić zbyt szybko, ponieważ równało się to z pomaganiem mi w sprzątaniu. Po wypakowaniu wszystkiego i zjedzeniu obiadu, zrobionego oczywiście przeze mnie postanowiłam udać się na małe zakupy, ponieważ nie miałam, co ubrać na jutrzejszy obiad.
-Mogę Cię podrzucić- spojrzałam na Austina, który przenosił swój wzrok co chwilę na mnie lub na telefon.
-Nie musisz- powiedziałam spokojnie mając nadzieję, że da sobie spokój. Nie zrozumcie mnie źle, nie byłam zła na niego jednak naprawdę chciałam chociaż chwilę pobyć sama.
-Wiem, ale chcę
-Ale ja nie chcę- krzyknęłam trochę za głośno
-Wow, siostra, spokojnie- uniósł ręce w geście poddania, a następnie podszedł do mnie chwytając mnie lekko za ramiona - Widzę, że się martwisz, ale uwierz mi wszystko będzie dobrze, gramy w tej samej drużynie, a poza tym oni na pewno polubią Niall'a - uśmiechnęłam się sztucznie, ponieważ ja widziałam to w zupełnie innych barwach niż Austin.
Po kilku kolejnych próbach namówienia mnie na podwiezienie przystałam na jego propozycję i już po chwili siedzieliśmy w czarnym Land Roverze, który był prezentem na osiemnaste urodziny Austina.
-Powinnaś zrobić sobie prawko- oderwałam wzrok od budynków, które mijaliśmy i spojrzałam na blondyna.
-Zdecydowanie, muszę porozmawiać o tym z rodzicami - naprawdę chciałam mieć ten kawałek plastiku, ponieważ nie musiałabym się więcej tłuc autobusami lub prosić kogoś o podwózkę. -Tylko, co mi z prawo jazdy jak nie mam samochodu
-Jak zagrasz dobrą córkę to może dorzucą Ci samochód w prezencie- obydwoje zaśmialiśmy się bez cienia humoru, ponieważ zarówno mi jak i Austinowi przeszkadzało bycie idealnym dzieckiem, To nie tak że nasi rodzice są źli, okropni i najgorsi, nie! Razem z bratem zawsze mieliśmy to o czym tylko marzyliśmy, ale tu był haczyk, który oznaczał, że w zamian my mamy być grzeczni, dobrze się uczyć, nie wpadać w kłopoty, nie mieć problemów, a jesteśmy tylko nastolatkami, którzy marzą tylko o tym by spróbować tego wszystkiego, co zakazane.

Weszłam do ogromnej galerii handlowej, wypełnionej różnymi sklepami oraz ludźmi. Pierwszym sklepem do jakiego weszłam był stradivarius jednak nie znalazłam tam niczego ciekawego, więc ruszyłam dalej zahaczając o New Look, gdzie podobały mi się dwie sukienki jednak po zmierzeniu i wysłaniu zdjęć Justinowi stwierdziliśmy, że nie są na tyle fajne żeby płacić za nie po sto dolców. W innych sklepach było podobnie z tym, że po moich narzekaniach na brak fajnych ubrań Justin postanowił osobiście to sprawdzić, więc do top shopu udałam się już z nim.
-To jest fajne- odwróciłam się do blondyna, który podał mi wieszak na którym była szara sukienka z dłuższymi rękawami w azteckie wzory.
-Jest śliczna- powiedziałam szczerze i ruszyłam do przymierzalni, ponieważ często mój zachwyt kończył się gdy ubrałam sukienkę na siebie. Tym razem było inaczej, ponieważ sukienka świetnie dopasowała się do mojej figury. Gorzej było gdy stanęłam bokiem, ponieważ sukienka była bardzo przylegająca i widać było mój lekko wystający brzuch. Stwierdziłam jednak, że jak nie zjem nic do jutra i lekko wciągnę brzuch to będzie idealnie. Tak, mam obsesję na punkcie mojej wagi, ponieważ kiedyś byłam "duża" przez co spotkało mnie wiele przykrości.
-I jak?- usłyszałam głos Justina, który zapewne niecierpliwił się czekając aż się przebiorę
-Biorę- powiedziałam odsuwając kotarę i wychodząc z przymierzalni.
-Nie pokazałaś mi nawet jak w niej wyglądasz- zrobił minkę szczeniaczka, która była niesamowicie słodka jednak po obietnicy, że zrobię mu zdjęcie w niej jak tylko wrócę jakoś go przekonała.
Następnie udaliśmy się do H&M gdzie dorwałam idealnie pasujące do sukienki platformy oraz do Claire's gdzie zakupiłam kilka dodatków.
-Idziemy coś zjeść?- obawiałam się tego pytania i wiedziałam, że jest ono nieuniknione
-Um, nie jestem głodna- skłamałam
-Jak nie masz kasy to mów przecież to żaden problem
-Mam pieniądze, ale nie jestem głodna
-Niech Ci będzie- powiedział przewracając oczami -Wracamy?- skinęłam głową i poczułam jak jego dłoń chwyta moją przez co uśmiech sam wkradł mi się na usta.
Oczywiście blondyn nie byłby sobą gdyby nie wstąpił po drodze po nasze ulubione lody Ben&Jerry, z którymi nawet nie zamierzałam walczyć. Najwyżej poćwiczę- pomyślałam zanurzając łyżeczkę w lodach o smaku masła orzechowego.
Po powrocie do domu zamiast Austina zastałam karteczkę, na której napisał, że wróci późno. Wzruszyłam ramionami, ponieważ nie było to nic nadzwyczajnego czy niecodziennego. Przebrałam się w koszulkę oraz spodenki i postanowiłam poćwiczyć. Po około godzinie morderczego treningu wzięłam kąpiel, która okazała się być zbawieniem dla mojego zmęczonego ciała. Następnie wysłałam Justinowi obiecane zdjęcie oczywiście dostając w zamian zdjęcie jego bokserek, na których wyróżniało się jego podniecenie. Chwilę "pobawiliśmy się" w wysyłanie niecenzuralnych zdjęć jednak byłam zmęczona i zasnęłam.


Obudziłam się około 9 rano założyłam na siebie wcześniej przygotowane krótkie spodenki i luźną koszulkę w paski. Niedługo po tym jak obudziłam ledwie żyjącego Austina przyjechali rodzice. Jako cudowne dzieci postanowiliśmy pokazać rodzicom okolicę i najciekawsze według nas miejsca w LA.
Oczywiście już wtedy rodzice wypytywali mnie o chłopaka jednak skutecznie udawało mi się unikać tematu. Po zwiedzeniu obowiązkowego miejsca jakim jest ogromny napis "Hollywood", obserwatorium Griffith oraz Chinese theatres, wróciliśmy do mieszkania, w którym zaczęłam przygotowywać jedzenie. Około pół godziny później wszystko było już gotowe, więc skorzystałam z tego, że nikt jeszcze nie przyszedł i udałam się do łazienki wziąć szybki prysznic i przebrać się w sukienkę.
-Nie jest źle- pomyślałam oglądając się w lustrze, rozpuściłam włosy i nałożyłam maskarę na rzęsy oraz czerwoną szminkę na usta.
-Cześć wszystkim- powiedziałam nieśmiało, gdy zauważyłam, że wszyscy zaproszeni siedzieli już na swoich miejscach. Spojrzałam na Justina, który wyglądał niesamowicie! Miał na sobie czerwono-czarną koszulę w kratę zapiętą pod samą szyję, czarne rurki z niższym stanem oraz czarne vansy. Posłałam mu lekki uśmiech i już miałam usiąść obok niego jednak przypomniałam sobie, że dzisiaj moim "chłopakiem" jest Niall.
-Kochanie, przystopuj z tym jedzeniem- spojrzałam na nią jakby upewniając się czy mówi do mnie jednak nie myliłam się -Od przyjazdu tutaj przybrałaś na wadze, a chyba nie chcesz...- poczułam jak tato kopnął ją lekko w kostkę za co zgromiła go wzrokiem jednak po tych słowach zdecydowanie odechciało mi się jedzenia.
-Więc Niall- zwróciła się do blondyna, który pochłaniał kolejny kawałek ciasta -słyszałam, że jesteś chłopakiem Val, czy to prawda?- spojrzałam przez ułamek sekundy na Justina i zauważyłam, że walczy ze złością
-Tak, proszę Pani- odpowiedział wycierając usta serwetką
-A tak z ciekawości to ile jesteście ze sobą?
-3 tygodnie /ponad miesiąc -powiedzieliśmy jednocześnie, co zdziwiło wszystkich
-To w końcu 3 tygodnie czy ponad miesiąc?- ugh, czy ona musi być taka dociekliwa?
-Tak oficjalnie to 3 tygodnie - odpowiedziałam czując większe zdenerwowanie.
Mama oczywiście nie odpuszczała i przez następną godzinę wypytywała o to gdzie się poznaliśmy, jak doszło do tego, że jesteśmy razem itp. Na szczęście wraz z Nialle'm ustaliliśmy, że gdy ścisnę jego kolano to oznacza, że na pytanie odpowiadam ja dzięki czemu mogliśmy uniknąć wpadki. Co chwilę spoglądałam na Justina, który aż gotował się ze złości, jego żyła na szyi była niesamowicie widoczna i było mi naprawdę źle, że nie mogłam zrobić nic co pomogłoby mu się uspokoić
-Kochani, zróbmy sobie zdjęcie pamiątkowe- przewróciłam niewidocznie oczami, ale stanęłam pomiędzy Niall'em, a tatą i wymusiłam uśmiech
-A teraz słodkie zdjęcie Niall'a i Val- mama klasnęła w dłonie zachwycona swoim pomysłem i po ustawieniu mnie tak żeby jak to ona powiedziała "nie było widać tej fałdki tłuszczu" zrobiła kilka zdjęć. Miałam już serdecznie dość, ale niestety to był dopiero początek.

-Muszę iść- usłyszałam głos Niall'a i zauważyłam, że jego oczy były przekrwione jakby przed chwilą płakał
-Co się stało?- zapytałam na tyle cicho by nikt nie usłyszał
-Liam jest w szpitalu- powiedział łamiącym się głosem, więc przytuliłam się do niego z całej siły
-Um, kim jest Liam?- usłyszeliśmy głos mamy, więc oderwaliśmy się od siebie
-Mój chłopak- moje serce zatrzymało się na chwilę i przez chwilę miałam nadzieję, że się przesłyszałam jednak tak nie było
-Val, przepraszam- wyszeptał
-Czy ktoś mi to wszystko wytłumaczy?- wszyscy znaleźli się obok nas wyczekując jakiejś odpowiedzi
-Um, ja...- poczułam jak łzy zbierają się w moich oczach, ale mimo to kontynuowałam- Ja nie jestem z Niall'em, nigdy nie byłam i nigdy nie będę- powiedziałam spuszczając wzrok
-Ponieważ jestem gejem- dodał blondyn wyprzedając pytanie mamy
-A ja kocham Justina- spojrzałam na Biebera, który podszedł do mnie i przytulił na co dłonie Austina zacisnęły się w pięści.
-Jak kurwa mogłaś? Okłamywałaś mnie przez cały pieprzony czas że jesteś z Niallem! A Ty?- przycisnął Niall'a do ściany -Wypieprzaj z mojego mieszkania, pedale - tego było za wiele zarówno dla mnie jak i dla Justina. Blondyn odsunął się ode mnie i próbował rozdzielić Austina od Niall'a podczas, gdy ja próbowałam wyjaśnić rodzicom to wszystko jednak nie chcieli mnie słuchać. Spojrzałam jeszcze chwilę na Kate mając nadzieję, że mi jakoś pomoże jednak jedyne, co zrobiła to wbiła swój wzrok w podłogę.
-Nienawidzę Was- krzyknęłam i wybiegłam z mieszkania, a po krótkiej chwili dołączył do mnie Justin z Niall'em. Wsiedliśmy do samochodu Jay'a i ruszyliśmy do szpitala, w którym znajdował się Liam. Jak się okazało jego stan był poważny, ale stabilny, więc po ok. godzinie opuściliśmy szpital zostawiając tam Niall'a.
Byłam potwornie zmęczona tym całym dniem i patrząc na Justina wiedziałam, że jego też to nie obeszło.
-Val?
-huh?
-Myślałem o tym wszystkim, co się stało, o Twojej rodzinie i... I ja do Ciebie nie pasuję! Dusiłem się w tej koszuli, a wiem, że przy Twojej rodzinie musiałbym ją nosić, oni chcą dla Ciebie kogoś z czystą przeszłością i wspaniałą przyszłością, a wiesz, co robiłem i wiesz, że tego nie cofnę poza tym gdyby nie kasa, którą mi płacą za studia to bym się nie uczył, bo po prostu mnie to nie interesuje. Oni mają rację, że chcą kogoś takiego dla Ciebie i ja też chcę tego dla Ciebie, bo na to zasługujesz, bo jesteś wspaniała, mądra, dobra i cholera tak bardzo się w Tobie zakochałem, że muszę to zrobić, muszę Cię zostawić, bo to jedyny sposób, żebyś miała wspaniałą przyszłość z jakimś mądrym, chłopakiem, kto wie może nawet z Niall'em- zaśmiał się bez humoru nie starając się nawet ukryć łez, które spływały z jego policzków


_______________________________________________________________
Myślę o tym by kończyć już to opowiadanie, ponieważ ma już dużo rozdziałów, a wiem, że coś co trwa bardzo długo po prostu się nudzi :)
Jak zawsze dziękuję za każdy komentarz mimo, że naprawdę wiele z Was to olewa. Jednak chciałabym podziękować tym moim stałym czytelniczkom, które zawsze znajdą chociaż chwilkę na napisanie kilku słów! Bardzo dziękuję i bez Was z pewnością to opowiadanie nie byłoby realizowane ♥
Jejuu, trochę to zabrzmiało jak pożegnanie, jednak spokojnie jeszcze się nie żegnamy :D
Rebellious teenager  ASK

sobota, 14 lutego 2015

21. School

Te trzy słowa wypowiedziane przez Justina odbijały się echem w mojej głowie przez cały czas i byłam pewna, że nie zapomnę o nich do końca życia w końcu po raz pierwszy ktoś (oprócz moich rodziców) powiedział mi, że mnie kocha. - uśmiechnęłam się na samą myśl o tym. Tej nocy nie mogłam spać prawie wcale i ku mojemu zdziwieniu nie było to spowodowane stresem przed zaczynającą się szkołą, a motylkami w moim brzuchu, które wywołał Justin. Nasza randka skończyła się dosyć późno, ponieważ po kolacji udaliśmy się jeszcze na plażę i właśnie wtedy opowiedziałam mu o swojej rodzinie. Następnie odwiózł mnie do domu nie próbując mnie nawet dotknąć w inny sposób, jeśli wiecie, o co mi chodzi. 
-Val, wstawaj, bo się spóźnisz!- leniwie otworzyłam oczy patrząc na Austina, który stał nade mną szczotkując zęby
-Która godzina?-zapytałam, a w odpowiedzi pokazał mi telefon, na którym wyświetliło się 8:04
Wstałam z łóżka podchodząc do szafy i wyciągając z niej czarną, plisowaną spódniczkę do tego biały crop top, oraz czarne trampki. Zastanawiałam się nad rozpuszczeniem włosów jednak ostatecznie związałam je w kucyka. Zrobiłam delikatny makijaż i założyłam plecak będąc gotowa do wyjścia.
-Nie jesz?-odwróciłam wzrok na Austina, który zajadał się omletem
-Nie jestem głodna- odpowiedziałam
-Mam się o Ciebie martwić?-zmarszczyłam brwi nie bardzo wiedząc, o co mu chodzi- No wiesz, anoreksja, bulimia czy inne gówno?
-Spokojnie, wszystko jest w porządku- posłałam mu uśmiech, który od razu odwzajemnił po czym ruszyliśmy do samochodu.
Po drodze rozmawialiśmy o jego wycieczce do Nowego Yorku. Zasypywałam go mnóstwem pytań o to jak tam jest i z kim tak właściwie tam był jednak nie odpowiedział mi na to.
-A Ty? Jak się bawiłaś bez braciszka?
-Um, no wiesz wychodziłam z...
-Niallem?
-Tak, właśnie
Uff, udało się!
-Gość jest naprawdę w porządku, dobrze trafiłaś- gdybyś wiedział, braciszku, gdybyś wiedział....


~~*~~
Budynek UCLA był ogromny, więc dziękowałam Bogu, że miałam ze sobą Kate, która wydawała się być zafascynowana faktem, że zaczynamy studia.
-To będzie najlepszy rok ever,- pisnęła przytulając mnie z całej siły
-O ile wcześniej mnie nie zadusisz- powiedziałam próbując się od niej odsunąć 
-Wybacz, jestem taka podekscytowana tym wszystkim. W końcu wszystko się układa- popatrzyłam na nią unosząc brwi
-Czy jest coś, co chcesz mi powiedzieć?- zapytałam 
-Um, właściwie to tak, bo wiesz ja...- Nie dokończyła, ponieważ przerwał nam dzwonek oznajmiający rozpoczęcie się spotkania w auli.

Po tym jak dyrektor przywitał wszystkich uczniów, poinformował o obowiązujących zasadach oraz podał plan lekcji ruszyliśmy do swoich klas.
-No nieźle, zaczynamy od psychologii- oznajmiłam 
-I to z drugą klasą- dodała Kate z uśmiechem
Zajęłyśmy z Kate miejsce w przedostatniej ławce i uważnie słuchałyśmy uwag Pana Ronsona.
-No więc sprawdzę teraz obecność, wyczytane osoby proszę o podniesienie dłoni.- Anderson, Adams, Butler,  Bieber, Bieber?- zapytał ponownie jednak po raz drugi odpowiedziała mu cisza- Jak zwykle- westchnął i właśnie wtedy drzwi otworzyły się 
-Kurwa- powiedziałam, gdy ujrzałam, że w drzwiach wejściowych stoi nie kto inny, a Justin kurde Bieber. Przeskanował wzrokiem całą klasę po czym jego wzrok padł na mnie, uśmiechnął się bezczelnie i puścił mi oczko przez, co wzrok wszystkich padł na mnie, a moje policzki zaczęły różowieć.
-Pan Bieber jak zawsze w porę -powiedział Ronson odhaczając go na liście obecności
-Ma się to wyczucie czasu- odpowiedział i ruszył w kierunku ostatniej wolnej ławki, która znajdowała się za nami. Oczywiście przechodząc nachylił się nade mną i szepnął mi, że piękne wyglądam po czym usiadł na wolnym miejscu.
Lekcja minęła dosyć szybko, ale gdyby ktoś kazał mi ją streścić to za nic w świecie nie byłabym w stanie tego zrobić z prostego powodu- Justin! Ten chłopak nie pozwalał mi skupić się ani na chwilę, bo albo ciągnął mnie za włosy, albo wysyłał nieprzyzwoite wiadomości na temat tego, co zrobiłby ze mną gdyby nie byłoby tu innych ludzi. Te wiadomości spowodowały, że moja bielizna totalnie przemokła i nie czułam się z tym komfortowo, więc co chwilę kręciłam się na krzesełku.
-Czy Ty masz hemoroidy?- zgromiłam wzrokiem Kate, która nie potrafiła powstrzymać śmiechu i przechwyciła jeden z liścików od Justina. -O jasna cholera- wyszeptała zakrywając dłonią usta. -Ty i Bieber?-zapytała patrząc na mnie 
-Zamknij się- skarciłam ją na co przewróciła oczami -Spotkamy się dzisiaj? Opowiem Ci o wszystkim
-Jasne, bae w starbucks o 17
Ostatnie minuty lekcji minęły już spokojniej, ponieważ Pan Ronson zdenerwowany zachowaniem Justina przesadził go do przodu.

-Jesteś strasznym dupkiem- pacnęłam Justina w ramię, gdy wychodziliśmy z klasy
-Kochasz to, księżniczko- odpowiedział ze śmiechem
-Kocham Ciebie- pocałowałam go uważając na to by nikt nas nie zauważył (mówiąc nikt mam na myśli Austina). To takie głupie, że muszę okłamywać własnego brata...
-Dobrze się składa, bo ja Ciebie też- odpowiedział, a kąciki moich ust mimowolnie uniosły się ku górze. Co on ze mną robi?
-Tak w ogóle dlaczego nie powiedziałeś mi że studiujesz tam gdzie ja?- zapytałam trochę zbyt ostrym tonem
-Nie wiem - przejechał dłonią po włosach -Ja.. Nie wiem chyba chciałem Cię zaskoczyć - dodał po chwili namysłu
-Udało Ci się to- zaśmiałam się - Zjemy razem lunch?- zapytałam gdy mijaliśmy stołówkę
-Um, wiesz umówiłem się z Austinem i Chazem, więc...
-Nie ma sprawy, zjem z Kate- powiedziałam uśmiechając się do Jay'a i całując go w policzek.
Tak naprawdę nie wiedziałam, gdzie znajduje się Kate, jednak wchodząc do stołówki zauważyłam Nialla, który był mocno pochłonięty rozmową z jakimś chłopakiem.
-Hej, mogę się dosiąść?-zapytałam podchodząc do nich
-Jasne, siadaj. To jest Liam- podałam mu rękę- Li to jest właśnie Val, o której Ci opowiadałem
Okazało się że Liam to naprawdę świetny chłopak i idealnie pasuje do Nialla. Zapytacie dlaczego? Chociażby dlatego, że obydwoje uwielbiają jedzenie i podczas zwykłej 15 minutowej przerwy potrafili zjeść po 2 snickersy i paczkę chipsów. Zazdroszczę im metabolizmu...
-Jaką masz teraz lekcję?- spojrzałam na plan lekcji w telefonie
-Matmę w 124- odpowiedziałam przewracając oczami, ponieważ no proszę Was, kto normalny lubi matematykę?
-Oo, w takim razie przejdziemy przez to piekło razem- powiedział zarzucając swoją dłoń na moje ramię. Wyszliśmy ze stołówki rozstając się z Liamem, który miał fizykę. Przechodząc korytarzem zauważyłam Austina, który stał razem z Kate, Chaz'em i Jay'em i jedyne czego pragnęłam to stać się niewidzialną, jednak tak się nie stało i niestety wśród tylu ludzi mój cudowny brat musiał mnie wypatrzeć
-Co tam u zakochanych?- zapytał przybijając piątkę z Niallem
-Wszystko w porządku- powiedział nieświadomy tego, że jestem z Justinem chłopak. Podniosłam wzrok na Jay'a i zauważyłam jak jego dłonie zacisnęły się w pięści, a żyła na szyi widocznie pulsowała. Mam przejebane...
Na szczęście Niall zauważył, że coś jest nie tak i skończył rozmowę tłumacząc, że nie możemy się spóźnić na matematykę. W drodze do klasy poinformowałam blondyna o tym, że spotykam się z Justinem jednak Austin nie może się o tym dowiedzieć.
-Będę milczał jak grób- powiedział siadając obok mnie
W ogóle nie mogłam skupić się na lekcji i zasypywałam Justina wiadomościami, na początku nie odpisywał jednak jakoś po 7 smsie  poczułam wibrację telefonu
Od: Justin:
Wyjdź na korytarz, teraz.
Nie zastanawiając się długo zapytałam nauczycielki czy mogę wyjść do ubikacji i na całe moje szczęście zgodziła się, więc już po chwili znajdowałam się poza klasą
-Justin ja Ci to...- nie dokończyłam, ponieważ blondyn wciągnął mnie do jakiegoś ciemnego pomieszczenia, w którym było pełno sprzętu do sprzątania.
-Jestem taki wkurzony- wysyczał przyciskając mnie do ściany z całej siły. -Jesteś moja i tylko moja, rozumiesz?- skinęłam głową nie będąc w stanie nic powiedzieć i po tym geście na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
-Co Ty tak właściwie masz na ustach?- zapytał wpatrując się w moje wargi
-Pomadkę- odpowiedziałam lekko zdyszana
-smakuje?- przejechałam językiem po wargach i lekko skinęłam głową
-No to spróbujemy- i właśnie wtedy jego usta znalazły się na moich. Przesuwał swoim językiem wzdłuż konturów moich warg delektując się smakiem mojej pomadki jednak po chwili jego usta znalazły się na mojej szyi zostawiając na niej ślady. W międzyczasie prawą rękę wsunął za materiał moich majtek i palcami pocierał moją łechtaczkę, co doprowadziło mnie do szału.
-Skarbie, jesteś taka mokra- wyszeptał z uśmiechem patrząc prosto w moje oczy -Taka mokra tylko dla mnie- przegryzł płatek mojego ucha i w tym samym czasie poczułam jak wsuwa we mnie dwa palce i porusza nimi coraz szybciej
-Jaay- jęknęłam
-Dojdź dla mnie, księżniczko- niedługo po tych słowach osiągnęłam cudowny orgazm, który zabrał mi wszystkie siły. Gdyby nie silne ramiona Justina upadłabym tyłkiem na zimną podłogę.
-Było dobrze?-zapytał gdy już mniej więcej doszłam do siebie
-Najlepiej- powiedziałam całując blondyna -Chyba powinnam Ci się odwdzięczyć- mój wzrok wylądował na kroczu chłopaka, a jego penis był gotowy do działania, więc wyciągnęłam dłoń w jego kierunku, jednak Justin szybko mnie powstrzymał
-Musisz wracać na lekcję- przewróciłam oczami, ponieważ cholera od kiedy on się przejmuje szkołą?
-Nie przewracaj na mnie oczami, bo będę musiał przełożyć Cię przez kolano- zaśmiałam się jednak jego mina była nadal poważna
-Chyba zacznę więcej przewracać oczami- uśmiechnęłam się zadziornie i złożyłam lekki pocałunek na ustach blondyna
-Jesteś niemożliwa- pokręcił głową ze śmiechem i przejechał palcem po śladach na mojej szyi- i teraz należysz do mnie, zabije każdego idiotę, który Cię dotknie - mimowolnie się uśmiechnęłam, ponieważ to było takie słodkie


Wróciłam do klasy, gdy lekcja dobiegała końca i byłam pewna, że wszyscy wiedzą, co przed chwilą się stało jednak próbowałam o tym nie myśleć, pewnie tylko wyolbrzymiam wszystko.
-Udał się seks?- spojrzałam zszokowana na roześmianego blondyna
-Nie uprawiałam seksu, idioto- syknęłam kopiąc Niall'a w kostkę za co zgromił mnie wzrokiem
-Więc panuje moda na rozczochrane włosy i malinki na szyi? No Val, może chociaż palcówka?
-Niall-krzyknęłam chyba zbyt głośno, ponieważ nauczycielka odwróciła się od tablicy i spojrzała na nas mówiąc, że ma nas na oku.
Po lekcjach wracałam z Austinem, który przez całą drogę do domu opowiadał jak bardzo polubił Niall'a i że to odpowiedni chłopak dla mnie.
-W niedzielę przyjeżdżają rodzice i powinnaś przedstawić im Niall'a- o mało nie zakrztusiłam się napojem, który właśnie piłam
-Co?-zapytałam
-No wiesz, powinni go poznać ja zaprosiłem Kate- powiedział spoglądając na mnie tak jakby badał moją reakcję
-Kate? Dlaczego akurat ją?
-Um, jest Twoją przyjaciółką i pomyślałem, że... że to będzie dobre, a poza tym będzie też Chaz i Bieber
-Oh- nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego zdania, ponieważ na samą myśl o "rodzinnej" kolacji robiło mi się niedobrze. Nie wyobrażam sobie udawać przed wszystkimi tego, że Niall jest moim chłopakiem, tym bardziej gdy miłość mojego życia będzie siedziała niedaleko mnie...
To będzie katastrofa- pomyślałam wystukując na telefonie wiadomość do Justina.



_______________________________________________________________________
Ahh, w końcu skończyłam ten rozdział. Mam nadzieję, że następny pójdzie łatwiej :D
A Wam jak się podobał?
Zapraszam na mojego drugiego bloga Rebellious Teenager 
Oraz na ASK (Proszę zadawać pytania o nowy rozdział na asku, a nie pod rozdziałem)
Do następnego♥






wtorek, 3 lutego 2015

20. DATE

Szliśmy obok siebie, co jakiś czas niby przypadkowo stykając się dłońmi. Nadal nie wiedziałam na jaki dokładnie koncert idziemy, ponieważ nazwa "5sos" zupełnie nic mi nie mówiła. Jednak nie chciałam dopytywać, bo i tak Justin nic by mi nie zdradził, a poza tym nawet disco polo nie zniszczyłoby mi tej RANDKI. No właśnie randki, jezu jak to cudownie brzmi "randka z Justinem". Mój mózg wykonuje taniec radości na samo przypomnienie tych słów. Mam tylko nadzieję, że nikt mnie nie obudzi i nie powie, że to tylko jeden z tych cudownych snów z udziałem Justina.
-Grosik za Twoje myśli
-Huh?-spojrzałam na blondyna, który przyglądał mi się z takim słodkim uśmiechem, że chciałam rzucić się na niego i zacałować na śmierć. Zwariowałam do reszty...
-Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym być w tej chwili tym pieprzonym Edwardem Cullen'em by móc czytać w Twoich myślach- mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej słysząc jego słowa
-Ale Edward nie mógł czytać w myślach Belli- odpowiedziałam pokazując mu język i wtedy stało się coś dziwnego, a mianowicie Justin zbliżył się do mnie i ugryzł mnie w niego. Oczywiście zrobił to na tyle lekko i szybko, że prawie nie poczułam.
-Co to było?- zapytałam śmiejąc się na głos, a blondyn wzruszył ramionami i zawtórował mi
-Nie wiem, po prostu chciałem to zrobić- poczułam jak nasze dłonie po raz kolejny "otarły" się o siebie i tym razem zaryzykowałam i złączyłam je razem. Byłam nieśmiała w stosunku do innych ludzi jednak nie byłam typem dziewczyny, która boi się zrobić pierwszego kroku.
-A to co było?- zapytał unosząc nasze ciągle złączone dłonie
-Po prostu chciałam to zrobić- powtórzyłam jego słowa, kątem oka spoglądając na niego
-Niech żyje spontaniczność- krzyknął unosząc wolną rękę do góry i wybuchając śmiechem.

~~*~~
Próbowaliśmy przedostać się przez ogromny tłum ludzi, którzy również czekali na koncert. Nie wiedziałam dlaczego Justinowi zależało tak bardzo na tym by stać z samego przodu jednak nie zamierzałam narzekać dopóki trzymał mnie za rękę, która jak się okazało idealnie pasowała do mojej. --Jak w bajkach- pomyślałam. Taa, jednak bajki mają to do siebie, że szybko się kończą i tym razem było dokładnie tak samo. Przez swoją niezdarność potknęłam się i zaliczyłam cudowną glebę lądując na kolanach tuż przed Justinem. 
-Kochanie, jak chciałaś zrobić mi dobrze to trzeba było powiedzieć, poszlibyśmy w bardziej ustronne miejsce- Oczywiście nie byłby sobą gdyby nie zawstydził mnie przed setkami ludzi. Poczułam jak skóra na mojej twarzy zaczyna piec i przypomniałam sobie, że nie mam makijażu, więc wszyscy dokładnie zobaczą moje czerwone policzki. 
-Po co? Przecież Tobie wystarczy kilkanaście sekund- nie wiem skąd wzięłam tyle odwagi w sobie żeby mu dowalić, ale dla zobaczenia jego miny i usłyszenia tych głosów kibicujących mojej osobie było warto. Wstałam z ziemi otrzepując się. Uśmiechnęłam się do Justina i ponownie podając mu rękę ruszyliśmy do przodu, co było coraz trudniejsze, bo na scenie pojawił się zespół "Maroon5" i wszyscy (włącznie ze mną) szaleli z radości. 
-W końcu- powiedziałam gdy Justin zatrzymał się tuż przed barierkami odgradzającymi nas od zespołu. Właściwie cieszyłam się że nie stoimy gdzieś z tyłu, bo przez moje 163cm nie zobaczyłabym zapewne niczego oprócz pleców innych ludzi. 
Śpiewałam każdą piosenkę Maroon5 i byłam pod wrażeniem, że znałam prawie każdy tekst chociaż bardziej zadziwił mnie Justin, który zachowywał się dokładnie tak jak ja. Niestety po zagraniu kilku piosenek zeszli ze sceny wcześniej zapowiadając zespół, o którym mówił Justin czyli "5 second of summer"

-No to są chyba jakieś żarty- krzyknęłam, gdy przede mnie wepchał się gość który miał chyba z dwa metry. Próbowałam prosić go aby trochę się przesunął jednak moje błagania poszły na marne.
-Co Ty..- nie dokończyłam, bo poczułam jak Justin podnosi mnie do góry i sadza na ramionach.
-Lepiej?-zapytał
-Lepiej- powiedziałam ściągając czapkę z jego głowy i zakładając ją na swoją głowę.
Czwórka chłopaków mniej więcej w naszym wieku wyszła na scenę i po chwili rozpoznałam poznanego na siłowni Luka. Stał przy mikrofonie z gitarą w dłoni i szczerze mówiąc wyglądał naprawdę dobrze, chociaż nie tak dobrze jak Justin.
Luke przywitał wszystkich zgromadzonych i zapowiedział, że najpierw zagrają "she look so perfect"
Przyznam szczerze, że spodobała mi się ta piosenka i każda kolejna, którą zagrali również. Gdzieś w połowie koncertu pojawiła się tak zwana "całuśna kamera" i oczywiście musiało paść na mnie i Justina. Poczułam jak moje policzki się czerwienią, ponieważ setki ludzi patrzyło na nas, jednak przemogłam się i nachyliłam tak by nasze usta się złączyły. To był krótki, ale bardzo słodki pocałunek.
-To będzie ostatnia piosenka dzisiejszego wieczoru- powiedział trochę zmęczonym głosem Luke, a tłum ludzi zaczął krzyczeć. -Proszę o spokój! Ta piosenka jest dla mnie bardzo ważna, dokładnie tydzień temu po raz pierwszy od dwóch lat zobaczyłem Vicky. Kim jest Vicki zapytacie? otóż była i jest miłością mojego życia. Wiem, że jesteś tutaj i wiem, że kogoś masz, ale to nie zatrzyma mnie przed powiedzeniem, a raczej zaśpiewaniem tego, co do Ciebie czuję i jak bardzo nienawidzę siebie za to że nie zatrzymałem Cię gdy chciałaś odejść.- po tych słowach odsunął się od mikrofonu i usłyszeliśmy pierwsze dźwięki gitary akustycznej.
Piosenka była wspaniała jednak najbardziej utkwiły mi w głowie pewne słowa:

If today I woke up with you right beside me / jeśli dzisiaj obudziłbym się z Tobą koło mnie
Like all of this was just some twisted dream/ Jakby to wszystko było jakimś pokręconym snem
I'd hold you closer then I ever did before  / przytrzymałbym Cię bliżej niż kiedykolwiek wcześniej
And you'd never slip away / i nigdy byś się nie wyślizgnęła

Nie wiem, co Luke zrobił tej dziewczynie, ale wiem jedno, a mianowicie jeżeli ona mu nie wybaczy po tym, co właśnie zrobił to musi mieć serce ze stali!
-Jeżeli zależy Wam na kimś to zaryzykujcie i przyznajcie się do tego zanim będzie za późno- dodał i wydawało mi się że patrzy w naszym kierunku, jednak pozbyłam się tej myśli jak najszybciej mimo, że wyraźnie poczułam jak mięśnie Justina się napięły, co oznaczało, że był zdenerwowany. A może po prostu byłam zbyt ciężka...
-Um, Justin powinnam zejść- wyszeptałam do jego ucha
-Nie wygodnie Ci?-zapytał
-Wygodnie, ale jestem za ciężka- nie widziałam jego twarzy, ale jestem pewna, że przewrócił oczami i oczywiście pozwolił mi zejść dopiero wtedy, gdy znaleźliśmy się w pokoju, w którym przebywali chłopcy z 5 second of summer. Okazało się, że wszyscy są naprawdę fajni i zabawni, więc kolejną godzinę spędziliśmy śmiejąc się i opowiadając różne głupoty.
-Musimy już iść- odwróciłam się słysząc głos Justina i wstałam z sofy. Pożegnałam się ze wszystkimi i razem z blondynem ruszyliśmy do samochodu

~~*~~
-Justin, gdzie jedziemy?-zapytałam zauważając, że nie jedzie w kierunku mojego mieszkania.
-No chyba nie myślałaś, że pozwolę na to byś wróciła głodna z randki- uśmiechnęłam się gdy z jego ust padło słowo "randka". -No co?- zapytał unosząc brwi i patrząc na mnie
-Nic, po prostu nie mogę uwierzyć, że to randka, no wiesz, że to się dzieje naprawdę- powiedziałam zupełnie szczerze
-Ja też nie, ale proszę jeśli to sen to nie budź mnie!

-Wow- powiedziałam skanując wzrokiem restaurację do której weszliśmy. Kremowe ściany idealnie komponowały się z drewnianymi stolikami, na których stały świece. Wszędzie było dużo lampek, co dodało temu miejscu więcej romantyczności. Niedaleko naszego stolika znajdowała się mała scena, na której śpiewał jakiś zespół piękną piosenkę "When a man loves a woman".
Zamówiliśmy jedzenie, które pochłonęliśmy bardzo szybko.
-Mam nadzieję, że ta Vicky wybaczy Lukowi- powiedziałam upijając łyk wina. -Chciałabym aby kiedyś ktoś napisał dla mnie piosenkę- dodałam
-Luke nie zasługiwał na nią. Była dla niego zbyt dobra, brzmi znajomo, co nie?-zaśmiał się bez humoru
-Każdy może się zmienić, Justin- odpowiedziałam patrząc na blondyna i dotykając jego dłoni.- Niektórzy potrzebują po prostu kogoś kto im w tej zmianie pomoże- dodałam z lekkim uśmiechem. 
Chłopak przez chwilę wpatrywał się we mnie po czym wstał od stolika i ruszył w kierunku sceny. Nie wiedziałam, co zamierza zrobić i przerażało mnie to niesamowicie. Przez chwilę rozmawiał z mężczyzną, który do tej pory wykonywał wszystkie utwory, a następnie usiadł na ławeczce obok pianina i po kilku sekundach wszyscy ludzie zgromadzeni w restauracji usłyszeli pierwsze dźwięki tego niesamowitego instrumentu oraz jeszcze bardziej niesamowity głos Justina

Girl, I’m ready, if you’re ready, now / Dziewczyno jestem gotowy jeżeli Ty jesteś gotowa
Ooh, is it ever gonna be? / Czy kiedykolwiek tak będzie
If you’re with it, then I’m with it, now / Jeśli z tym jesteś, wtedy ja z tym jestem
To accept all responsability / aby zaakceptować całą odpowiedzialność
I’d go out of my way / Zszedłbym z własnej drogi
To live by the words that you say / by żyć słowami które mówisz
I don’t wanna be the same/ Nie chcę być taki sam

Maybe you could change me /Może mogłabyś mnie zmienić
Maybe you could change me/ Może mogłabyś mnie zmienić

Maybe you could be the light / Może mogłabyś być światłem
That opens up my eyes/ Które otwiera moje oczy
Make all my wrongs right / Sprawić aby wszystkie moje błędy były poprawione
Change me, change me / Zmień mnie

Don’t fight fire with fire / Nie walcz ogniem z ogniem
If I’m screaming, talk quiter/ Kiedy krzyczę mów ciszej
Understanding and patience/ Zrozumienie i cierpliwość
Feel the pain that I’m facing/ Poczuj ból z którym mam docznienia
Be like Serenity/ bądź spokojem
Help me position my mind / pomóż mi usytuować moje myśli
Take a chance / zaryzykuj
Make a difference in my life / zmień moje życie

Girl, I’m ready, if you’re ready, now /Dziewczyno jestem gotowy jeśli Ty jesteś gotowa 
Ooh, is it ever gonna be?/ Czy kiedykolwiek tak będzie?
If you’re with it, then I’m with it, now/ Jeśli w z tym jesteś wtedy ja z tym jestem teraz.

Śpiewając ostatnie słowa podszedł do mnie, a ja? Ja nie mogłam się ruszyć. Moje ciało zupełnie odmówiło posłuszeństwa. Nie mogłam uwierzyć w to co stało się przed chwilą. Justin Bieber napisał dla mnie piosenkę i zaśpiewał ją przy tylu ludziach. Zaśpiewał ją dla mnie i tylko dla mnie! 
-Val?- poczułam jak blondyn macha dłonią przed moja twarzą - Wszystko w porządku?- nasze spojrzenia się spotkały i nie zastanawiając się ani chwili przyciągnęłam go do siebie złączając nasze usta. To był najlepszy pocałunek jaki do tej pory mieliśmy, wypełniony był wszystkimi uczuciami jakie w sobie kryliśmy przez ten cały czas. Usłyszeliśmy oklaski ludzi i odsunęliśmy się od siebie.
-Chciałabym Cię zmienić, ale nie mogę- powiedziałam poważnie, a Justin spojrzał na mnie ze strachem w oczach. -Nie mogę tego zrobić, bo... bo kocham Cię takiego jakim jesteś - dodałam i ponownie poczułam jego usta na swoich.
-Ja też Cię kocham, Val- wyszeptał między pocałunkami i właśnie w tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. 


Val:
"Kiedy ktoś jest tak wyjątkowy, wiesz o tym prędzej, niż się spodziewasz. Poznajesz to instynktownie i masz pewność, że cokolwiek się stanie, już nigdy nie będzie nikogo takiego jak on"

Justin:
"Uświadomił sobie, że z tą dziewczyną chciałby stawić czoło przyszłości. Wiedział, że jest za młody na takie refleksje i w ogóle nie ma co myśleć o małżeństwie, a jednak czuł, że gdyby spotkał Ją za dziesięć lat, byłaby tą jedyną"


_____________________________________________________
Love,love,love! ♥
Jak podoba Wam się rozdział? Piszcie, co o nim myślicie.
Dziękuję Wam za tak dużo wyświetleń i za każdy komentarz, który niesamowicie mnie motywuje do pracy. (Prosiłabym jednak, aby jedna osoba dodawała tylko jeden komentarz).
Wszystkie pytania np. o rozdział czy o cokolwiek piszcie tutaj ASK
I bardzo serdecznie zapraszam na mojego nowego bloga Rebbelious teenager
Do następnego :*

czwartek, 22 stycznia 2015

19. Pattie, Jerry

25 komentarzy = nowy rozdział!

-Naznaczyłaś mnie- podszedł bliżej mnie pokazując ślady, które zostawiłam na jego szyi. -To chyba znaczy, że należę do Ciebie, prawda?
Te słowa odbijały się echem w mojej głowie i jedyne, co chciałam zrobić to wykrzyczeć mu że to prawda, jednak powstrzymałam się od tego bojąc się reakcji Justina. Wiem, że nigdy nie interesowały go związki, miłości itp. a ja już wystarczająco zrobiłam z siebie idiotkę mówiąc mu, że jestem w nim zakochana.
-A Ty chcesz należeć do mnie?-zapytałam łapiąc z nim kontakt wzrokowy w lustrze przed, którym staliśmy. Popatrzył na mnie i zauważyłam jak jego ciało się napięło, a ręce, które trzymał na moim odkrytej talli stały się wilgotne, co oznaczało, że był przestraszony. Odwrócił mnie tak, że byłam twarzą do niego i już chciał coś powiedzieć niestety ponownie przerwał nam głos jego mamy
-Justin, no zejdź w końcu, obiad stygnie- po tych słowach przewrócił oczami, a ja zachichotałam, ponieważ wyglądał tak śmiesznie, gdy był zirytowany.
-chodź- powiedział złączając nasze dłonie i kierując nas do kuchni.
Przyznam się że nerwy zaczęły brać kontrolę nad moim ciałem, a to nie było dobre. Zastanawiałam się jaka ona jest? czy potraktuje mnie jak te wszystkie "dziewczyny" Justina? Nie chciałabym aby pomyślała o mnie w ten sposób mimo, że tak naprawdę niczym się od nich nie różnię w końcu też nie jestem z Justinem, ale uprawiam z nim seks.
-O, jesteś- powiedziała i odwróciła się w naszą stronę tym samym zauważając mnie.- Nie wiedziałam, że masz gościa- dodała ponownie patrząc na Justina.
-Um, to jest Val... Val Butler- uśmiechnęłam się delikatnie podając dłoń mamie Justina, która od razu odwzajemniła gest.
-Jestem Pattie i byłoby mi miło gdybyś została z nami na obiad- popatrzyłam na Justina, który w odpowiedzi uśmiechnął się do mnie i odsunął mi krzesło tym samym dając mi znak żebym usiadła, co też uczyniłam.
Obiad był przepyszny, nie żebym chciała się podlizać, ale uważam, że Pattie świetnie gotuje, co oczywiście jej powiedziałam. Pattie jak zapewne każda mama zrobiła ze mną krótki "wywiad" pytając o zainteresowania i tego typu rzeczy. Rozmowa z nią była bardzo miła szczególnie jak powiedziałam jej że od jutra zaczynam studia na UCLA. Okazało się że ona również się tam uczyła i co najważniejsze poznała tam miłość swojego życia Jerrego, a inaczej mówiąc ojca Justina. Jednak gdy wspomniała o nim z jej twarzy zniknął uśmiech, który towarzyszył jej do tej pory i właśnie wtedy dotarło do mnie to że Justin wspominał mi że jego taty już z nimi nie ma.
-Musimy już iść- ciszę przerwał głos Justina
-Gdzie się wybieracie?- zapytała Pattie obserwując blondyna, który wkładał brudne talerze do zmywarki.
-Kojarzysz Hemmings'a?- Pattie skinęła głową -No więc razem ze swoim zespołem dają dzisiaj koncert na Venice Beach. Pomyślałem, że pójdziemy ich wesprzeć.
-Tylko wróć o normalnej porze i nie wpakuj się w żadne problemy- Jay przewrócił oczami i uśmiechnął się lekko zapewniając, że będzie się trzymał z dala od kłopotów.
-Miło było Panią poznać- powiedziałam żegnając się z kobietą i wsiadając do samochodu

-Mam nadzieję, że Twoja mama mnie polubiła- powiedziałam patrząc na chłopaka, który nie odrywał wzroku od jezdni.
-A to ma jakieś znaczenie?- zapytał patrząc kątem oka na mnie.
-Um, nie chcę wyjść na jedną z tych Twoich "przyjaciółek od seksu"- warknęłam, ponieważ czułam się urażona wcześniejszym pytaniem.
-Val- poczułam jak jego dłoń dotyka mojego uda, ale tak szybko jak się tam znalazła tak szybko ją strąciłam w odpowiedzi dostając zrezygnowane westchnienie blondyna. -Po pierwsze nie jesteś taka jak one, a po drugie nigdy nie przyprowadzałem tych dziewczyn do domu, więc moja mama z pewnością nie pomyślała o Tobie w ten sposób, a po trzecie- zrobił głęboki wdech- kurwa Val ona pierwszy raz od czterech lat wspomniała o ojcu- po tych słowach wyciągnął z paczki papierosa i zaciągnął się powoli wypuszczając dym.
-Co się stało z Twoim tatą?-zapytałam niepewnie
-Naprawdę chcesz wiedzieć?- skinęłam głową i czekałam na odpowiedź jednak zamiast tego blondyn dodał gazu i po chwili zatrzymaliśmy się na parkingu przed miejscem, którego się obawiałam.
-To się stało- powiedział wskazując na grób, w którym pochowany był jego ojciec.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, bo każde zdanie, które wymyśliłam w swojej głowie nie było odpowiednie. Dlatego postanowiłam przytulić chłopaka, który najwyraźniej tego potrzebował.
-Byłem z nim wtedy na trybunach- powiedział po chwili i odsunął się ode mnie siadając na ławeczce obok grobu. Usiadłam obok niego, a chłopak kontynuował
-Pokłóciłem się z nim, bo tak długo czekałem na to by pójść z nim na mecz nets'ów, a on w ostatniej chwili mnie wystawił tłumacząc, że ma pilne wezwanie. Był strażakiem i musiał jechać do palącego się budynku. Wkurzyłem się jak jeszcze nigdy i powiedziałem mu -wziął głęboki wdech i zacisnął oczy jakby próbował powstrzymać łzy - powiedziałem, że wolę nie mieć ojca niż mieć takiego jak on a po kilku godzinach zadzwonił telefon i powiedzieli... Powiedzieli, że on, że on nie żyje- nie zastanawiając się dłużej przytuliłam chłopaka, który nie był w stanie dłużej powstrzymywać łez i wybuchnął płaczem ściskając mnie mocniej.


Justin POV

Poczułem niesamowitą ulgę mówiąc to wszystko Val. Cztery lata dusiłem to w sobie, bo bałem się osądzania, bałem się że wszyscy, których znam odsuną się ode mnie, z nienawidzą mnie tak bardzo  jak ja nienawidzę siebie. Codziennie idąc spać modliłem się o śmierć, a wstając przeklinałem Boga za to że nie spełnił moich próśb. 
Odsunąłem się od Val i ponownie kontynuowałem swój monolog
-Nagle przestałem się bać wszystkiego, wciągnąłem się do gangu, by zarobić kasę, bo po śmierci ojca było z tym ciężko, ale tak naprawdę dobrze się tam czułem.W końcu poczułem, że żyję mimo, że tylko czekałem na moment, w którym ktoś strzeli mi kulkę w głowę. Popieprzony hipokryta ze mnie- powiedziałem lekko uśmiechając się do brunetki.
-Musimy się zbierać- dodałem podnosząc się z ławeczki i udając się do samochodu z Val

-Możemy skoczyć do mojego mieszkania, chciałabym się przebrać i pomalować- spojrzałem na Val, która robiła minę "szczeniaczka"
-Nie rób tego- powiedziałem ze śmiechem -Nie mamy czasu, koncert zaczyna się za 20 min a nie wypada się spóźnić na pierwszą randkę- powiedziałem zaskakując ją ostatnimi słowami totalnie. - Poza tym wyglądasz ślicznie bez makijażu- pocałowałem jej policzek i zapaliłem samochód, włączając "Alone Together" Fall out Boy, a brunetka od razu zaczęła "śpiewać" zagłuszając głos Peta Wenza, ale nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie potrzebowałem jej bo jako jedyna wprowadzała do mojego żałosnego życia optymizm.
-To jak? Pójdziesz ze mną na randkę?- zapytałem zatrzymując samochód na parkingu
-Z przyjemnością, proszę Pana- odpowiedziała, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
Co ona ze mną robi?!


_________________________________
Miałam opisać tutaj przebieg randki jednak postanowiłam to zrobić w następnym rozdziale.
Wystarczająco dużo się działo w tym rozdziale.
Co myślicie o takiej wersji Justina?

Chciałabym również odpowiedzieć na zarzucanie mi niesystematyczności w dodawaniu rozdziałów.
No więc nigdy nie deklarowałam, że rozdziały będą się pojawiać w takich samych odstępach czasu.
Przejrzałam statystyki i okazuję się że jedyna dłuższa przerwa była pomiędzy rozdziałem 12 a 13.
Haha, poćwiczyłam matematykę i oto moje obliczenia:
między rozdziałem 14 a 15 mięło 12 dni
15 a 16 minęło 9 dni
16 a 17 minęło 13 dni
17 a 18 minęło 13 dni
18 a 19 minęło 12 dni
Nie chciało mi się patrzeć na te wcześniejsze, ale dodawane były jeszcze częściej, co z resztą możecie sami sobie sprawdzić. Piszę to tylko dlatego, że przyznam się że zdenerwowało mnie to że mówicie, że długo trzeba czekać na kolejny rozdział.
Sama czytam wiele opowiadań i zdarza się tak że na jeden rozdział muszę czekać nawet dwa miesiące i pewnie byłabym zła o to że ktoś "olewa" dane opowiadanie, ale sama pisze, więc wiem, że często brak rozdziału nie jest spowodowany naszym lenistwem.

Ojoj, rozpisałam się trochę, więc przepraszam. Mam nadzieję, że rozdział się spodobał, jeżeli tak to standardowo zachęcam do wyrażenia swojej opinii w komentarzu. :)
Zapraszam również na mojego drugiego bloga: rebelious teenager
Jeżeli macie jakieś pytania to zapraszam tutaj: ask






wtorek, 20 stycznia 2015

Nowy blog!

Witam Was!
Nie, to nie jest nowy rozdział, przykro mi. :(
Jednak chciałabym Was zaprosić do czytania mojego nowego opowiadania.
Jest ono o chłopcach z 5SOS, ale głównym bohaterem jest Luke Hemmings.
Hmm, jednak co zrobić gdy nie jesteście ich fankami?
To proste! Używamy swojej wyobraźni i zamiast Hemmings'a
naszym głównym bohaterem będzie nasz idol, którym może być 
Justin Bieber, Harry Styles, Niall Horan czy ktokolwiek inny :)

Link do opowiadania: Rebellious teenager

FABUŁA:

Susan jest 18 letnią córką zagorzałego rockman'a Billiego. Rok po śmierci mamy wyprowadza się wraz z ojcem do Seattle, miasta rocka i grung'u. Tam właśnie poznaje Luka Hemmings'a oraz jego przyjaciół. 
(To nie jest kolejna opowieść o niebezpiecznym chłopaku z gangu, lub o cierpiącej na depresję nastolatce, która dzięki złemu chłopakowi, który oczywiście jest dobry dla niej wychodzi na prostą. )
Ta opowieść jest inna, bo jest przyziemna!