poniedziałek, 23 lutego 2015

22. Family dinner

Ważna notka pod rozdziałem!

Okazało się że Justin już o wszystkim wiedział i po długich rozmowach i negocjacjach stwierdziliśmy, a raczej ja stwierdziłam, że to nie będzie najlepszy czas na powiedzenie wszystkim o naszym związku. Przez te kilka dni, które dzieliły mnie od spotkania z rodzicami przechodziłam prawdziwe piekło, nie mogłam się na niczym skupić i przez cały czas realizowałam w głowie przebieg niedzielnego obiadu. Na szczęście dziękowałam Bogu za takich przyjaciół jak Niall, który zgodził się nadal udawać mojego chłopaka oraz Kate, która obiecała, że nie powie nikomu o tym, że jestem z Justinem.
Całą sobotę spędziłam na porządkach, ponieważ wraz z powrotem Austina z Nowego Yorku wrócił też bałagan, który z pewnością nie przypadłby do gustu naszym rodzicom. W końcu według nich musimy być idealni- przewróciłam oczami na samą myśl o tym wszystkim i wyłączyłam odkurzacz, zabierając się tym razem za ścieranie kurzy.
-Boże, ile można wybierać jedzenie na obiad- pomyślałam czekając na Austina, który zamiast sprzątania wybrał robienie zakupów. Nie mając zbyt wiele już do roboty włączyłam laptopa przeglądając różne strony i w międzyczasie pisząc z Justinem na różne błahe tematy.
-W końcu- powiedziałam zauważając stojącego w korytarzu blondyna z czterema ogromnymi torbami. Widząc, że ledwo daje sobie radę podeszłam do niego i wzięłam kilka toreb odkładając je na stół i wyciągając z nich różne rzeczy. Po chwili dołączył do mnie Austin tłumacząc, że były niesamowite korki i dlatego tak długo mu zeszło, jednak wydaje mi się że po prostu nie chciał wrócić zbyt szybko, ponieważ równało się to z pomaganiem mi w sprzątaniu. Po wypakowaniu wszystkiego i zjedzeniu obiadu, zrobionego oczywiście przeze mnie postanowiłam udać się na małe zakupy, ponieważ nie miałam, co ubrać na jutrzejszy obiad.
-Mogę Cię podrzucić- spojrzałam na Austina, który przenosił swój wzrok co chwilę na mnie lub na telefon.
-Nie musisz- powiedziałam spokojnie mając nadzieję, że da sobie spokój. Nie zrozumcie mnie źle, nie byłam zła na niego jednak naprawdę chciałam chociaż chwilę pobyć sama.
-Wiem, ale chcę
-Ale ja nie chcę- krzyknęłam trochę za głośno
-Wow, siostra, spokojnie- uniósł ręce w geście poddania, a następnie podszedł do mnie chwytając mnie lekko za ramiona - Widzę, że się martwisz, ale uwierz mi wszystko będzie dobrze, gramy w tej samej drużynie, a poza tym oni na pewno polubią Niall'a - uśmiechnęłam się sztucznie, ponieważ ja widziałam to w zupełnie innych barwach niż Austin.
Po kilku kolejnych próbach namówienia mnie na podwiezienie przystałam na jego propozycję i już po chwili siedzieliśmy w czarnym Land Roverze, który był prezentem na osiemnaste urodziny Austina.
-Powinnaś zrobić sobie prawko- oderwałam wzrok od budynków, które mijaliśmy i spojrzałam na blondyna.
-Zdecydowanie, muszę porozmawiać o tym z rodzicami - naprawdę chciałam mieć ten kawałek plastiku, ponieważ nie musiałabym się więcej tłuc autobusami lub prosić kogoś o podwózkę. -Tylko, co mi z prawo jazdy jak nie mam samochodu
-Jak zagrasz dobrą córkę to może dorzucą Ci samochód w prezencie- obydwoje zaśmialiśmy się bez cienia humoru, ponieważ zarówno mi jak i Austinowi przeszkadzało bycie idealnym dzieckiem, To nie tak że nasi rodzice są źli, okropni i najgorsi, nie! Razem z bratem zawsze mieliśmy to o czym tylko marzyliśmy, ale tu był haczyk, który oznaczał, że w zamian my mamy być grzeczni, dobrze się uczyć, nie wpadać w kłopoty, nie mieć problemów, a jesteśmy tylko nastolatkami, którzy marzą tylko o tym by spróbować tego wszystkiego, co zakazane.

Weszłam do ogromnej galerii handlowej, wypełnionej różnymi sklepami oraz ludźmi. Pierwszym sklepem do jakiego weszłam był stradivarius jednak nie znalazłam tam niczego ciekawego, więc ruszyłam dalej zahaczając o New Look, gdzie podobały mi się dwie sukienki jednak po zmierzeniu i wysłaniu zdjęć Justinowi stwierdziliśmy, że nie są na tyle fajne żeby płacić za nie po sto dolców. W innych sklepach było podobnie z tym, że po moich narzekaniach na brak fajnych ubrań Justin postanowił osobiście to sprawdzić, więc do top shopu udałam się już z nim.
-To jest fajne- odwróciłam się do blondyna, który podał mi wieszak na którym była szara sukienka z dłuższymi rękawami w azteckie wzory.
-Jest śliczna- powiedziałam szczerze i ruszyłam do przymierzalni, ponieważ często mój zachwyt kończył się gdy ubrałam sukienkę na siebie. Tym razem było inaczej, ponieważ sukienka świetnie dopasowała się do mojej figury. Gorzej było gdy stanęłam bokiem, ponieważ sukienka była bardzo przylegająca i widać było mój lekko wystający brzuch. Stwierdziłam jednak, że jak nie zjem nic do jutra i lekko wciągnę brzuch to będzie idealnie. Tak, mam obsesję na punkcie mojej wagi, ponieważ kiedyś byłam "duża" przez co spotkało mnie wiele przykrości.
-I jak?- usłyszałam głos Justina, który zapewne niecierpliwił się czekając aż się przebiorę
-Biorę- powiedziałam odsuwając kotarę i wychodząc z przymierzalni.
-Nie pokazałaś mi nawet jak w niej wyglądasz- zrobił minkę szczeniaczka, która była niesamowicie słodka jednak po obietnicy, że zrobię mu zdjęcie w niej jak tylko wrócę jakoś go przekonała.
Następnie udaliśmy się do H&M gdzie dorwałam idealnie pasujące do sukienki platformy oraz do Claire's gdzie zakupiłam kilka dodatków.
-Idziemy coś zjeść?- obawiałam się tego pytania i wiedziałam, że jest ono nieuniknione
-Um, nie jestem głodna- skłamałam
-Jak nie masz kasy to mów przecież to żaden problem
-Mam pieniądze, ale nie jestem głodna
-Niech Ci będzie- powiedział przewracając oczami -Wracamy?- skinęłam głową i poczułam jak jego dłoń chwyta moją przez co uśmiech sam wkradł mi się na usta.
Oczywiście blondyn nie byłby sobą gdyby nie wstąpił po drodze po nasze ulubione lody Ben&Jerry, z którymi nawet nie zamierzałam walczyć. Najwyżej poćwiczę- pomyślałam zanurzając łyżeczkę w lodach o smaku masła orzechowego.
Po powrocie do domu zamiast Austina zastałam karteczkę, na której napisał, że wróci późno. Wzruszyłam ramionami, ponieważ nie było to nic nadzwyczajnego czy niecodziennego. Przebrałam się w koszulkę oraz spodenki i postanowiłam poćwiczyć. Po około godzinie morderczego treningu wzięłam kąpiel, która okazała się być zbawieniem dla mojego zmęczonego ciała. Następnie wysłałam Justinowi obiecane zdjęcie oczywiście dostając w zamian zdjęcie jego bokserek, na których wyróżniało się jego podniecenie. Chwilę "pobawiliśmy się" w wysyłanie niecenzuralnych zdjęć jednak byłam zmęczona i zasnęłam.


Obudziłam się około 9 rano założyłam na siebie wcześniej przygotowane krótkie spodenki i luźną koszulkę w paski. Niedługo po tym jak obudziłam ledwie żyjącego Austina przyjechali rodzice. Jako cudowne dzieci postanowiliśmy pokazać rodzicom okolicę i najciekawsze według nas miejsca w LA.
Oczywiście już wtedy rodzice wypytywali mnie o chłopaka jednak skutecznie udawało mi się unikać tematu. Po zwiedzeniu obowiązkowego miejsca jakim jest ogromny napis "Hollywood", obserwatorium Griffith oraz Chinese theatres, wróciliśmy do mieszkania, w którym zaczęłam przygotowywać jedzenie. Około pół godziny później wszystko było już gotowe, więc skorzystałam z tego, że nikt jeszcze nie przyszedł i udałam się do łazienki wziąć szybki prysznic i przebrać się w sukienkę.
-Nie jest źle- pomyślałam oglądając się w lustrze, rozpuściłam włosy i nałożyłam maskarę na rzęsy oraz czerwoną szminkę na usta.
-Cześć wszystkim- powiedziałam nieśmiało, gdy zauważyłam, że wszyscy zaproszeni siedzieli już na swoich miejscach. Spojrzałam na Justina, który wyglądał niesamowicie! Miał na sobie czerwono-czarną koszulę w kratę zapiętą pod samą szyję, czarne rurki z niższym stanem oraz czarne vansy. Posłałam mu lekki uśmiech i już miałam usiąść obok niego jednak przypomniałam sobie, że dzisiaj moim "chłopakiem" jest Niall.
-Kochanie, przystopuj z tym jedzeniem- spojrzałam na nią jakby upewniając się czy mówi do mnie jednak nie myliłam się -Od przyjazdu tutaj przybrałaś na wadze, a chyba nie chcesz...- poczułam jak tato kopnął ją lekko w kostkę za co zgromiła go wzrokiem jednak po tych słowach zdecydowanie odechciało mi się jedzenia.
-Więc Niall- zwróciła się do blondyna, który pochłaniał kolejny kawałek ciasta -słyszałam, że jesteś chłopakiem Val, czy to prawda?- spojrzałam przez ułamek sekundy na Justina i zauważyłam, że walczy ze złością
-Tak, proszę Pani- odpowiedział wycierając usta serwetką
-A tak z ciekawości to ile jesteście ze sobą?
-3 tygodnie /ponad miesiąc -powiedzieliśmy jednocześnie, co zdziwiło wszystkich
-To w końcu 3 tygodnie czy ponad miesiąc?- ugh, czy ona musi być taka dociekliwa?
-Tak oficjalnie to 3 tygodnie - odpowiedziałam czując większe zdenerwowanie.
Mama oczywiście nie odpuszczała i przez następną godzinę wypytywała o to gdzie się poznaliśmy, jak doszło do tego, że jesteśmy razem itp. Na szczęście wraz z Nialle'm ustaliliśmy, że gdy ścisnę jego kolano to oznacza, że na pytanie odpowiadam ja dzięki czemu mogliśmy uniknąć wpadki. Co chwilę spoglądałam na Justina, który aż gotował się ze złości, jego żyła na szyi była niesamowicie widoczna i było mi naprawdę źle, że nie mogłam zrobić nic co pomogłoby mu się uspokoić
-Kochani, zróbmy sobie zdjęcie pamiątkowe- przewróciłam niewidocznie oczami, ale stanęłam pomiędzy Niall'em, a tatą i wymusiłam uśmiech
-A teraz słodkie zdjęcie Niall'a i Val- mama klasnęła w dłonie zachwycona swoim pomysłem i po ustawieniu mnie tak żeby jak to ona powiedziała "nie było widać tej fałdki tłuszczu" zrobiła kilka zdjęć. Miałam już serdecznie dość, ale niestety to był dopiero początek.

-Muszę iść- usłyszałam głos Niall'a i zauważyłam, że jego oczy były przekrwione jakby przed chwilą płakał
-Co się stało?- zapytałam na tyle cicho by nikt nie usłyszał
-Liam jest w szpitalu- powiedział łamiącym się głosem, więc przytuliłam się do niego z całej siły
-Um, kim jest Liam?- usłyszeliśmy głos mamy, więc oderwaliśmy się od siebie
-Mój chłopak- moje serce zatrzymało się na chwilę i przez chwilę miałam nadzieję, że się przesłyszałam jednak tak nie było
-Val, przepraszam- wyszeptał
-Czy ktoś mi to wszystko wytłumaczy?- wszyscy znaleźli się obok nas wyczekując jakiejś odpowiedzi
-Um, ja...- poczułam jak łzy zbierają się w moich oczach, ale mimo to kontynuowałam- Ja nie jestem z Niall'em, nigdy nie byłam i nigdy nie będę- powiedziałam spuszczając wzrok
-Ponieważ jestem gejem- dodał blondyn wyprzedając pytanie mamy
-A ja kocham Justina- spojrzałam na Biebera, który podszedł do mnie i przytulił na co dłonie Austina zacisnęły się w pięści.
-Jak kurwa mogłaś? Okłamywałaś mnie przez cały pieprzony czas że jesteś z Niallem! A Ty?- przycisnął Niall'a do ściany -Wypieprzaj z mojego mieszkania, pedale - tego było za wiele zarówno dla mnie jak i dla Justina. Blondyn odsunął się ode mnie i próbował rozdzielić Austina od Niall'a podczas, gdy ja próbowałam wyjaśnić rodzicom to wszystko jednak nie chcieli mnie słuchać. Spojrzałam jeszcze chwilę na Kate mając nadzieję, że mi jakoś pomoże jednak jedyne, co zrobiła to wbiła swój wzrok w podłogę.
-Nienawidzę Was- krzyknęłam i wybiegłam z mieszkania, a po krótkiej chwili dołączył do mnie Justin z Niall'em. Wsiedliśmy do samochodu Jay'a i ruszyliśmy do szpitala, w którym znajdował się Liam. Jak się okazało jego stan był poważny, ale stabilny, więc po ok. godzinie opuściliśmy szpital zostawiając tam Niall'a.
Byłam potwornie zmęczona tym całym dniem i patrząc na Justina wiedziałam, że jego też to nie obeszło.
-Val?
-huh?
-Myślałem o tym wszystkim, co się stało, o Twojej rodzinie i... I ja do Ciebie nie pasuję! Dusiłem się w tej koszuli, a wiem, że przy Twojej rodzinie musiałbym ją nosić, oni chcą dla Ciebie kogoś z czystą przeszłością i wspaniałą przyszłością, a wiesz, co robiłem i wiesz, że tego nie cofnę poza tym gdyby nie kasa, którą mi płacą za studia to bym się nie uczył, bo po prostu mnie to nie interesuje. Oni mają rację, że chcą kogoś takiego dla Ciebie i ja też chcę tego dla Ciebie, bo na to zasługujesz, bo jesteś wspaniała, mądra, dobra i cholera tak bardzo się w Tobie zakochałem, że muszę to zrobić, muszę Cię zostawić, bo to jedyny sposób, żebyś miała wspaniałą przyszłość z jakimś mądrym, chłopakiem, kto wie może nawet z Niall'em- zaśmiał się bez humoru nie starając się nawet ukryć łez, które spływały z jego policzków


_______________________________________________________________
Myślę o tym by kończyć już to opowiadanie, ponieważ ma już dużo rozdziałów, a wiem, że coś co trwa bardzo długo po prostu się nudzi :)
Jak zawsze dziękuję za każdy komentarz mimo, że naprawdę wiele z Was to olewa. Jednak chciałabym podziękować tym moim stałym czytelniczkom, które zawsze znajdą chociaż chwilkę na napisanie kilku słów! Bardzo dziękuję i bez Was z pewnością to opowiadanie nie byłoby realizowane ♥
Jejuu, trochę to zabrzmiało jak pożegnanie, jednak spokojnie jeszcze się nie żegnamy :D
Rebellious teenager  ASK

sobota, 14 lutego 2015

21. School

Te trzy słowa wypowiedziane przez Justina odbijały się echem w mojej głowie przez cały czas i byłam pewna, że nie zapomnę o nich do końca życia w końcu po raz pierwszy ktoś (oprócz moich rodziców) powiedział mi, że mnie kocha. - uśmiechnęłam się na samą myśl o tym. Tej nocy nie mogłam spać prawie wcale i ku mojemu zdziwieniu nie było to spowodowane stresem przed zaczynającą się szkołą, a motylkami w moim brzuchu, które wywołał Justin. Nasza randka skończyła się dosyć późno, ponieważ po kolacji udaliśmy się jeszcze na plażę i właśnie wtedy opowiedziałam mu o swojej rodzinie. Następnie odwiózł mnie do domu nie próbując mnie nawet dotknąć w inny sposób, jeśli wiecie, o co mi chodzi. 
-Val, wstawaj, bo się spóźnisz!- leniwie otworzyłam oczy patrząc na Austina, który stał nade mną szczotkując zęby
-Która godzina?-zapytałam, a w odpowiedzi pokazał mi telefon, na którym wyświetliło się 8:04
Wstałam z łóżka podchodząc do szafy i wyciągając z niej czarną, plisowaną spódniczkę do tego biały crop top, oraz czarne trampki. Zastanawiałam się nad rozpuszczeniem włosów jednak ostatecznie związałam je w kucyka. Zrobiłam delikatny makijaż i założyłam plecak będąc gotowa do wyjścia.
-Nie jesz?-odwróciłam wzrok na Austina, który zajadał się omletem
-Nie jestem głodna- odpowiedziałam
-Mam się o Ciebie martwić?-zmarszczyłam brwi nie bardzo wiedząc, o co mu chodzi- No wiesz, anoreksja, bulimia czy inne gówno?
-Spokojnie, wszystko jest w porządku- posłałam mu uśmiech, który od razu odwzajemnił po czym ruszyliśmy do samochodu.
Po drodze rozmawialiśmy o jego wycieczce do Nowego Yorku. Zasypywałam go mnóstwem pytań o to jak tam jest i z kim tak właściwie tam był jednak nie odpowiedział mi na to.
-A Ty? Jak się bawiłaś bez braciszka?
-Um, no wiesz wychodziłam z...
-Niallem?
-Tak, właśnie
Uff, udało się!
-Gość jest naprawdę w porządku, dobrze trafiłaś- gdybyś wiedział, braciszku, gdybyś wiedział....


~~*~~
Budynek UCLA był ogromny, więc dziękowałam Bogu, że miałam ze sobą Kate, która wydawała się być zafascynowana faktem, że zaczynamy studia.
-To będzie najlepszy rok ever,- pisnęła przytulając mnie z całej siły
-O ile wcześniej mnie nie zadusisz- powiedziałam próbując się od niej odsunąć 
-Wybacz, jestem taka podekscytowana tym wszystkim. W końcu wszystko się układa- popatrzyłam na nią unosząc brwi
-Czy jest coś, co chcesz mi powiedzieć?- zapytałam 
-Um, właściwie to tak, bo wiesz ja...- Nie dokończyła, ponieważ przerwał nam dzwonek oznajmiający rozpoczęcie się spotkania w auli.

Po tym jak dyrektor przywitał wszystkich uczniów, poinformował o obowiązujących zasadach oraz podał plan lekcji ruszyliśmy do swoich klas.
-No nieźle, zaczynamy od psychologii- oznajmiłam 
-I to z drugą klasą- dodała Kate z uśmiechem
Zajęłyśmy z Kate miejsce w przedostatniej ławce i uważnie słuchałyśmy uwag Pana Ronsona.
-No więc sprawdzę teraz obecność, wyczytane osoby proszę o podniesienie dłoni.- Anderson, Adams, Butler,  Bieber, Bieber?- zapytał ponownie jednak po raz drugi odpowiedziała mu cisza- Jak zwykle- westchnął i właśnie wtedy drzwi otworzyły się 
-Kurwa- powiedziałam, gdy ujrzałam, że w drzwiach wejściowych stoi nie kto inny, a Justin kurde Bieber. Przeskanował wzrokiem całą klasę po czym jego wzrok padł na mnie, uśmiechnął się bezczelnie i puścił mi oczko przez, co wzrok wszystkich padł na mnie, a moje policzki zaczęły różowieć.
-Pan Bieber jak zawsze w porę -powiedział Ronson odhaczając go na liście obecności
-Ma się to wyczucie czasu- odpowiedział i ruszył w kierunku ostatniej wolnej ławki, która znajdowała się za nami. Oczywiście przechodząc nachylił się nade mną i szepnął mi, że piękne wyglądam po czym usiadł na wolnym miejscu.
Lekcja minęła dosyć szybko, ale gdyby ktoś kazał mi ją streścić to za nic w świecie nie byłabym w stanie tego zrobić z prostego powodu- Justin! Ten chłopak nie pozwalał mi skupić się ani na chwilę, bo albo ciągnął mnie za włosy, albo wysyłał nieprzyzwoite wiadomości na temat tego, co zrobiłby ze mną gdyby nie byłoby tu innych ludzi. Te wiadomości spowodowały, że moja bielizna totalnie przemokła i nie czułam się z tym komfortowo, więc co chwilę kręciłam się na krzesełku.
-Czy Ty masz hemoroidy?- zgromiłam wzrokiem Kate, która nie potrafiła powstrzymać śmiechu i przechwyciła jeden z liścików od Justina. -O jasna cholera- wyszeptała zakrywając dłonią usta. -Ty i Bieber?-zapytała patrząc na mnie 
-Zamknij się- skarciłam ją na co przewróciła oczami -Spotkamy się dzisiaj? Opowiem Ci o wszystkim
-Jasne, bae w starbucks o 17
Ostatnie minuty lekcji minęły już spokojniej, ponieważ Pan Ronson zdenerwowany zachowaniem Justina przesadził go do przodu.

-Jesteś strasznym dupkiem- pacnęłam Justina w ramię, gdy wychodziliśmy z klasy
-Kochasz to, księżniczko- odpowiedział ze śmiechem
-Kocham Ciebie- pocałowałam go uważając na to by nikt nas nie zauważył (mówiąc nikt mam na myśli Austina). To takie głupie, że muszę okłamywać własnego brata...
-Dobrze się składa, bo ja Ciebie też- odpowiedział, a kąciki moich ust mimowolnie uniosły się ku górze. Co on ze mną robi?
-Tak w ogóle dlaczego nie powiedziałeś mi że studiujesz tam gdzie ja?- zapytałam trochę zbyt ostrym tonem
-Nie wiem - przejechał dłonią po włosach -Ja.. Nie wiem chyba chciałem Cię zaskoczyć - dodał po chwili namysłu
-Udało Ci się to- zaśmiałam się - Zjemy razem lunch?- zapytałam gdy mijaliśmy stołówkę
-Um, wiesz umówiłem się z Austinem i Chazem, więc...
-Nie ma sprawy, zjem z Kate- powiedziałam uśmiechając się do Jay'a i całując go w policzek.
Tak naprawdę nie wiedziałam, gdzie znajduje się Kate, jednak wchodząc do stołówki zauważyłam Nialla, który był mocno pochłonięty rozmową z jakimś chłopakiem.
-Hej, mogę się dosiąść?-zapytałam podchodząc do nich
-Jasne, siadaj. To jest Liam- podałam mu rękę- Li to jest właśnie Val, o której Ci opowiadałem
Okazało się że Liam to naprawdę świetny chłopak i idealnie pasuje do Nialla. Zapytacie dlaczego? Chociażby dlatego, że obydwoje uwielbiają jedzenie i podczas zwykłej 15 minutowej przerwy potrafili zjeść po 2 snickersy i paczkę chipsów. Zazdroszczę im metabolizmu...
-Jaką masz teraz lekcję?- spojrzałam na plan lekcji w telefonie
-Matmę w 124- odpowiedziałam przewracając oczami, ponieważ no proszę Was, kto normalny lubi matematykę?
-Oo, w takim razie przejdziemy przez to piekło razem- powiedział zarzucając swoją dłoń na moje ramię. Wyszliśmy ze stołówki rozstając się z Liamem, który miał fizykę. Przechodząc korytarzem zauważyłam Austina, który stał razem z Kate, Chaz'em i Jay'em i jedyne czego pragnęłam to stać się niewidzialną, jednak tak się nie stało i niestety wśród tylu ludzi mój cudowny brat musiał mnie wypatrzeć
-Co tam u zakochanych?- zapytał przybijając piątkę z Niallem
-Wszystko w porządku- powiedział nieświadomy tego, że jestem z Justinem chłopak. Podniosłam wzrok na Jay'a i zauważyłam jak jego dłonie zacisnęły się w pięści, a żyła na szyi widocznie pulsowała. Mam przejebane...
Na szczęście Niall zauważył, że coś jest nie tak i skończył rozmowę tłumacząc, że nie możemy się spóźnić na matematykę. W drodze do klasy poinformowałam blondyna o tym, że spotykam się z Justinem jednak Austin nie może się o tym dowiedzieć.
-Będę milczał jak grób- powiedział siadając obok mnie
W ogóle nie mogłam skupić się na lekcji i zasypywałam Justina wiadomościami, na początku nie odpisywał jednak jakoś po 7 smsie  poczułam wibrację telefonu
Od: Justin:
Wyjdź na korytarz, teraz.
Nie zastanawiając się długo zapytałam nauczycielki czy mogę wyjść do ubikacji i na całe moje szczęście zgodziła się, więc już po chwili znajdowałam się poza klasą
-Justin ja Ci to...- nie dokończyłam, ponieważ blondyn wciągnął mnie do jakiegoś ciemnego pomieszczenia, w którym było pełno sprzętu do sprzątania.
-Jestem taki wkurzony- wysyczał przyciskając mnie do ściany z całej siły. -Jesteś moja i tylko moja, rozumiesz?- skinęłam głową nie będąc w stanie nic powiedzieć i po tym geście na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech.
-Co Ty tak właściwie masz na ustach?- zapytał wpatrując się w moje wargi
-Pomadkę- odpowiedziałam lekko zdyszana
-smakuje?- przejechałam językiem po wargach i lekko skinęłam głową
-No to spróbujemy- i właśnie wtedy jego usta znalazły się na moich. Przesuwał swoim językiem wzdłuż konturów moich warg delektując się smakiem mojej pomadki jednak po chwili jego usta znalazły się na mojej szyi zostawiając na niej ślady. W międzyczasie prawą rękę wsunął za materiał moich majtek i palcami pocierał moją łechtaczkę, co doprowadziło mnie do szału.
-Skarbie, jesteś taka mokra- wyszeptał z uśmiechem patrząc prosto w moje oczy -Taka mokra tylko dla mnie- przegryzł płatek mojego ucha i w tym samym czasie poczułam jak wsuwa we mnie dwa palce i porusza nimi coraz szybciej
-Jaay- jęknęłam
-Dojdź dla mnie, księżniczko- niedługo po tych słowach osiągnęłam cudowny orgazm, który zabrał mi wszystkie siły. Gdyby nie silne ramiona Justina upadłabym tyłkiem na zimną podłogę.
-Było dobrze?-zapytał gdy już mniej więcej doszłam do siebie
-Najlepiej- powiedziałam całując blondyna -Chyba powinnam Ci się odwdzięczyć- mój wzrok wylądował na kroczu chłopaka, a jego penis był gotowy do działania, więc wyciągnęłam dłoń w jego kierunku, jednak Justin szybko mnie powstrzymał
-Musisz wracać na lekcję- przewróciłam oczami, ponieważ cholera od kiedy on się przejmuje szkołą?
-Nie przewracaj na mnie oczami, bo będę musiał przełożyć Cię przez kolano- zaśmiałam się jednak jego mina była nadal poważna
-Chyba zacznę więcej przewracać oczami- uśmiechnęłam się zadziornie i złożyłam lekki pocałunek na ustach blondyna
-Jesteś niemożliwa- pokręcił głową ze śmiechem i przejechał palcem po śladach na mojej szyi- i teraz należysz do mnie, zabije każdego idiotę, który Cię dotknie - mimowolnie się uśmiechnęłam, ponieważ to było takie słodkie


Wróciłam do klasy, gdy lekcja dobiegała końca i byłam pewna, że wszyscy wiedzą, co przed chwilą się stało jednak próbowałam o tym nie myśleć, pewnie tylko wyolbrzymiam wszystko.
-Udał się seks?- spojrzałam zszokowana na roześmianego blondyna
-Nie uprawiałam seksu, idioto- syknęłam kopiąc Niall'a w kostkę za co zgromił mnie wzrokiem
-Więc panuje moda na rozczochrane włosy i malinki na szyi? No Val, może chociaż palcówka?
-Niall-krzyknęłam chyba zbyt głośno, ponieważ nauczycielka odwróciła się od tablicy i spojrzała na nas mówiąc, że ma nas na oku.
Po lekcjach wracałam z Austinem, który przez całą drogę do domu opowiadał jak bardzo polubił Niall'a i że to odpowiedni chłopak dla mnie.
-W niedzielę przyjeżdżają rodzice i powinnaś przedstawić im Niall'a- o mało nie zakrztusiłam się napojem, który właśnie piłam
-Co?-zapytałam
-No wiesz, powinni go poznać ja zaprosiłem Kate- powiedział spoglądając na mnie tak jakby badał moją reakcję
-Kate? Dlaczego akurat ją?
-Um, jest Twoją przyjaciółką i pomyślałem, że... że to będzie dobre, a poza tym będzie też Chaz i Bieber
-Oh- nie byłam w stanie wydobyć z siebie żadnego zdania, ponieważ na samą myśl o "rodzinnej" kolacji robiło mi się niedobrze. Nie wyobrażam sobie udawać przed wszystkimi tego, że Niall jest moim chłopakiem, tym bardziej gdy miłość mojego życia będzie siedziała niedaleko mnie...
To będzie katastrofa- pomyślałam wystukując na telefonie wiadomość do Justina.



_______________________________________________________________________
Ahh, w końcu skończyłam ten rozdział. Mam nadzieję, że następny pójdzie łatwiej :D
A Wam jak się podobał?
Zapraszam na mojego drugiego bloga Rebellious Teenager 
Oraz na ASK (Proszę zadawać pytania o nowy rozdział na asku, a nie pod rozdziałem)
Do następnego♥






wtorek, 3 lutego 2015

20. DATE

Szliśmy obok siebie, co jakiś czas niby przypadkowo stykając się dłońmi. Nadal nie wiedziałam na jaki dokładnie koncert idziemy, ponieważ nazwa "5sos" zupełnie nic mi nie mówiła. Jednak nie chciałam dopytywać, bo i tak Justin nic by mi nie zdradził, a poza tym nawet disco polo nie zniszczyłoby mi tej RANDKI. No właśnie randki, jezu jak to cudownie brzmi "randka z Justinem". Mój mózg wykonuje taniec radości na samo przypomnienie tych słów. Mam tylko nadzieję, że nikt mnie nie obudzi i nie powie, że to tylko jeden z tych cudownych snów z udziałem Justina.
-Grosik za Twoje myśli
-Huh?-spojrzałam na blondyna, który przyglądał mi się z takim słodkim uśmiechem, że chciałam rzucić się na niego i zacałować na śmierć. Zwariowałam do reszty...
-Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym być w tej chwili tym pieprzonym Edwardem Cullen'em by móc czytać w Twoich myślach- mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej słysząc jego słowa
-Ale Edward nie mógł czytać w myślach Belli- odpowiedziałam pokazując mu język i wtedy stało się coś dziwnego, a mianowicie Justin zbliżył się do mnie i ugryzł mnie w niego. Oczywiście zrobił to na tyle lekko i szybko, że prawie nie poczułam.
-Co to było?- zapytałam śmiejąc się na głos, a blondyn wzruszył ramionami i zawtórował mi
-Nie wiem, po prostu chciałem to zrobić- poczułam jak nasze dłonie po raz kolejny "otarły" się o siebie i tym razem zaryzykowałam i złączyłam je razem. Byłam nieśmiała w stosunku do innych ludzi jednak nie byłam typem dziewczyny, która boi się zrobić pierwszego kroku.
-A to co było?- zapytał unosząc nasze ciągle złączone dłonie
-Po prostu chciałam to zrobić- powtórzyłam jego słowa, kątem oka spoglądając na niego
-Niech żyje spontaniczność- krzyknął unosząc wolną rękę do góry i wybuchając śmiechem.

~~*~~
Próbowaliśmy przedostać się przez ogromny tłum ludzi, którzy również czekali na koncert. Nie wiedziałam dlaczego Justinowi zależało tak bardzo na tym by stać z samego przodu jednak nie zamierzałam narzekać dopóki trzymał mnie za rękę, która jak się okazało idealnie pasowała do mojej. --Jak w bajkach- pomyślałam. Taa, jednak bajki mają to do siebie, że szybko się kończą i tym razem było dokładnie tak samo. Przez swoją niezdarność potknęłam się i zaliczyłam cudowną glebę lądując na kolanach tuż przed Justinem. 
-Kochanie, jak chciałaś zrobić mi dobrze to trzeba było powiedzieć, poszlibyśmy w bardziej ustronne miejsce- Oczywiście nie byłby sobą gdyby nie zawstydził mnie przed setkami ludzi. Poczułam jak skóra na mojej twarzy zaczyna piec i przypomniałam sobie, że nie mam makijażu, więc wszyscy dokładnie zobaczą moje czerwone policzki. 
-Po co? Przecież Tobie wystarczy kilkanaście sekund- nie wiem skąd wzięłam tyle odwagi w sobie żeby mu dowalić, ale dla zobaczenia jego miny i usłyszenia tych głosów kibicujących mojej osobie było warto. Wstałam z ziemi otrzepując się. Uśmiechnęłam się do Justina i ponownie podając mu rękę ruszyliśmy do przodu, co było coraz trudniejsze, bo na scenie pojawił się zespół "Maroon5" i wszyscy (włącznie ze mną) szaleli z radości. 
-W końcu- powiedziałam gdy Justin zatrzymał się tuż przed barierkami odgradzającymi nas od zespołu. Właściwie cieszyłam się że nie stoimy gdzieś z tyłu, bo przez moje 163cm nie zobaczyłabym zapewne niczego oprócz pleców innych ludzi. 
Śpiewałam każdą piosenkę Maroon5 i byłam pod wrażeniem, że znałam prawie każdy tekst chociaż bardziej zadziwił mnie Justin, który zachowywał się dokładnie tak jak ja. Niestety po zagraniu kilku piosenek zeszli ze sceny wcześniej zapowiadając zespół, o którym mówił Justin czyli "5 second of summer"

-No to są chyba jakieś żarty- krzyknęłam, gdy przede mnie wepchał się gość który miał chyba z dwa metry. Próbowałam prosić go aby trochę się przesunął jednak moje błagania poszły na marne.
-Co Ty..- nie dokończyłam, bo poczułam jak Justin podnosi mnie do góry i sadza na ramionach.
-Lepiej?-zapytał
-Lepiej- powiedziałam ściągając czapkę z jego głowy i zakładając ją na swoją głowę.
Czwórka chłopaków mniej więcej w naszym wieku wyszła na scenę i po chwili rozpoznałam poznanego na siłowni Luka. Stał przy mikrofonie z gitarą w dłoni i szczerze mówiąc wyglądał naprawdę dobrze, chociaż nie tak dobrze jak Justin.
Luke przywitał wszystkich zgromadzonych i zapowiedział, że najpierw zagrają "she look so perfect"
Przyznam szczerze, że spodobała mi się ta piosenka i każda kolejna, którą zagrali również. Gdzieś w połowie koncertu pojawiła się tak zwana "całuśna kamera" i oczywiście musiało paść na mnie i Justina. Poczułam jak moje policzki się czerwienią, ponieważ setki ludzi patrzyło na nas, jednak przemogłam się i nachyliłam tak by nasze usta się złączyły. To był krótki, ale bardzo słodki pocałunek.
-To będzie ostatnia piosenka dzisiejszego wieczoru- powiedział trochę zmęczonym głosem Luke, a tłum ludzi zaczął krzyczeć. -Proszę o spokój! Ta piosenka jest dla mnie bardzo ważna, dokładnie tydzień temu po raz pierwszy od dwóch lat zobaczyłem Vicky. Kim jest Vicki zapytacie? otóż była i jest miłością mojego życia. Wiem, że jesteś tutaj i wiem, że kogoś masz, ale to nie zatrzyma mnie przed powiedzeniem, a raczej zaśpiewaniem tego, co do Ciebie czuję i jak bardzo nienawidzę siebie za to że nie zatrzymałem Cię gdy chciałaś odejść.- po tych słowach odsunął się od mikrofonu i usłyszeliśmy pierwsze dźwięki gitary akustycznej.
Piosenka była wspaniała jednak najbardziej utkwiły mi w głowie pewne słowa:

If today I woke up with you right beside me / jeśli dzisiaj obudziłbym się z Tobą koło mnie
Like all of this was just some twisted dream/ Jakby to wszystko było jakimś pokręconym snem
I'd hold you closer then I ever did before  / przytrzymałbym Cię bliżej niż kiedykolwiek wcześniej
And you'd never slip away / i nigdy byś się nie wyślizgnęła

Nie wiem, co Luke zrobił tej dziewczynie, ale wiem jedno, a mianowicie jeżeli ona mu nie wybaczy po tym, co właśnie zrobił to musi mieć serce ze stali!
-Jeżeli zależy Wam na kimś to zaryzykujcie i przyznajcie się do tego zanim będzie za późno- dodał i wydawało mi się że patrzy w naszym kierunku, jednak pozbyłam się tej myśli jak najszybciej mimo, że wyraźnie poczułam jak mięśnie Justina się napięły, co oznaczało, że był zdenerwowany. A może po prostu byłam zbyt ciężka...
-Um, Justin powinnam zejść- wyszeptałam do jego ucha
-Nie wygodnie Ci?-zapytał
-Wygodnie, ale jestem za ciężka- nie widziałam jego twarzy, ale jestem pewna, że przewrócił oczami i oczywiście pozwolił mi zejść dopiero wtedy, gdy znaleźliśmy się w pokoju, w którym przebywali chłopcy z 5 second of summer. Okazało się, że wszyscy są naprawdę fajni i zabawni, więc kolejną godzinę spędziliśmy śmiejąc się i opowiadając różne głupoty.
-Musimy już iść- odwróciłam się słysząc głos Justina i wstałam z sofy. Pożegnałam się ze wszystkimi i razem z blondynem ruszyliśmy do samochodu

~~*~~
-Justin, gdzie jedziemy?-zapytałam zauważając, że nie jedzie w kierunku mojego mieszkania.
-No chyba nie myślałaś, że pozwolę na to byś wróciła głodna z randki- uśmiechnęłam się gdy z jego ust padło słowo "randka". -No co?- zapytał unosząc brwi i patrząc na mnie
-Nic, po prostu nie mogę uwierzyć, że to randka, no wiesz, że to się dzieje naprawdę- powiedziałam zupełnie szczerze
-Ja też nie, ale proszę jeśli to sen to nie budź mnie!

-Wow- powiedziałam skanując wzrokiem restaurację do której weszliśmy. Kremowe ściany idealnie komponowały się z drewnianymi stolikami, na których stały świece. Wszędzie było dużo lampek, co dodało temu miejscu więcej romantyczności. Niedaleko naszego stolika znajdowała się mała scena, na której śpiewał jakiś zespół piękną piosenkę "When a man loves a woman".
Zamówiliśmy jedzenie, które pochłonęliśmy bardzo szybko.
-Mam nadzieję, że ta Vicky wybaczy Lukowi- powiedziałam upijając łyk wina. -Chciałabym aby kiedyś ktoś napisał dla mnie piosenkę- dodałam
-Luke nie zasługiwał na nią. Była dla niego zbyt dobra, brzmi znajomo, co nie?-zaśmiał się bez humoru
-Każdy może się zmienić, Justin- odpowiedziałam patrząc na blondyna i dotykając jego dłoni.- Niektórzy potrzebują po prostu kogoś kto im w tej zmianie pomoże- dodałam z lekkim uśmiechem. 
Chłopak przez chwilę wpatrywał się we mnie po czym wstał od stolika i ruszył w kierunku sceny. Nie wiedziałam, co zamierza zrobić i przerażało mnie to niesamowicie. Przez chwilę rozmawiał z mężczyzną, który do tej pory wykonywał wszystkie utwory, a następnie usiadł na ławeczce obok pianina i po kilku sekundach wszyscy ludzie zgromadzeni w restauracji usłyszeli pierwsze dźwięki tego niesamowitego instrumentu oraz jeszcze bardziej niesamowity głos Justina

Girl, I’m ready, if you’re ready, now / Dziewczyno jestem gotowy jeżeli Ty jesteś gotowa
Ooh, is it ever gonna be? / Czy kiedykolwiek tak będzie
If you’re with it, then I’m with it, now / Jeśli z tym jesteś, wtedy ja z tym jestem
To accept all responsability / aby zaakceptować całą odpowiedzialność
I’d go out of my way / Zszedłbym z własnej drogi
To live by the words that you say / by żyć słowami które mówisz
I don’t wanna be the same/ Nie chcę być taki sam

Maybe you could change me /Może mogłabyś mnie zmienić
Maybe you could change me/ Może mogłabyś mnie zmienić

Maybe you could be the light / Może mogłabyś być światłem
That opens up my eyes/ Które otwiera moje oczy
Make all my wrongs right / Sprawić aby wszystkie moje błędy były poprawione
Change me, change me / Zmień mnie

Don’t fight fire with fire / Nie walcz ogniem z ogniem
If I’m screaming, talk quiter/ Kiedy krzyczę mów ciszej
Understanding and patience/ Zrozumienie i cierpliwość
Feel the pain that I’m facing/ Poczuj ból z którym mam docznienia
Be like Serenity/ bądź spokojem
Help me position my mind / pomóż mi usytuować moje myśli
Take a chance / zaryzykuj
Make a difference in my life / zmień moje życie

Girl, I’m ready, if you’re ready, now /Dziewczyno jestem gotowy jeśli Ty jesteś gotowa 
Ooh, is it ever gonna be?/ Czy kiedykolwiek tak będzie?
If you’re with it, then I’m with it, now/ Jeśli w z tym jesteś wtedy ja z tym jestem teraz.

Śpiewając ostatnie słowa podszedł do mnie, a ja? Ja nie mogłam się ruszyć. Moje ciało zupełnie odmówiło posłuszeństwa. Nie mogłam uwierzyć w to co stało się przed chwilą. Justin Bieber napisał dla mnie piosenkę i zaśpiewał ją przy tylu ludziach. Zaśpiewał ją dla mnie i tylko dla mnie! 
-Val?- poczułam jak blondyn macha dłonią przed moja twarzą - Wszystko w porządku?- nasze spojrzenia się spotkały i nie zastanawiając się ani chwili przyciągnęłam go do siebie złączając nasze usta. To był najlepszy pocałunek jaki do tej pory mieliśmy, wypełniony był wszystkimi uczuciami jakie w sobie kryliśmy przez ten cały czas. Usłyszeliśmy oklaski ludzi i odsunęliśmy się od siebie.
-Chciałabym Cię zmienić, ale nie mogę- powiedziałam poważnie, a Justin spojrzał na mnie ze strachem w oczach. -Nie mogę tego zrobić, bo... bo kocham Cię takiego jakim jesteś - dodałam i ponownie poczułam jego usta na swoich.
-Ja też Cię kocham, Val- wyszeptał między pocałunkami i właśnie w tym momencie byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. 


Val:
"Kiedy ktoś jest tak wyjątkowy, wiesz o tym prędzej, niż się spodziewasz. Poznajesz to instynktownie i masz pewność, że cokolwiek się stanie, już nigdy nie będzie nikogo takiego jak on"

Justin:
"Uświadomił sobie, że z tą dziewczyną chciałby stawić czoło przyszłości. Wiedział, że jest za młody na takie refleksje i w ogóle nie ma co myśleć o małżeństwie, a jednak czuł, że gdyby spotkał Ją za dziesięć lat, byłaby tą jedyną"


_____________________________________________________
Love,love,love! ♥
Jak podoba Wam się rozdział? Piszcie, co o nim myślicie.
Dziękuję Wam za tak dużo wyświetleń i za każdy komentarz, który niesamowicie mnie motywuje do pracy. (Prosiłabym jednak, aby jedna osoba dodawała tylko jeden komentarz).
Wszystkie pytania np. o rozdział czy o cokolwiek piszcie tutaj ASK
I bardzo serdecznie zapraszam na mojego nowego bloga Rebbelious teenager
Do następnego :*

czwartek, 22 stycznia 2015

19. Pattie, Jerry

25 komentarzy = nowy rozdział!

-Naznaczyłaś mnie- podszedł bliżej mnie pokazując ślady, które zostawiłam na jego szyi. -To chyba znaczy, że należę do Ciebie, prawda?
Te słowa odbijały się echem w mojej głowie i jedyne, co chciałam zrobić to wykrzyczeć mu że to prawda, jednak powstrzymałam się od tego bojąc się reakcji Justina. Wiem, że nigdy nie interesowały go związki, miłości itp. a ja już wystarczająco zrobiłam z siebie idiotkę mówiąc mu, że jestem w nim zakochana.
-A Ty chcesz należeć do mnie?-zapytałam łapiąc z nim kontakt wzrokowy w lustrze przed, którym staliśmy. Popatrzył na mnie i zauważyłam jak jego ciało się napięło, a ręce, które trzymał na moim odkrytej talli stały się wilgotne, co oznaczało, że był przestraszony. Odwrócił mnie tak, że byłam twarzą do niego i już chciał coś powiedzieć niestety ponownie przerwał nam głos jego mamy
-Justin, no zejdź w końcu, obiad stygnie- po tych słowach przewrócił oczami, a ja zachichotałam, ponieważ wyglądał tak śmiesznie, gdy był zirytowany.
-chodź- powiedział złączając nasze dłonie i kierując nas do kuchni.
Przyznam się że nerwy zaczęły brać kontrolę nad moim ciałem, a to nie było dobre. Zastanawiałam się jaka ona jest? czy potraktuje mnie jak te wszystkie "dziewczyny" Justina? Nie chciałabym aby pomyślała o mnie w ten sposób mimo, że tak naprawdę niczym się od nich nie różnię w końcu też nie jestem z Justinem, ale uprawiam z nim seks.
-O, jesteś- powiedziała i odwróciła się w naszą stronę tym samym zauważając mnie.- Nie wiedziałam, że masz gościa- dodała ponownie patrząc na Justina.
-Um, to jest Val... Val Butler- uśmiechnęłam się delikatnie podając dłoń mamie Justina, która od razu odwzajemniła gest.
-Jestem Pattie i byłoby mi miło gdybyś została z nami na obiad- popatrzyłam na Justina, który w odpowiedzi uśmiechnął się do mnie i odsunął mi krzesło tym samym dając mi znak żebym usiadła, co też uczyniłam.
Obiad był przepyszny, nie żebym chciała się podlizać, ale uważam, że Pattie świetnie gotuje, co oczywiście jej powiedziałam. Pattie jak zapewne każda mama zrobiła ze mną krótki "wywiad" pytając o zainteresowania i tego typu rzeczy. Rozmowa z nią była bardzo miła szczególnie jak powiedziałam jej że od jutra zaczynam studia na UCLA. Okazało się że ona również się tam uczyła i co najważniejsze poznała tam miłość swojego życia Jerrego, a inaczej mówiąc ojca Justina. Jednak gdy wspomniała o nim z jej twarzy zniknął uśmiech, który towarzyszył jej do tej pory i właśnie wtedy dotarło do mnie to że Justin wspominał mi że jego taty już z nimi nie ma.
-Musimy już iść- ciszę przerwał głos Justina
-Gdzie się wybieracie?- zapytała Pattie obserwując blondyna, który wkładał brudne talerze do zmywarki.
-Kojarzysz Hemmings'a?- Pattie skinęła głową -No więc razem ze swoim zespołem dają dzisiaj koncert na Venice Beach. Pomyślałem, że pójdziemy ich wesprzeć.
-Tylko wróć o normalnej porze i nie wpakuj się w żadne problemy- Jay przewrócił oczami i uśmiechnął się lekko zapewniając, że będzie się trzymał z dala od kłopotów.
-Miło było Panią poznać- powiedziałam żegnając się z kobietą i wsiadając do samochodu

-Mam nadzieję, że Twoja mama mnie polubiła- powiedziałam patrząc na chłopaka, który nie odrywał wzroku od jezdni.
-A to ma jakieś znaczenie?- zapytał patrząc kątem oka na mnie.
-Um, nie chcę wyjść na jedną z tych Twoich "przyjaciółek od seksu"- warknęłam, ponieważ czułam się urażona wcześniejszym pytaniem.
-Val- poczułam jak jego dłoń dotyka mojego uda, ale tak szybko jak się tam znalazła tak szybko ją strąciłam w odpowiedzi dostając zrezygnowane westchnienie blondyna. -Po pierwsze nie jesteś taka jak one, a po drugie nigdy nie przyprowadzałem tych dziewczyn do domu, więc moja mama z pewnością nie pomyślała o Tobie w ten sposób, a po trzecie- zrobił głęboki wdech- kurwa Val ona pierwszy raz od czterech lat wspomniała o ojcu- po tych słowach wyciągnął z paczki papierosa i zaciągnął się powoli wypuszczając dym.
-Co się stało z Twoim tatą?-zapytałam niepewnie
-Naprawdę chcesz wiedzieć?- skinęłam głową i czekałam na odpowiedź jednak zamiast tego blondyn dodał gazu i po chwili zatrzymaliśmy się na parkingu przed miejscem, którego się obawiałam.
-To się stało- powiedział wskazując na grób, w którym pochowany był jego ojciec.
Nie wiedziałam, co powiedzieć, bo każde zdanie, które wymyśliłam w swojej głowie nie było odpowiednie. Dlatego postanowiłam przytulić chłopaka, który najwyraźniej tego potrzebował.
-Byłem z nim wtedy na trybunach- powiedział po chwili i odsunął się ode mnie siadając na ławeczce obok grobu. Usiadłam obok niego, a chłopak kontynuował
-Pokłóciłem się z nim, bo tak długo czekałem na to by pójść z nim na mecz nets'ów, a on w ostatniej chwili mnie wystawił tłumacząc, że ma pilne wezwanie. Był strażakiem i musiał jechać do palącego się budynku. Wkurzyłem się jak jeszcze nigdy i powiedziałem mu -wziął głęboki wdech i zacisnął oczy jakby próbował powstrzymać łzy - powiedziałem, że wolę nie mieć ojca niż mieć takiego jak on a po kilku godzinach zadzwonił telefon i powiedzieli... Powiedzieli, że on, że on nie żyje- nie zastanawiając się dłużej przytuliłam chłopaka, który nie był w stanie dłużej powstrzymywać łez i wybuchnął płaczem ściskając mnie mocniej.


Justin POV

Poczułem niesamowitą ulgę mówiąc to wszystko Val. Cztery lata dusiłem to w sobie, bo bałem się osądzania, bałem się że wszyscy, których znam odsuną się ode mnie, z nienawidzą mnie tak bardzo  jak ja nienawidzę siebie. Codziennie idąc spać modliłem się o śmierć, a wstając przeklinałem Boga za to że nie spełnił moich próśb. 
Odsunąłem się od Val i ponownie kontynuowałem swój monolog
-Nagle przestałem się bać wszystkiego, wciągnąłem się do gangu, by zarobić kasę, bo po śmierci ojca było z tym ciężko, ale tak naprawdę dobrze się tam czułem.W końcu poczułem, że żyję mimo, że tylko czekałem na moment, w którym ktoś strzeli mi kulkę w głowę. Popieprzony hipokryta ze mnie- powiedziałem lekko uśmiechając się do brunetki.
-Musimy się zbierać- dodałem podnosząc się z ławeczki i udając się do samochodu z Val

-Możemy skoczyć do mojego mieszkania, chciałabym się przebrać i pomalować- spojrzałem na Val, która robiła minę "szczeniaczka"
-Nie rób tego- powiedziałem ze śmiechem -Nie mamy czasu, koncert zaczyna się za 20 min a nie wypada się spóźnić na pierwszą randkę- powiedziałem zaskakując ją ostatnimi słowami totalnie. - Poza tym wyglądasz ślicznie bez makijażu- pocałowałem jej policzek i zapaliłem samochód, włączając "Alone Together" Fall out Boy, a brunetka od razu zaczęła "śpiewać" zagłuszając głos Peta Wenza, ale nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie potrzebowałem jej bo jako jedyna wprowadzała do mojego żałosnego życia optymizm.
-To jak? Pójdziesz ze mną na randkę?- zapytałem zatrzymując samochód na parkingu
-Z przyjemnością, proszę Pana- odpowiedziała, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech.
Co ona ze mną robi?!


_________________________________
Miałam opisać tutaj przebieg randki jednak postanowiłam to zrobić w następnym rozdziale.
Wystarczająco dużo się działo w tym rozdziale.
Co myślicie o takiej wersji Justina?

Chciałabym również odpowiedzieć na zarzucanie mi niesystematyczności w dodawaniu rozdziałów.
No więc nigdy nie deklarowałam, że rozdziały będą się pojawiać w takich samych odstępach czasu.
Przejrzałam statystyki i okazuję się że jedyna dłuższa przerwa była pomiędzy rozdziałem 12 a 13.
Haha, poćwiczyłam matematykę i oto moje obliczenia:
między rozdziałem 14 a 15 mięło 12 dni
15 a 16 minęło 9 dni
16 a 17 minęło 13 dni
17 a 18 minęło 13 dni
18 a 19 minęło 12 dni
Nie chciało mi się patrzeć na te wcześniejsze, ale dodawane były jeszcze częściej, co z resztą możecie sami sobie sprawdzić. Piszę to tylko dlatego, że przyznam się że zdenerwowało mnie to że mówicie, że długo trzeba czekać na kolejny rozdział.
Sama czytam wiele opowiadań i zdarza się tak że na jeden rozdział muszę czekać nawet dwa miesiące i pewnie byłabym zła o to że ktoś "olewa" dane opowiadanie, ale sama pisze, więc wiem, że często brak rozdziału nie jest spowodowany naszym lenistwem.

Ojoj, rozpisałam się trochę, więc przepraszam. Mam nadzieję, że rozdział się spodobał, jeżeli tak to standardowo zachęcam do wyrażenia swojej opinii w komentarzu. :)
Zapraszam również na mojego drugiego bloga: rebelious teenager
Jeżeli macie jakieś pytania to zapraszam tutaj: ask






wtorek, 20 stycznia 2015

Nowy blog!

Witam Was!
Nie, to nie jest nowy rozdział, przykro mi. :(
Jednak chciałabym Was zaprosić do czytania mojego nowego opowiadania.
Jest ono o chłopcach z 5SOS, ale głównym bohaterem jest Luke Hemmings.
Hmm, jednak co zrobić gdy nie jesteście ich fankami?
To proste! Używamy swojej wyobraźni i zamiast Hemmings'a
naszym głównym bohaterem będzie nasz idol, którym może być 
Justin Bieber, Harry Styles, Niall Horan czy ktokolwiek inny :)

Link do opowiadania: Rebellious teenager

FABUŁA:

Susan jest 18 letnią córką zagorzałego rockman'a Billiego. Rok po śmierci mamy wyprowadza się wraz z ojcem do Seattle, miasta rocka i grung'u. Tam właśnie poznaje Luka Hemmings'a oraz jego przyjaciół. 
(To nie jest kolejna opowieść o niebezpiecznym chłopaku z gangu, lub o cierpiącej na depresję nastolatce, która dzięki złemu chłopakowi, który oczywiście jest dobry dla niej wychodzi na prostą. )
Ta opowieść jest inna, bo jest przyziemna!


sobota, 10 stycznia 2015

18. I want to know you more

Minął prawie tydzień odkąd nie widziałam Justina. Komunikowaliśmy się ze sobą głównie przez telefon, co z jednej strony mnie denerwowało, a z drugiej cieszyło, ponieważ zaraz po tym jak wytrzeźwiałam było mi głupio, że powiedziałam mu o moich uczuciach. Pewnie powiedział o tym wszystkim swoim znajomym i teraz śmieją się ze mnie. A może tego nie pamięta? W końcu był pijany, a później nie wspomniał o tym. Tak, tego będę się trzymać!
Spojrzałam leniwie na zegarek w telefonie, który wskazywał 8:45. Nie miałam nic zaplanowanego na dzisiaj, jednak nie mogłam dalej leżeć w łóżku, bo moje myśli niebezpiecznie krążyły wokół Justina. Podeszłam do szafy wyciągając z niej bieliznę, krótki biały crop top i jeans'owe shorty. Udałam się do łazienki biorąc krótki prysznic. 
Nie byłam głodna, więc po prysznicu od razu zasiadłam przed laptopa, ubierając okulary (mała wada wzroku) i sprawdzając wszystkie ulubione strony. Zauważyłam, że Austin dodał zdjęcie z jakąś dziewczyną. Niestety miała na sobie kapelusz i okulary przeciwsłoneczne przez, co nie mogłam jej rozpoznać. Uśmiechnęłam się sama do siebie widząc jak szczęśliwie wygląda Austin, długo namawiałam go na ten wyjazd, ale w końcu się udało. Niestety już jutro wraca, ale te cztery dni w Nowym Yorku z pewnością poprawiły mu humor. Wyłączyłam fejsa i szukałam jakiegoś odpowiedniego filmu, ale przerwał mi w tym dźwięk dzwonka. Podeszłam do drzwi zastając w nich Biebera. Miał na sobie snapback, biały t-shirt, czarne koszykarskie spodenki i białe supry. Moje obczajanie przerwał głos chłopaka.
-Skończyłaś?- przewrócił oczami i uśmiechnął się bezczelnie. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo ponownie zaczął mówić - To dobrze, bo nie mamy za dużo czasu
-Czasu? Czasu na co?- zapytałam nadal stojąc w miejscu
-Stwierdziłem, że spędzimy razem cały dzień w końcu pojutrze zaczynasz szkołę- powiedział nie przestając się uśmiechać.- przy okazji weź ze sobą strój do ćwiczeń- Wzruszyłam ramionami udając się do pokoju po rzeczy. Włożyłam na stopy białe conversy
-Gotowa- stwierdziłam chowając telefon do kieszeni. 

~~*~~
-Co tak właściwie robimy przed siłownią?- zapytałam patrząc na ogromy szyld na budynku.
-Hmm, co można robić na siłowni?- udawał zamyślonego - Ćwiczyć?- ah ten jego sarkazm.
-Uważasz, że jestem za gruba i dlatego zabierasz mnie na siłownię?- zapytałam ze złością. Nienawidzę tematu mojej wagi, czuję się wtedy źle.
-W ogóle tak nie uważam- powiedział spokojnie i popatrzył mi w oczy - Po prostu stwierdziłem, że chcę Ci pokazać jak spędzam czas, co mnie interesuje i nie wiem, chciałem żebyś mnie lepiej poznała. Jeżeli nie chcesz to nie musimy tam iść. 
-Nie! - krzyknęłam - To znaczy chcę Cię poznać, chodźmy już!- weszliśmy do środka, podchodząc do recepcji. Oczywiście recepcjonistka bardzo dobrze znała Justina i nie obeszło się bez flirtu, co mnie niesamowicie zdenerwowało. Chwila, co? Niee, wcale mnie to nie zdenerwowało. Przecież nie jesteśmy razem. Blondyn coś powiedział dziewczynie, a ta spojrzała na mnie z wyższością i dała kluczyk do szafki. Posłałam jej krzywe spojrzenie i ruszyłam przed siebie. Może i z nim flirtujesz, ale to ze mną chce spędzić cały dzień, suko.
-Za 5 min przed wejściem- skinęłam głową i skręciłam w kierunku swojej szatni.
Wyciągnęłam z torby i ubrałam na siebie sportowy stanik w fioletowym kolorze, szare sportowe spodenki, oraz szare roshe run. Stanęłam przed lustrem i moim oczom ukazały się wszystkie kompleksy. Mój brzuch wygląda jakbym była w szóstym miesiącu ciąży, mam zbyt szerokie biodra. Zrezygnowana, związałam włosy w wysokiego kucyka i wyszłam z szatni, zauważając Justina opartego o ścianę i rozmawiającego z jakimś chłopakiem. Był mniej więcej wzrostu Bieber'a, blondyn, włosy miał tak samo ułożone, jedyne co ich różniło to brak tatuaży na ciele nieznajomego, oraz kolczyk w wardze.
-Hej- zaczęłam nieśmiało, podchodząc do chłopaków
-Hej,um to jest- zaczął Justin, ale chłopak mu przerwał
-Jestem Luke, miło Cię poznać- uśmiechnęłam się i podałam mu rękę. - Nie wiem po co wybierasz się na siłownię skoro masz takie świetne ciało- moje policzki przybrały różowy kolor, ponieważ jego błękitne tęczówki gapiły się na moje odkryte ciało.
Chciałam coś odpowiedzieć, ale Justin przyciągnął mnie do siebie - musimy już iść, sorki Hemmings- uśmiechnęłam się delikatnie i pomachałam na pożegnanie,a  chłopak odwzajemnił gest.

-Co to miało znaczyć?!- krzyknęłam mierząc Justina wzrokiem
-Lepiej mi powiedz, co Ty masz na sobie?!- o nie, wkurzony Bieber nie zwiastuje niczego dobrego
-Hm, no nie wiem. Strój sportowy? Bo jesteśmy na siłowni?- widziałam jak się wkurzył, ale nie miałam zamiaru mu ustępować, bo przecież nic nie zrobiłam
-Cokolwiek- minął mnie i podszedł do sztang.
-Okeej- powiedziałam właściwie sama do siebie i udałam się na bieżnię. Jak na złość była ustawiona tak, że miałam świetny widok na blondyna. Przewróciłam oczami i zaczęłam biegnąć. Oczywiście mimo ogromnego skupienia nie potrafiłam nie spojrzeć na Jay'a. Wyglądał tak dobrze!
-Myślę, że na dzisiaj wystarczy- usłyszałam głos Justina i wyłączyłam urządzenie. -Ogarnij się i spotkamy się w recepcji- skinęłam głową i ruszyłam do szatni. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam w wcześniejsze ubrania. Postanowiłam zostawić włosy mokre, bo nie chciałam aby blondyn zbyt długo na mnie czekał.
-Jestem- powiedziałam odrywając wzrok Justina od tej sztucznej suki.
-Okay- uśmiechnął się mierząc mnie wzrokiem - trzymaj się, A - uniósł dwa palce w górę
-Do wieczora, Jus- na twarzy Justina pojawił się grymas, ale zignorowałam to bo bardziej ciekawiło mnie, co takiego wydarzy się wieczorem.

~~*~~
-Do wieczora,Jus- przedrzeźniałam blondyna podczas jazdy, a jego mięśnie lekko się napięły, co oznaczało, że się zdenerwował
-Nienawidzę jak ktoś mówi do mnie Jus
-Um, wybacz, nie wiedziałam- z nerwów zaczęłam bawić się palcami u rąk, ale poczułam jego dłoń a swojej
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz, ale możemy to nadrobić- uśmiechnął się, co trochę mnie uspokoiło, nie był zły. Skinęłam głową na znak, że się zgadzam.
Jechaliśmy jeszcze ok 15 min podczas których rozmawialiśmy o naszym ulubionym temacie, a mianowicie muzyce.
-Justin, co my tak właściwie tutaj robimy?-zapytałam patrząc na średniej wielkości, biały dom, zrobiony totalnie w stylu amerykańskim. Był ładny, ale moją uwagę przykuł piękny ogród przed nim, wypełniony różnego rodzaju kwiatami.
-Poznajemy się- posłał mi ten swój zadziorny uśmiech i wysiadł z samochodu. Siedziałam w środku jeszcze kilkanaście sekund mając nadzieję, że podejdzie otworzyć mi drzwi, jednak nic takiego nie miało miejsca. -Za dużo filmów, idiotko. - pomyślałam i dołączyłam do chłopaka.
Im bliżej wejścia byliśmy tym bardziej zdenerwowanie dawało mi się we znaki.
-Spokojnie, skarbie nie ma nikogo- musnął ustami mój policzek, a w moim brzuchu wybuchło milion pieprzonych motylków
Po tym jak blondyn uporał się z otworzeniem drzwi, weszliśmy do środka. Mieszkanie było zrobione na styl retro. Kuchnia oraz salon były połączone ze sobą. Pomieszczenie było koloru białego, lecz wszystkie dodatki były czarne, co czyniło to pomieszczenie eleganckim. Na ścianach było dużo ramek ze zdjęciami. Na jednym z nich był mały Justin, którego poznałam od razu, dziewczynka, która jak się domyśliłam była jego siostrą Jazmyn, dorosła kobieta oraz mężczyzna, których uznałam za rodziców Justina, był jeszcze mały chłopczyk, którego nie znałam. To jego brat? Nigdy nie wspominał o nim, dziwne...
-Głodna?- moje rozmyślania przerwał głos blondyna. Przyciągnął mnie do siebie i położył brodę na moim ramieniu wpatrując się zapewne w zdjęcie.
-To Twój brat?- zapytałam wskazując na małego chłopczyka
-Tak
-Nigdy o nim nie mówiłeś- odwróciłam się tak że stałam twarzą do niego
-Nie ma o czym.- odsunął się ode mnie i ruszył do kuchni. W mojej głowie pojawiło się milion pytań, którymi chciałam zasypać Justina jednak postanowiłam zaczekać aż sam mi o wszystkim powie.
Nie zastanawiając się długo poszłam w jego ślady i po chwili zajadaliśmy się pizzą z mikrofali.

Po zjedzeniu całej pizzy, udaliśmy się do pokoju Justina, który znajdował się na piętrze. Białe ściany prawie w całości pokryte były plakatami różnych zespołów. 
-Lubisz Bring Me The Horizon?- zapytałam patrząc na plakaty
-Miłość od pierwszego posłuchania- roześmiał się opadając na łóżko - Ale jak komuś o tym powiesz to się wyprę- dodał już całkiem poważnie, chociaż lekki uśmieszek go zdradzał
-Bez różnicy i tak nie znam Twoich znajomych, oprócz Chaza- podeszłam do łóżka i dzięki temu, że Justin zrobił mi miejsce znalazłam się obok niego. 
-No więc, co chcesz o mnie wiedzieć?- zapytał przewracając się na bok i podtrzymując się na łokciu. - Tylko nie mów, że wszystko, bo nie mamy aż tyle czasu
-Chciałabym wiedzieć więcej o Tobie i Twojej rodzinie- odpowiedziałam po chwili namysłu
-No więc... Nazywam się Justin, ale to już wiesz- uśmiechną się zadziornie, na co przewróciłam oczami - Kiedyś było nas tutaj pięcioro, ale teraz zostałem tylko ja, mama i Jazzy. 
-Przykro mi- wyszeptałam przytulając się do jego klatki piersiowej.
-Luz, Każdego z nas to czeka. "Śmierć jest jedynie rozdziałem"*- powiedział całkowicie poważnie
-Czy Ty właśnie zacytowałeś Olivera?- zapytałam z uśmiechem na ustach. Jego policzki przybrały różowy kolor. Czyżby nasz Bieberek się zawstydził?
-Lubię Cię o wiele bardziej jak siedzisz cicho- udawał obrażonego
-Mogę być cicho- powiedziałam siadając na brzuchu blondyna i całując jego szyję. Jego dłonie szybko odnalazły mój tyłek ściskając go na tyle mocno, że jęk wyszedł z moich ust
-Mm, akurat ten dźwięk nigdy mi się  nie znudzi - szepnął łącząc nasze usta w jedną całość. Nasze języki walczyły o dominację. Oderwałam się od Justina ściągając z niego koszulkę, która zaczęła mi przeszkadzać. Gdy wylądowała na podłodze, uniosłam ręce chłopaka za głowę i przytrzymałam nie przerywając pocałunku. Zaczęłam ocierać się coraz szybciej o krocze Justina.
-niee!- powiedziałam gdy chłopak próbował wydostać swoje ręce z mojego uścisku - Bądź grzeczny, bo będę musiała Cię związać- poczułam jak chłopak mi ulega, a jego oczy stają się ciemniejsze, więc zaczęłam całować jego szyję, zostawiając na niej ślady, przejechałam dłonią po jego brzuchu, dochodząc do jego idealnie wyrzeźbionej lini V. Zsunęłam się z jego bioder, ściągając z niego spodnie i bokserki. Pomógł mi w tym podnosząc swój tyłek do góry. Moim oczom ukazał się duży członek. Trochę się przestraszyłam, co nie uszło uwadze Justina.
-Nie musisz tego robić jeżeli...- wciągną głośno powietrze zagryzając wargę, gdy dotknęłam ustami czubek jego penisa. Nie byłam pewna czy robię to dobrze, ale zaryzykowałam wkładając go głębiej i ssąc jakby był lizakiem. -Kurwa, skarbie - złapał mnie za włosy, ale odepchnęłam je. Spojrzałam do góry nie przestając ssać jego penisa. -Ja.. dochodzę- jękną uderzając w tył mojego gardła kilka razy. Połknęłam całe nasienie wycierając usta wierzchem dłoni. Z pewnością nie będzie to mój ulubiony smak, ale obawiałam się że będzie gorszy.
-Byłaś wspaniała, księżniczko- przyciągnął mnie do siebie i pocałował w policzek. - Nie wiedziałem, że lubisz dominować
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz- uśmiechnęłam się cwaniacko, a chłopak odwzajemnił gest. -Um, mogłabym umyć zęby?- zapytałam po chwili
-Jasne, ale nie mam zapasowej szczoteczki, więc użyj mojej, niebieska!- wstałam i ruszyłam w kierunku łazienki. Dokładnie wyszczotkowałam zęby, załatwiłam swoje potrzeby fizjologiczne i wróciłam do pokoju, zastając Justina w tej samej pozycji, jednak tym razem był ubrany i słuchał czegoś na słuchawkach
-Czego słuchasz?- zapytałam siadając obok niego. W odpowiedzi otrzymałam jedną słuchawkę i po chwili moje uszy wypełniła ulubiona piosenka bmth "Can You Feel My Heart".
-"I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all"**- usłyszałam jak Justin nuci ten fragment i poczułam jego wzrok na sobie. Zbliżył się do mnie tak bardzo, że nie zmieściłaby się między nami nawet kartka i złączył nasze usta.
-Justin, Justin jesteś?- usłyszeliśmy głos kobiety i momentalnie oderwaliśmy się od siebie łapiąc oddech.
-Jestem, już schodzę- krzyknął podczas gdy ja stałam przed lustrem ogarniając swoje włosy.
-Naznaczyłaś mnie- podszedł bliżej mnie pokazując ślady, które zostawiłam na jego szyi. -To chyba znaczy, że należę do Ciebie, prawda?


___________________________________________________________________________
Jak Wam się podoba? To chyba najdłuższy rozdział jaki do tej pory napisałam i przyznam się szczerze, że nie jestem z niego zadowolona...

Bardzo dziękuję za tyle wyświetleń i za każdy komentarz, który zostawiliście na tym blogu! Niesamowicie było mi miło gdy czytałam te komentarze, właściwie tylko dzięki nim tak szybko zabrałam się za pisanie tego rozdziału. Mam nadzieję, że tak będzie dalej. <3

Nadal myślę nad pisaniem opowiadania o 5sos lub jakiejś innej znanej osobie, co Wy na to?
Dawajcie swoje propozycje :>

No i standardowo jeżeli macie jakieś pytania to zapraszam tu --> ASK

BMTH- zespół deathcore'owy
*fragment piosenki Suicide season
**fragment piosenki Can You Feel My Heart



niedziela, 28 grudnia 2014

17. I'm just a teenage dirtbag, babe!

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!


Val POV

-Justin- zaczęłam niepewnie i zauważyłam jak chłopak odwraca swoją twarz i przygląda mi się uważnie.
-wróciłaś..To znaczy- podrapał się w tył głowy- dlaczego wróciłaś? Nie powinnaś być z Niall'em czy jak mu tam?- przewróciłam oczami na jego pytania, podeszłam do blondyna, chwytając jego dłoń i ciągnąc go za sobą. - Co Ty robisz?-zapytał nie przestając chować tych swoich idealnie prostych zębów.
-Zobaczysz- odpowiedziałam i ruszyłam po schodach nie puszczając jego dłoni.
Weszliśmy do salonu, więc chciałam puścić rękę Justina, obawiając się że Austin może nas zobaczyć, ale blondyn ścisną ją jeszcze mocniej, jakby bał się że mogę mu uciec. Nie powiem, cholernie mi się to podobało, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Przecisnęliśmy się przez tłum pijanych nastolatków. którzy albo leżeli nieprzytomni, albo wymieniali swoje dna z innymi ludźmi. Chwyciłam butelkę moutain dew, ponieważ wiedziałam, że zechcę mi się pić.
Po około 15 minut chodzenia ulicami LA Justin zatrzymał się i przyciągnął do siebie na tyle blisko, że czułam jak czubki naszych butów się stykają -Możesz mi w końcu powiedzieć gdzie idziemy? Na prawdę nie lubię niespodzianek- ponownie przewróciłam oczami, a moje policzki przybrały różowy kolor przez bliskość Justina.
Przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej tak że moje usta prawie dotykały jego - już nie daleko- szepnęłam i ruszyłam przed siebie i mimo, że nie widziałam twarzy Justina to jestem pewna, że przewrócił swoimi oczami.

~~*~~
-Jesteśmy- wydyszałam, ponieważ od kilkunastu minut wspinaliśmy się do góry, a moja kondycja jest jakby to powiedzieć, hmm, tragiczna... Spoglądnęłam na Justina, bojąc się że wyśmieje mnie za to że szliśmy tak długo by zobaczyć widok na Los Angeles
-Kurwa- powiedział, a ja zamarłam -To jest, zajebiste- spojrzał na mnie uśmiechając się, a ja w końcu mogłam wypuścić zgromadzone w płucach powietrze. Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam spoglądając przed siebie i podziwiając piękną panoramę miasta aniołów. 
-Nie odpowiedziałaś  na moje pytanie- popatrzyłam na Justina, wysyłając mu zdezorientowane spojrzenie. - Zapytałem dlaczego wróciłaś po mnie? i nie zostałaś z tym jak mu tam?- jego dłonie bawiły się sznurkami dresów, a wzrok skierował przed siebie, jakby... Jakby się bał? Nie to niemożliwe, przecież to pieprzony Justin Bieber
-Ja... Nie wiem, ja... ugh to skomplikowane - powiedziałam zdając sobie sprawę z tego, że moja odpowiedź z pewnością go nie zadowoli. Za to Ty możesz...
-Zagrajmy w coś- spojrzałam na niego, a jego oczy świeciły jak dziecku w sklepie z zabawkami
-W co?- zapytałam niepewnie, a on usiadł naprzeciwko mnie
-Hmm- udawał zamyślenie- "nigdy dotąd nie..."- uśmiechnął się 
-Nie znam tej gry- odpowiedziałam zupełnie szczerze, a jego oczy omal nie wyskoczyły z orbit
-serio?- zaczął się śmiać, ale natychmiast przestał widząc moje spojrzenie - Chodzi o to że jedna osoba mówi coś w stylu nigdy dotąd nie uprawiałem seksu z zakonnicą - zaśmiałam się - a osoba, która to robiła bierze łyk piwa lub wódki 
-Wszystko fajnie, ale skąd weźmiemy alkohol na tym odludziu, geniuszu?- uniosłam brew patrząc na niego, a ten wysyłając mi cwaniacki uśmiech wyciągnął butelkę wódki
-Czy Ty na prawdę wziąłeś wódkę ze sobą?- zapytałam otwierając szerzej usta
-Nie, krasnoludki mi ją podrzuciły- przewrócił teatralnie oczami - a tak po za tym to zamknij swoje usta, bo teraz nie mam czasu na to by Ciew nie pieprzyć- puścił mi oczko, a moja twarz zapłonęła słysząc te zboczone słowa.
-Gramy?- skinęłam głową, a Justin zaczął myśleć nad pytaniem. -Mam!- krzyknął o wiele za głośno. - Nigdy dotąd nie zabawiałem się z nauczycielem/nauczycielką- spojrzałam na niego zszokowana, a gdy wziął łyka moja twarz wyglądała jakbym zobaczyła ducha. -Twoja kolej, skarbie- powiedział, a w moim brzuchu wybuchło milion motylków, nazwał mnie skarbem, aww.
-Nigdy dotąd nie miałam świadectwa z paskiem- Justin popatrzył na mnie podając mi alkohol i pytając
-serio? Niszczysz każdą zabawę- zaśmiał się, a ja wzruszyłam ramionami i upiłam łyka bezbarwnej cieczy.
Po ok. godzinie była już prawie pusta butelka, a my całkiem wstawieni.
-Okej, zostało akurat na jedno pytanie, więc dawaj
-Nigdy dotąd nie byłem/byłam zakochany/a - te słowa wyszły z moich ust szybciej niż mogłam ich przetworzyć w moim pijanym już mózgu. Spojrzałam niepewnie na Justina, który niepewnie odsunął od siebie butelkę. Chwyciłam ją i upiłam ostatni łyk, a blondyn wypalał mi dziurę w twarzy.
Rzuciłam butelkę obok siebie i położyłam się na plecach, a chłopak poszedł w moje ślady.
-Upiłeś mnie- powiedziałam ze śmiechem i spojrzałam na niego
-Taki miałem zamiar, będziesz łatwiejsza- powiedział udając poważnego, ale szczerze powiedziawszy wyszło mu to chujowo. Nasze ramiona i dłonie stykały się ze sobą, co było tak cholernie dobre.
-Nie musisz mnie upijać, żeby mnie pieprzyć- powiedziałam zagryzając wargę, a jego mięśnie widocznie się napięły. Pochylił się nade mną i diametralnie zmniejszył odległość między nami. Zamknęłam oczy czekając aż złączy nasze usta razem, ale jedyne, co dostałam to całus w policzek. Co do kurwy?- pomyślałam i otworzyłam oczy widząc siedzącego i oglądającego widoki Biebera.
-Zagrajmy w dziesięć pytań- zaproponowałam, a blondyn skiną głowę na znak, że się zgadza.
-Dlaczego mnie nie pocałowałeś?- zapytałam z nagłą odwagą, która zapewne spowodowana jest alkoholem wypitym wcześniej
-Gra na dwa fronty mnie nie interesuje- spojrzałam na niego licząc, że wyjaśni mi o co chodzi, ale to nie nastąpiło. - Dlaczego zostawiłaś swojego chłopaka?- spojrzałam w jego oczy, które były jakieś dziwnie smutne
-Niall, tak naprawdę nie jest moim chłopakiem, udawaliśmy- powiedziałam czując się zażenowana. Zauważyłam, że na twarzy Justina pojawił się uśmiech
-Dlaczego wziąłeś ze sobą wódkę?- tak wiem, straciłam pytanie na takie coś, ale naprawdę mnie to interesowało.
-um, ja... Ja wiedziałem, że będziemy odbywali tą wiesz poważną rozmowę- zaśmiał się bez humoru- i tak jakby chciałem poradzić sobie ze złością, gdy już... No jak mi powiesz, że rzeczywiście spotykasz się z tym idiotą
- Przejąłbyś się?-zapytałam zdenerwowana, a blondyn wzruszył ramionami, co trochę nie było tym czego oczekiwałam.
Siedzieliśmy w ciszy, aż poczułam jak dłonie chłopaka chwytają mnie w tali i po chwili siedziałam między jego nogami. Blondyn oparł brodę o moje ramię i usłyszałam jego wspaniały głos
-W kim jesteś zakochana?- zapytał, a ja zamarłam nie wiedząc, czy mówić prawdę czy kłamać. Wzięłam głęboki oddech, a alkohol zgromadzony w moim organizmie dodał mi odwagi by wybrać pierwszą opcję.
-No więc, poznałam go jakoś miesiąc temu, jest zarozumiałym,pewnym siebie, aroganckim dupkiem, który uważa, że może mieć każdą, co jest całkowicie gówniane, jak dla mnie. - odwróciłam się do Justina siadając na nim okrakiem - Ale te jego zawsze dobrze ułożone włosy, duże czekoladowe oczy,które robią się prawie czarne, gdy jest podniecony, długie rzęsy, żyła na szyi która zawsze pokazuję się gdy jest wkurzony, tatuaże, które pokrywają jego ręce, te silne ramiona, w których może być bezpieczna każda dziewczyna. Właśnie te rzeczy sprawiają, że może mieć każdą dziewczynę- dotknęłam każdej wymienionej części ciała, a oczy Justina były skupione cały czas na moich. - A wiesz, co mi się w nim najbardziej podoba?- zapytałam szeptem, a blondyn przecząco pokiwał głową
-To- wskazałam na miejsce, w którym znajduję się serce.
Chciałam coś dodać, ale przerwał mi łączą nasze usta. Całował tak delikatnie, tak inaczej. Położył dłoń na mojej szyi przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie tym samym pogłębiając nasz pocałunek.
Po chwili Justin opadł na plecy, podciągając mnie tak że siedziałam na jego brzuchu
-powinnam wstać, jestem za ciężka- zaczęłam się podnosić, ale jego ręce ściągnęły mnie z powrotem w dół.
-Jesteś leciutka- powiedział i ponownie połączył nasze usta.
Spędziliśmy jeszcze kilka minut na całowaniu, przytulaniu, ale Justin nie posunął się dalej.
-Powinniśmy już wracać- powiedział sprawdzając godzinę w swoim blackberry
-Niee mam siły- jęknęłam nie ruszając się z miejsca
-Wskakuj- popatrzyłam na Justina, który pochylił się dając mi znać, żebym wskoczyła na jego plecy, co też zrobiłam.
~~~*~~

-Jesteśmy na miejscu- usłyszałam głos Justina i zeskoczyłam z jego pleców. Cały alkohol wyparował ze mnie i poczułam się głupio mówiąc mu te wszystkie rzeczy.
-Dziękuję, za umm, za wszystko- powiedziałam przegryzając wargę, a oczy Justina pociemniały
-Nie rób tego, bo za każdym razem gdy ją przegryzasz to mam ochotę Cię pieprzyć do nieprzytomności, a jestem naprawdę zmęczony- zarumieniłam się na jego niegrzeczne słowa i odepchnęłam go lekko
-dobranoc- powiedziałam uśmiechając się a ten zrobił podkówkę
-A gdzie całus na dobranoc?- zapytał z minką szczeniaczka
-Jesteś popieprzony- powiedziałam przewracając oczami i całując go
-Jestem tylko nastoletnim frajerem, księżniczko- odpowiedział oddalając się ode mnie.



________________________________________________________________________
Nie miałam weny, ale jakoś powróciła. :>
Chciałabym aby każdy, ale to KAŻDY kto przeczyta ten rozdział zostawił po sobie ślad. Może to być sama kropka, uśmiech, cokolwiek bylebym wiedziała ile osób rzeczywiście czyta to fanfiction.
Poważnie rozważam zakończenie tego opowiadania.
I jeszcze proszę aby każda osoba napisała tylko jeden komentarz.
ASK