sobota, 10 stycznia 2015

18. I want to know you more

Minął prawie tydzień odkąd nie widziałam Justina. Komunikowaliśmy się ze sobą głównie przez telefon, co z jednej strony mnie denerwowało, a z drugiej cieszyło, ponieważ zaraz po tym jak wytrzeźwiałam było mi głupio, że powiedziałam mu o moich uczuciach. Pewnie powiedział o tym wszystkim swoim znajomym i teraz śmieją się ze mnie. A może tego nie pamięta? W końcu był pijany, a później nie wspomniał o tym. Tak, tego będę się trzymać!
Spojrzałam leniwie na zegarek w telefonie, który wskazywał 8:45. Nie miałam nic zaplanowanego na dzisiaj, jednak nie mogłam dalej leżeć w łóżku, bo moje myśli niebezpiecznie krążyły wokół Justina. Podeszłam do szafy wyciągając z niej bieliznę, krótki biały crop top i jeans'owe shorty. Udałam się do łazienki biorąc krótki prysznic. 
Nie byłam głodna, więc po prysznicu od razu zasiadłam przed laptopa, ubierając okulary (mała wada wzroku) i sprawdzając wszystkie ulubione strony. Zauważyłam, że Austin dodał zdjęcie z jakąś dziewczyną. Niestety miała na sobie kapelusz i okulary przeciwsłoneczne przez, co nie mogłam jej rozpoznać. Uśmiechnęłam się sama do siebie widząc jak szczęśliwie wygląda Austin, długo namawiałam go na ten wyjazd, ale w końcu się udało. Niestety już jutro wraca, ale te cztery dni w Nowym Yorku z pewnością poprawiły mu humor. Wyłączyłam fejsa i szukałam jakiegoś odpowiedniego filmu, ale przerwał mi w tym dźwięk dzwonka. Podeszłam do drzwi zastając w nich Biebera. Miał na sobie snapback, biały t-shirt, czarne koszykarskie spodenki i białe supry. Moje obczajanie przerwał głos chłopaka.
-Skończyłaś?- przewrócił oczami i uśmiechnął się bezczelnie. Nie zdążyłam odpowiedzieć, bo ponownie zaczął mówić - To dobrze, bo nie mamy za dużo czasu
-Czasu? Czasu na co?- zapytałam nadal stojąc w miejscu
-Stwierdziłem, że spędzimy razem cały dzień w końcu pojutrze zaczynasz szkołę- powiedział nie przestając się uśmiechać.- przy okazji weź ze sobą strój do ćwiczeń- Wzruszyłam ramionami udając się do pokoju po rzeczy. Włożyłam na stopy białe conversy
-Gotowa- stwierdziłam chowając telefon do kieszeni. 

~~*~~
-Co tak właściwie robimy przed siłownią?- zapytałam patrząc na ogromy szyld na budynku.
-Hmm, co można robić na siłowni?- udawał zamyślonego - Ćwiczyć?- ah ten jego sarkazm.
-Uważasz, że jestem za gruba i dlatego zabierasz mnie na siłownię?- zapytałam ze złością. Nienawidzę tematu mojej wagi, czuję się wtedy źle.
-W ogóle tak nie uważam- powiedział spokojnie i popatrzył mi w oczy - Po prostu stwierdziłem, że chcę Ci pokazać jak spędzam czas, co mnie interesuje i nie wiem, chciałem żebyś mnie lepiej poznała. Jeżeli nie chcesz to nie musimy tam iść. 
-Nie! - krzyknęłam - To znaczy chcę Cię poznać, chodźmy już!- weszliśmy do środka, podchodząc do recepcji. Oczywiście recepcjonistka bardzo dobrze znała Justina i nie obeszło się bez flirtu, co mnie niesamowicie zdenerwowało. Chwila, co? Niee, wcale mnie to nie zdenerwowało. Przecież nie jesteśmy razem. Blondyn coś powiedział dziewczynie, a ta spojrzała na mnie z wyższością i dała kluczyk do szafki. Posłałam jej krzywe spojrzenie i ruszyłam przed siebie. Może i z nim flirtujesz, ale to ze mną chce spędzić cały dzień, suko.
-Za 5 min przed wejściem- skinęłam głową i skręciłam w kierunku swojej szatni.
Wyciągnęłam z torby i ubrałam na siebie sportowy stanik w fioletowym kolorze, szare sportowe spodenki, oraz szare roshe run. Stanęłam przed lustrem i moim oczom ukazały się wszystkie kompleksy. Mój brzuch wygląda jakbym była w szóstym miesiącu ciąży, mam zbyt szerokie biodra. Zrezygnowana, związałam włosy w wysokiego kucyka i wyszłam z szatni, zauważając Justina opartego o ścianę i rozmawiającego z jakimś chłopakiem. Był mniej więcej wzrostu Bieber'a, blondyn, włosy miał tak samo ułożone, jedyne co ich różniło to brak tatuaży na ciele nieznajomego, oraz kolczyk w wardze.
-Hej- zaczęłam nieśmiało, podchodząc do chłopaków
-Hej,um to jest- zaczął Justin, ale chłopak mu przerwał
-Jestem Luke, miło Cię poznać- uśmiechnęłam się i podałam mu rękę. - Nie wiem po co wybierasz się na siłownię skoro masz takie świetne ciało- moje policzki przybrały różowy kolor, ponieważ jego błękitne tęczówki gapiły się na moje odkryte ciało.
Chciałam coś odpowiedzieć, ale Justin przyciągnął mnie do siebie - musimy już iść, sorki Hemmings- uśmiechnęłam się delikatnie i pomachałam na pożegnanie,a  chłopak odwzajemnił gest.

-Co to miało znaczyć?!- krzyknęłam mierząc Justina wzrokiem
-Lepiej mi powiedz, co Ty masz na sobie?!- o nie, wkurzony Bieber nie zwiastuje niczego dobrego
-Hm, no nie wiem. Strój sportowy? Bo jesteśmy na siłowni?- widziałam jak się wkurzył, ale nie miałam zamiaru mu ustępować, bo przecież nic nie zrobiłam
-Cokolwiek- minął mnie i podszedł do sztang.
-Okeej- powiedziałam właściwie sama do siebie i udałam się na bieżnię. Jak na złość była ustawiona tak, że miałam świetny widok na blondyna. Przewróciłam oczami i zaczęłam biegnąć. Oczywiście mimo ogromnego skupienia nie potrafiłam nie spojrzeć na Jay'a. Wyglądał tak dobrze!
-Myślę, że na dzisiaj wystarczy- usłyszałam głos Justina i wyłączyłam urządzenie. -Ogarnij się i spotkamy się w recepcji- skinęłam głową i ruszyłam do szatni. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam w wcześniejsze ubrania. Postanowiłam zostawić włosy mokre, bo nie chciałam aby blondyn zbyt długo na mnie czekał.
-Jestem- powiedziałam odrywając wzrok Justina od tej sztucznej suki.
-Okay- uśmiechnął się mierząc mnie wzrokiem - trzymaj się, A - uniósł dwa palce w górę
-Do wieczora, Jus- na twarzy Justina pojawił się grymas, ale zignorowałam to bo bardziej ciekawiło mnie, co takiego wydarzy się wieczorem.

~~*~~
-Do wieczora,Jus- przedrzeźniałam blondyna podczas jazdy, a jego mięśnie lekko się napięły, co oznaczało, że się zdenerwował
-Nienawidzę jak ktoś mówi do mnie Jus
-Um, wybacz, nie wiedziałam- z nerwów zaczęłam bawić się palcami u rąk, ale poczułam jego dłoń a swojej
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz, ale możemy to nadrobić- uśmiechnął się, co trochę mnie uspokoiło, nie był zły. Skinęłam głową na znak, że się zgadzam.
Jechaliśmy jeszcze ok 15 min podczas których rozmawialiśmy o naszym ulubionym temacie, a mianowicie muzyce.
-Justin, co my tak właściwie tutaj robimy?-zapytałam patrząc na średniej wielkości, biały dom, zrobiony totalnie w stylu amerykańskim. Był ładny, ale moją uwagę przykuł piękny ogród przed nim, wypełniony różnego rodzaju kwiatami.
-Poznajemy się- posłał mi ten swój zadziorny uśmiech i wysiadł z samochodu. Siedziałam w środku jeszcze kilkanaście sekund mając nadzieję, że podejdzie otworzyć mi drzwi, jednak nic takiego nie miało miejsca. -Za dużo filmów, idiotko. - pomyślałam i dołączyłam do chłopaka.
Im bliżej wejścia byliśmy tym bardziej zdenerwowanie dawało mi się we znaki.
-Spokojnie, skarbie nie ma nikogo- musnął ustami mój policzek, a w moim brzuchu wybuchło milion pieprzonych motylków
Po tym jak blondyn uporał się z otworzeniem drzwi, weszliśmy do środka. Mieszkanie było zrobione na styl retro. Kuchnia oraz salon były połączone ze sobą. Pomieszczenie było koloru białego, lecz wszystkie dodatki były czarne, co czyniło to pomieszczenie eleganckim. Na ścianach było dużo ramek ze zdjęciami. Na jednym z nich był mały Justin, którego poznałam od razu, dziewczynka, która jak się domyśliłam była jego siostrą Jazmyn, dorosła kobieta oraz mężczyzna, których uznałam za rodziców Justina, był jeszcze mały chłopczyk, którego nie znałam. To jego brat? Nigdy nie wspominał o nim, dziwne...
-Głodna?- moje rozmyślania przerwał głos blondyna. Przyciągnął mnie do siebie i położył brodę na moim ramieniu wpatrując się zapewne w zdjęcie.
-To Twój brat?- zapytałam wskazując na małego chłopczyka
-Tak
-Nigdy o nim nie mówiłeś- odwróciłam się tak że stałam twarzą do niego
-Nie ma o czym.- odsunął się ode mnie i ruszył do kuchni. W mojej głowie pojawiło się milion pytań, którymi chciałam zasypać Justina jednak postanowiłam zaczekać aż sam mi o wszystkim powie.
Nie zastanawiając się długo poszłam w jego ślady i po chwili zajadaliśmy się pizzą z mikrofali.

Po zjedzeniu całej pizzy, udaliśmy się do pokoju Justina, który znajdował się na piętrze. Białe ściany prawie w całości pokryte były plakatami różnych zespołów. 
-Lubisz Bring Me The Horizon?- zapytałam patrząc na plakaty
-Miłość od pierwszego posłuchania- roześmiał się opadając na łóżko - Ale jak komuś o tym powiesz to się wyprę- dodał już całkiem poważnie, chociaż lekki uśmieszek go zdradzał
-Bez różnicy i tak nie znam Twoich znajomych, oprócz Chaza- podeszłam do łóżka i dzięki temu, że Justin zrobił mi miejsce znalazłam się obok niego. 
-No więc, co chcesz o mnie wiedzieć?- zapytał przewracając się na bok i podtrzymując się na łokciu. - Tylko nie mów, że wszystko, bo nie mamy aż tyle czasu
-Chciałabym wiedzieć więcej o Tobie i Twojej rodzinie- odpowiedziałam po chwili namysłu
-No więc... Nazywam się Justin, ale to już wiesz- uśmiechną się zadziornie, na co przewróciłam oczami - Kiedyś było nas tutaj pięcioro, ale teraz zostałem tylko ja, mama i Jazzy. 
-Przykro mi- wyszeptałam przytulając się do jego klatki piersiowej.
-Luz, Każdego z nas to czeka. "Śmierć jest jedynie rozdziałem"*- powiedział całkowicie poważnie
-Czy Ty właśnie zacytowałeś Olivera?- zapytałam z uśmiechem na ustach. Jego policzki przybrały różowy kolor. Czyżby nasz Bieberek się zawstydził?
-Lubię Cię o wiele bardziej jak siedzisz cicho- udawał obrażonego
-Mogę być cicho- powiedziałam siadając na brzuchu blondyna i całując jego szyję. Jego dłonie szybko odnalazły mój tyłek ściskając go na tyle mocno, że jęk wyszedł z moich ust
-Mm, akurat ten dźwięk nigdy mi się  nie znudzi - szepnął łącząc nasze usta w jedną całość. Nasze języki walczyły o dominację. Oderwałam się od Justina ściągając z niego koszulkę, która zaczęła mi przeszkadzać. Gdy wylądowała na podłodze, uniosłam ręce chłopaka za głowę i przytrzymałam nie przerywając pocałunku. Zaczęłam ocierać się coraz szybciej o krocze Justina.
-niee!- powiedziałam gdy chłopak próbował wydostać swoje ręce z mojego uścisku - Bądź grzeczny, bo będę musiała Cię związać- poczułam jak chłopak mi ulega, a jego oczy stają się ciemniejsze, więc zaczęłam całować jego szyję, zostawiając na niej ślady, przejechałam dłonią po jego brzuchu, dochodząc do jego idealnie wyrzeźbionej lini V. Zsunęłam się z jego bioder, ściągając z niego spodnie i bokserki. Pomógł mi w tym podnosząc swój tyłek do góry. Moim oczom ukazał się duży członek. Trochę się przestraszyłam, co nie uszło uwadze Justina.
-Nie musisz tego robić jeżeli...- wciągną głośno powietrze zagryzając wargę, gdy dotknęłam ustami czubek jego penisa. Nie byłam pewna czy robię to dobrze, ale zaryzykowałam wkładając go głębiej i ssąc jakby był lizakiem. -Kurwa, skarbie - złapał mnie za włosy, ale odepchnęłam je. Spojrzałam do góry nie przestając ssać jego penisa. -Ja.. dochodzę- jękną uderzając w tył mojego gardła kilka razy. Połknęłam całe nasienie wycierając usta wierzchem dłoni. Z pewnością nie będzie to mój ulubiony smak, ale obawiałam się że będzie gorszy.
-Byłaś wspaniała, księżniczko- przyciągnął mnie do siebie i pocałował w policzek. - Nie wiedziałem, że lubisz dominować
-Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz- uśmiechnęłam się cwaniacko, a chłopak odwzajemnił gest. -Um, mogłabym umyć zęby?- zapytałam po chwili
-Jasne, ale nie mam zapasowej szczoteczki, więc użyj mojej, niebieska!- wstałam i ruszyłam w kierunku łazienki. Dokładnie wyszczotkowałam zęby, załatwiłam swoje potrzeby fizjologiczne i wróciłam do pokoju, zastając Justina w tej samej pozycji, jednak tym razem był ubrany i słuchał czegoś na słuchawkach
-Czego słuchasz?- zapytałam siadając obok niego. W odpowiedzi otrzymałam jedną słuchawkę i po chwili moje uszy wypełniła ulubiona piosenka bmth "Can You Feel My Heart".
-"I'm scared to get close and I hate being alone. I long for that feeling to not feel at all"**- usłyszałam jak Justin nuci ten fragment i poczułam jego wzrok na sobie. Zbliżył się do mnie tak bardzo, że nie zmieściłaby się między nami nawet kartka i złączył nasze usta.
-Justin, Justin jesteś?- usłyszeliśmy głos kobiety i momentalnie oderwaliśmy się od siebie łapiąc oddech.
-Jestem, już schodzę- krzyknął podczas gdy ja stałam przed lustrem ogarniając swoje włosy.
-Naznaczyłaś mnie- podszedł bliżej mnie pokazując ślady, które zostawiłam na jego szyi. -To chyba znaczy, że należę do Ciebie, prawda?


___________________________________________________________________________
Jak Wam się podoba? To chyba najdłuższy rozdział jaki do tej pory napisałam i przyznam się szczerze, że nie jestem z niego zadowolona...

Bardzo dziękuję za tyle wyświetleń i za każdy komentarz, który zostawiliście na tym blogu! Niesamowicie było mi miło gdy czytałam te komentarze, właściwie tylko dzięki nim tak szybko zabrałam się za pisanie tego rozdziału. Mam nadzieję, że tak będzie dalej. <3

Nadal myślę nad pisaniem opowiadania o 5sos lub jakiejś innej znanej osobie, co Wy na to?
Dawajcie swoje propozycje :>

No i standardowo jeżeli macie jakieś pytania to zapraszam tu --> ASK

BMTH- zespół deathcore'owy
*fragment piosenki Suicide season
**fragment piosenki Can You Feel My Heart



niedziela, 28 grudnia 2014

17. I'm just a teenage dirtbag, babe!

WAŻNA NOTKA POD ROZDZIAŁEM!


Val POV

-Justin- zaczęłam niepewnie i zauważyłam jak chłopak odwraca swoją twarz i przygląda mi się uważnie.
-wróciłaś..To znaczy- podrapał się w tył głowy- dlaczego wróciłaś? Nie powinnaś być z Niall'em czy jak mu tam?- przewróciłam oczami na jego pytania, podeszłam do blondyna, chwytając jego dłoń i ciągnąc go za sobą. - Co Ty robisz?-zapytał nie przestając chować tych swoich idealnie prostych zębów.
-Zobaczysz- odpowiedziałam i ruszyłam po schodach nie puszczając jego dłoni.
Weszliśmy do salonu, więc chciałam puścić rękę Justina, obawiając się że Austin może nas zobaczyć, ale blondyn ścisną ją jeszcze mocniej, jakby bał się że mogę mu uciec. Nie powiem, cholernie mi się to podobało, a na mojej twarzy pojawił się ogromny uśmiech. Przecisnęliśmy się przez tłum pijanych nastolatków. którzy albo leżeli nieprzytomni, albo wymieniali swoje dna z innymi ludźmi. Chwyciłam butelkę moutain dew, ponieważ wiedziałam, że zechcę mi się pić.
Po około 15 minut chodzenia ulicami LA Justin zatrzymał się i przyciągnął do siebie na tyle blisko, że czułam jak czubki naszych butów się stykają -Możesz mi w końcu powiedzieć gdzie idziemy? Na prawdę nie lubię niespodzianek- ponownie przewróciłam oczami, a moje policzki przybrały różowy kolor przez bliskość Justina.
Przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej tak że moje usta prawie dotykały jego - już nie daleko- szepnęłam i ruszyłam przed siebie i mimo, że nie widziałam twarzy Justina to jestem pewna, że przewrócił swoimi oczami.

~~*~~
-Jesteśmy- wydyszałam, ponieważ od kilkunastu minut wspinaliśmy się do góry, a moja kondycja jest jakby to powiedzieć, hmm, tragiczna... Spoglądnęłam na Justina, bojąc się że wyśmieje mnie za to że szliśmy tak długo by zobaczyć widok na Los Angeles
-Kurwa- powiedział, a ja zamarłam -To jest, zajebiste- spojrzał na mnie uśmiechając się, a ja w końcu mogłam wypuścić zgromadzone w płucach powietrze. Odwzajemniłam uśmiech i usiadłam spoglądając przed siebie i podziwiając piękną panoramę miasta aniołów. 
-Nie odpowiedziałaś  na moje pytanie- popatrzyłam na Justina, wysyłając mu zdezorientowane spojrzenie. - Zapytałem dlaczego wróciłaś po mnie? i nie zostałaś z tym jak mu tam?- jego dłonie bawiły się sznurkami dresów, a wzrok skierował przed siebie, jakby... Jakby się bał? Nie to niemożliwe, przecież to pieprzony Justin Bieber
-Ja... Nie wiem, ja... ugh to skomplikowane - powiedziałam zdając sobie sprawę z tego, że moja odpowiedź z pewnością go nie zadowoli. Za to Ty możesz...
-Zagrajmy w coś- spojrzałam na niego, a jego oczy świeciły jak dziecku w sklepie z zabawkami
-W co?- zapytałam niepewnie, a on usiadł naprzeciwko mnie
-Hmm- udawał zamyślenie- "nigdy dotąd nie..."- uśmiechnął się 
-Nie znam tej gry- odpowiedziałam zupełnie szczerze, a jego oczy omal nie wyskoczyły z orbit
-serio?- zaczął się śmiać, ale natychmiast przestał widząc moje spojrzenie - Chodzi o to że jedna osoba mówi coś w stylu nigdy dotąd nie uprawiałem seksu z zakonnicą - zaśmiałam się - a osoba, która to robiła bierze łyk piwa lub wódki 
-Wszystko fajnie, ale skąd weźmiemy alkohol na tym odludziu, geniuszu?- uniosłam brew patrząc na niego, a ten wysyłając mi cwaniacki uśmiech wyciągnął butelkę wódki
-Czy Ty na prawdę wziąłeś wódkę ze sobą?- zapytałam otwierając szerzej usta
-Nie, krasnoludki mi ją podrzuciły- przewrócił teatralnie oczami - a tak po za tym to zamknij swoje usta, bo teraz nie mam czasu na to by Ciew nie pieprzyć- puścił mi oczko, a moja twarz zapłonęła słysząc te zboczone słowa.
-Gramy?- skinęłam głową, a Justin zaczął myśleć nad pytaniem. -Mam!- krzyknął o wiele za głośno. - Nigdy dotąd nie zabawiałem się z nauczycielem/nauczycielką- spojrzałam na niego zszokowana, a gdy wziął łyka moja twarz wyglądała jakbym zobaczyła ducha. -Twoja kolej, skarbie- powiedział, a w moim brzuchu wybuchło milion motylków, nazwał mnie skarbem, aww.
-Nigdy dotąd nie miałam świadectwa z paskiem- Justin popatrzył na mnie podając mi alkohol i pytając
-serio? Niszczysz każdą zabawę- zaśmiał się, a ja wzruszyłam ramionami i upiłam łyka bezbarwnej cieczy.
Po ok. godzinie była już prawie pusta butelka, a my całkiem wstawieni.
-Okej, zostało akurat na jedno pytanie, więc dawaj
-Nigdy dotąd nie byłem/byłam zakochany/a - te słowa wyszły z moich ust szybciej niż mogłam ich przetworzyć w moim pijanym już mózgu. Spojrzałam niepewnie na Justina, który niepewnie odsunął od siebie butelkę. Chwyciłam ją i upiłam ostatni łyk, a blondyn wypalał mi dziurę w twarzy.
Rzuciłam butelkę obok siebie i położyłam się na plecach, a chłopak poszedł w moje ślady.
-Upiłeś mnie- powiedziałam ze śmiechem i spojrzałam na niego
-Taki miałem zamiar, będziesz łatwiejsza- powiedział udając poważnego, ale szczerze powiedziawszy wyszło mu to chujowo. Nasze ramiona i dłonie stykały się ze sobą, co było tak cholernie dobre.
-Nie musisz mnie upijać, żeby mnie pieprzyć- powiedziałam zagryzając wargę, a jego mięśnie widocznie się napięły. Pochylił się nade mną i diametralnie zmniejszył odległość między nami. Zamknęłam oczy czekając aż złączy nasze usta razem, ale jedyne, co dostałam to całus w policzek. Co do kurwy?- pomyślałam i otworzyłam oczy widząc siedzącego i oglądającego widoki Biebera.
-Zagrajmy w dziesięć pytań- zaproponowałam, a blondyn skiną głowę na znak, że się zgadza.
-Dlaczego mnie nie pocałowałeś?- zapytałam z nagłą odwagą, która zapewne spowodowana jest alkoholem wypitym wcześniej
-Gra na dwa fronty mnie nie interesuje- spojrzałam na niego licząc, że wyjaśni mi o co chodzi, ale to nie nastąpiło. - Dlaczego zostawiłaś swojego chłopaka?- spojrzałam w jego oczy, które były jakieś dziwnie smutne
-Niall, tak naprawdę nie jest moim chłopakiem, udawaliśmy- powiedziałam czując się zażenowana. Zauważyłam, że na twarzy Justina pojawił się uśmiech
-Dlaczego wziąłeś ze sobą wódkę?- tak wiem, straciłam pytanie na takie coś, ale naprawdę mnie to interesowało.
-um, ja... Ja wiedziałem, że będziemy odbywali tą wiesz poważną rozmowę- zaśmiał się bez humoru- i tak jakby chciałem poradzić sobie ze złością, gdy już... No jak mi powiesz, że rzeczywiście spotykasz się z tym idiotą
- Przejąłbyś się?-zapytałam zdenerwowana, a blondyn wzruszył ramionami, co trochę nie było tym czego oczekiwałam.
Siedzieliśmy w ciszy, aż poczułam jak dłonie chłopaka chwytają mnie w tali i po chwili siedziałam między jego nogami. Blondyn oparł brodę o moje ramię i usłyszałam jego wspaniały głos
-W kim jesteś zakochana?- zapytał, a ja zamarłam nie wiedząc, czy mówić prawdę czy kłamać. Wzięłam głęboki oddech, a alkohol zgromadzony w moim organizmie dodał mi odwagi by wybrać pierwszą opcję.
-No więc, poznałam go jakoś miesiąc temu, jest zarozumiałym,pewnym siebie, aroganckim dupkiem, który uważa, że może mieć każdą, co jest całkowicie gówniane, jak dla mnie. - odwróciłam się do Justina siadając na nim okrakiem - Ale te jego zawsze dobrze ułożone włosy, duże czekoladowe oczy,które robią się prawie czarne, gdy jest podniecony, długie rzęsy, żyła na szyi która zawsze pokazuję się gdy jest wkurzony, tatuaże, które pokrywają jego ręce, te silne ramiona, w których może być bezpieczna każda dziewczyna. Właśnie te rzeczy sprawiają, że może mieć każdą dziewczynę- dotknęłam każdej wymienionej części ciała, a oczy Justina były skupione cały czas na moich. - A wiesz, co mi się w nim najbardziej podoba?- zapytałam szeptem, a blondyn przecząco pokiwał głową
-To- wskazałam na miejsce, w którym znajduję się serce.
Chciałam coś dodać, ale przerwał mi łączą nasze usta. Całował tak delikatnie, tak inaczej. Położył dłoń na mojej szyi przyciągając mnie jeszcze bliżej siebie tym samym pogłębiając nasz pocałunek.
Po chwili Justin opadł na plecy, podciągając mnie tak że siedziałam na jego brzuchu
-powinnam wstać, jestem za ciężka- zaczęłam się podnosić, ale jego ręce ściągnęły mnie z powrotem w dół.
-Jesteś leciutka- powiedział i ponownie połączył nasze usta.
Spędziliśmy jeszcze kilka minut na całowaniu, przytulaniu, ale Justin nie posunął się dalej.
-Powinniśmy już wracać- powiedział sprawdzając godzinę w swoim blackberry
-Niee mam siły- jęknęłam nie ruszając się z miejsca
-Wskakuj- popatrzyłam na Justina, który pochylił się dając mi znać, żebym wskoczyła na jego plecy, co też zrobiłam.
~~~*~~

-Jesteśmy na miejscu- usłyszałam głos Justina i zeskoczyłam z jego pleców. Cały alkohol wyparował ze mnie i poczułam się głupio mówiąc mu te wszystkie rzeczy.
-Dziękuję, za umm, za wszystko- powiedziałam przegryzając wargę, a oczy Justina pociemniały
-Nie rób tego, bo za każdym razem gdy ją przegryzasz to mam ochotę Cię pieprzyć do nieprzytomności, a jestem naprawdę zmęczony- zarumieniłam się na jego niegrzeczne słowa i odepchnęłam go lekko
-dobranoc- powiedziałam uśmiechając się a ten zrobił podkówkę
-A gdzie całus na dobranoc?- zapytał z minką szczeniaczka
-Jesteś popieprzony- powiedziałam przewracając oczami i całując go
-Jestem tylko nastoletnim frajerem, księżniczko- odpowiedział oddalając się ode mnie.



________________________________________________________________________
Nie miałam weny, ale jakoś powróciła. :>
Chciałabym aby każdy, ale to KAŻDY kto przeczyta ten rozdział zostawił po sobie ślad. Może to być sama kropka, uśmiech, cokolwiek bylebym wiedziała ile osób rzeczywiście czyta to fanfiction.
Poważnie rozważam zakończenie tego opowiadania.
I jeszcze proszę aby każda osoba napisała tylko jeden komentarz.
ASK




czwartek, 25 grudnia 2014

Ogłoszenia parafialne

Hej, hej!
Pewnie myśleliście, że to nowy rozdział- niestety nie. Patrzę w ekran od godziny i zdołałam napisać tylko kilka zdań, które i tak mi się nie podobają, a nie chcę Wam wstawiać czegoś, co jest beznadziejne. Ale spokojnie, rozdział pojawi się w najbliższym czasie. Może macie jakieś propozycje jak mogłoby się to wszystko potoczyć? 

Chcę Was również zapytać, czy któraś z Was lubi 5SOS? Bo mam taki plan by pisać jakieś opowiadanie o chłopcach właśnie z tego band'u. Co o tym myślicie?

I tak na koniec dziękuję Wam za ponad 25k wyświetleń <3

piątek, 5 grudnia 2014

16.Party time

-A może to?- wskazałam na bordową spódniczkę i czarny crop top, a oczy Austina przewróciły się już chyba po raz setny w ciągu godziny. Nigdy nie miałam problemów z wybraniem odpowiedniego zestawu jednak dzisiaj, gdy wiedziałam, że będą tutaj wszyscy znajomi Austina, że będzie tu Justin -Ugh, jakie to popieprzone.
-wyluzuj, Niall będzie Cię kochał nawet w worku po ziemniakach-  no tak, przyjaciel gej udający mojego chłopaka zdecydowanie tego mi trzeba! Uśmiechnęłam się niechętnie i po raz setny podeszłam do szafy wyciągając z niej ostatecznie czarne rurki z wysokim stanem i crop top. Zrobiłam make up i weszłam do salonu, w którym byli już pierwsi goście. Przedstawiłam się i wdałam się w rozmowę z Kendall, którą przerwał dzwonek do drzwi. Podeszłam do furtki i ujrzałam dobrze znaną mi blond czuprynę.
-Hej, już jestem- blondyn zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku
-Hej, Niall, rozgość się- powiedziałam odrywając się od niego. Podałam mu czerwony kubek wypełniony piwem i zaczęliśmy rozmawiać, a tak właściwie to ja zaczęłam tłumaczyć mu dlaczego Austin uważa go za mojego chłopaka. Po skończonej historii oczy Niall'a rozszerzyły się do rozmiarów piłeczek ping pongowych, co było całkiem zabawne, oczywiście tylko dla mnie.
-Czyli, że mam udawać Twojego chłopaka?- zapytał niedowierzając
-Tylko dzisiaj, później zmyślę coś żeby się odczepił- odpowiedziałam przewracając oczami
-A Justin?
-Spokojnie, on i tak ma to gdzieś- wymusiłam uśmiech i porwałam Niall'a do tańca by o tym nie myśleć.

Justin POV

Wysiadłem z samochodu i kierowałem się w stronę mieszkania Butlera.
-Hej, zaczekaj!- usłyszałem piskliwy głos i natychmiast odwróciłem się o 180 stopni mierząc wzrokiem dziewczynę, która wyglądała jak dziwka.... W sumie to nawet nią była.
-Cześć Vicky- powiedziałem z wymuszonym uśmiechem na ustach i ruszyłem przed siebie mając nadzieję, że się odczepi.
-Ej nie traktuj mnie tak!- ehh, mówią, że nadzieja matką głupich. Odwróciłem się ponownie, a na jej twarzy (nie licząc tony tapety) widniał chytry uśmieszek. Kurwa nie wierzę, że jeszcze nie dawno stawał mi na widok tej farbowanej laski.
-Niby jak Cię traktuję?- zapytałem zirytowany
-Jakbym nic dla Ciebie nie znaczyła, nie piszesz do mnie, nie dzwonisz
-Hmm- udałem, że się zastanawiam- może dlatego, że dostałem od Ciebie to czego chciałem
-Pieprz się idioto!
-Już to zrobiliśmy, słonko- buuum 1:0 dla mnie dziwko
Zadzwoniłem do drzwi i po chwili, która wydawała się być wiecznością w drzwiach stanęła Val. Uśmiechnęła się mierząc mnie wzrokiem, lecz jej uśmiech zniknął gdy zobaczyła, że obok mnie stoi Vicky.
-Hej, trochę się spóźn...
-Bawcie się dobrze- rzuciła przerywając mi i ruszyła w kierunku tańczących ludzi.
Okeeeej? To było dziwne, jeszcze wczoraj pieprzyła się ze mną w moim samochodzie, a dzisiaj traktuje mnie tak jakbyśmy się nie znali. Chcąc zapomnieć o tym jak najszybciej udałem się w poszukiwaniu znajomych i wódki!

~~*~~

Nie pamiętam ile wypiłem, wiem tylko, że było tego dużo jednak jak na złość nie mogłem się upić. -przeklęta "mocna głowa"-pomyślałem i wypiłem kolejnego shota. Spojrzałem na zegarek, była 1 w nocy połowa ludzi zdążyła już zaliczyć zgona, a druga połowa bawiła się w najlepsze. Kątem oka obserwowałem Val tańczącą z jakimś blondynem. Od początku imprezy nie odstępowała go na krok, co wkurwiało mnie niesamowicie.
-ej, Butler co to za typ?- wskazałem na chłopaka tańczącego z Val
-On?- zaśmiał się- to jej chłopak Niall- wiedziałem, kurwa kojarzyłem tą krzywą mordę. Moje pięści mimowolnie zacisnęły się mocno, a w głowie panował chaos. Jak do kurwy mogła mi to zrobić? Spotyka się z nim, a pieprzy ze mną? Musiałem coś z tym zrobić, poczułem cholerną chęć zemsty, więc nie zastanawiając się dłużej wszedłem na stół z kieliszkiem wódki w ręce
-Ej, wszyscy- krzyknąłem by każdy w tym domu wyraźnie mnie usłyszał. Nagle zrobiło się zupełnie cicho i wszyscy skupili swoją uwagę na mojej osobie - pijemy zdrowie za Val i jej nowego chłopaka Niall'a- wzrok brunetki wypalał mi dziurę w twarzy, ale nie zależało mi na tym. Wszyscy zgodnie podnieśli kieliszki i wypili zawartość. Już miałem schodzić, gdy ktoś głośno zaczął krzyczeć "gorzko, gorzko". Widziałem spanikowane spojrzenie Val i po sekundzie przepychając się przez tłum uciekła, a Niall zaraz za nią. Przez chwilę wszyscy byli zdziwieni,ale jakoś nikt nie przeją się tym za bardzo. Nikt oprócz mnie... Szczerze mówiąc dziwiło mnie jej zachowanie, a z drugiej cieszyłem się że jednak go nie pocałowała. Nie wiele myśląc ruszyłem na poszukiwanie tej dwójki, Sprawdziłem każdy pokój, lecz nie mogłem jej znaleźć i właśnie wtedy przypomniałem sobie, gdzie się poznaliśmy i stwierdziłem, że może się tam ukrywać. Wbiegłem na schody popychając ludzi, którzy blokowali mi drogę i po kilku chwilach znalazłem się na dachu. Stała tam przytulona do tego dupka, przez co moje dłonie mimowolnie zacisnęły się w pięści.
-Możemy porozmawiać?- zapytałem, a brunetka odskoczyła od chłopaka i właśnie wtedy zobaczyłem, że płakała.
-To nie jest najlepszy mome- brunetka położyła dłoń na ramieniu Niall'a
-Daj nam chwilkę- po tych słowach blondyn ruszył ku wyjściu przy okazji trącając mnie z bara.
Zostaliśmy sami i nagle cała moja pewność siebie ulotniła się. Bałem się odezwać już wystarczająco ją skrzywdziłem. Poczułem do niej coś takiego,podobno ludzie nazywają to miłoś... -ogarnij się Bieber!- skarciłem się w myślach za to.
-Za co Ty mnie tak nienawidzisz?- jej cichy, zapłakany głos wyrwał mnie z zamyślenia
-Nienawidzę?-zapytałem zaskoczony,myślałem, że mnie zwyzywa, uderzy, a ona? Ona po prostu stała tam z obojętnym wyrazem twarzy i pustym spojrzeniem. Podszedłem bliżej i ująłem jej twarz w dłonie - chciałbym Cię nienawidzić, próbuję Cię nienawidzić, kurwa byłoby o wiele łatwiej gdybym Cię nienawidził, wiesz czasami myślę, że Cię nienawidzę, a potem Cię spotykam i... - zamknąłem oczy nie będąc pewny czy wyrzucić to z siebie
-I?- zapytała dotykając mojego policzka
-I nie mogę... Nie wiem co Ty w sobie masz dziewczyno! Doprowadzasz mnie do pieprzonego szału, raz za mną tęsknisz, a innym razem uciekasz bez słowa. Przewracasz moje życie do góry nogami, a ja Ci na to pozwalam, co gorsze podoba mi się to, chcę tego... I jak już zrobiłem z siebie takiego gównianego mięczaka to powiem, że wyglądasz ślicznie jak zawsze. Ten dupek ma szczęście!
-Mogłeś być na miejscu tego dupka
-Moje serce nie zawsze podejmuje rozsądne decyzje- zaśmiałem się bez cienia humoru
-Nie można zmusić serca by wybierało rozsądnie, samo podejmuje decyzje- po jej słowach zapadła niezręczna cisza, którą w końcu przerwałem
-Idź do niego, pewnie się martwi- nie mogłem spojrzeć jej w oczy, nie po tym co przed chwilą jej wyznałem, więc gapiłem się w księżyc, który oświetlał to zepsute miasto.
-A Ty? Nie wracasz na imprezę?
-Zostanę tutaj chwilę, muszę ochłonąć
Wyszła... Zostawiła mnie... Do ostatniej chwili miałem nadzieję, że jednak zostanie, że powie że liczę się tylko ja. Nadzieja matką głupich, cóż chyba nigdy nie zmądrzeję.



______________________________________________
Z okazji tego, że dzisiaj są mikołajki życzę Wam mnóstwa fajnych prezentów!
Ode mnie taki prezencik w formie nowego rozdziału. Wiem, że jest krótki i jakiś niezbyt ciekawy
jednak mam nadzieję, że Wam się spodoba. Chcę tylko powiedzieć, że w rozdziale 17 będzie dalsza część imprezy, w której będzie kilka akcji.
Oczywiście dziękuję za tak świetne komentarze, naprawdę niesamowicie mi się je czytało. Bardzo mnie cieszy to że niektórzy z Was doceniają moją pracę i mam nadzieję, że Ci którzy jej jeszcze nie doceniają to w końcu ją docenią :D masłomaślane!
PYTANIA: ASK


środa, 26 listopada 2014

15.Brother protection

-chcesz się ze mną kochać?- jej słowa odbijały się w mojej głowie jak echo. Byłem tak zaskoczony jej pytaniem, że nie potrafiłem złożyć prostego zdania.
-Val, jesteś pija...- nie dokończyłem czując jej palec na swoich ustach. Bez wahania odpięła swój pas bezpieczeństwa i usiadła na mnie. Poczułem jak w moich żyłach krew zaczęła szybciej płynąć i z całej siły przyciągnąłem brunetkę do siebie i złączyłem nasze usta razem. Nie był to romantyczny pocałunek, wręcz przeciwnie- wypełniony był jedynie pożądaniem. schodziłem swoimi ustami coraz to niżej zostawiając nieliczne ślady na szyi dziewczyny. Jednym sprawnym ruchem ściągnąłem z niej koszulkę i stanik, a moim oczom ukazały się najpiękniejsze piersi jakiekolwiek widziałem. Nie zastanawiając się długo zacząłem się nimi bawić. Przybliżyłem swoje usta do jej piersi i lekko przegryzłem jej sutek na co głośny jęk wydostał się z ust brunetki. -Podoba Ci się, prawda?- uśmiechnąłem się widząc jak Val kiwa głową. Na chwilę oderwaliśmy się od siebie i w tym właśnie momencie mój t-shirt wylądował na siedzeniu obok. Po krótkiej chwili dołączyły do niego moje spodnie i jej spódnica. Siedziała na mnie w samych majtkach, które jeszcze niedawno wstydziła mi się pokazać na skype. złączyłem nasze usta ponownie, a rękami błądziłem po jej ciele. Zatrzymałem się na pośladkach i zdecydowanym ruchem uderzyłem ją w tyłek -Ostrzegałem, że je dostaniesz, a ja zawsze dotrzymuję słowa- złapałem zębami jej skórę na szyi i jeszcze kilka razy uderzyłem dłonią w jej pośladki. Poczułem jak dłonie brunetki dotykają mojego kutasa, ale szybko je stamtąd zabrałem. -Dzisiaj to ja dogadzam Tobie- pocałowałem ją w czoło i zamieniłem się z nią miejscami. Moja twarz była centralnie przed jej skarbem, powoli zsunąłem z niej majtki, a twarz zbliżyłem do jej łechtaczki. Językiem kreśliłem bliżej nieokreślone wzory, a głośne jęki brunetki zachęcały mnie do dalszych działań. -smakujesz tak cholernie dobrze- Powoli wsunąłem w nią palec i delikatnie nim poruszałem, po chwili dołączyłem do niego jeszcze jeden, a na twarzy Val zobaczyłem grymas, była ciasna jak cholera. Poruszałem nimi jeszcze przez chwilę, a następnie popatrzyłem na brunetkę -Na pewno tego chcesz?- zapytałem
-Tak- nie potrzebowałem już żadnych innych deklaracji, nałożyłem prezerwatywę i powoli przybliżałem się do niej, patrząc jej cały czas w oczy czy na pewno nie zmieni zdania.
-Zrób to- po tych słowach nie miałem już żadnych wątpliwości. Powoli wsunąłem się w nią aż poczułem opór. Pchnąłem mocniej, a z krzyk Val wypełnił cały samochód. -Wszytko dobrze?- zapytałem przestraszony
-Ta..Tak już dobrze- po jej słowach wszedłem w nią z impetem.
-Jesteś tak bardzo ciasna, kochanie- wychrypiałem tuż nad jej uchem. Każdy mój ruch doprowadzał ją do szaleństwa, co chwilę słyszałem jak krzyczy moje imię lub jak mówi, że jej dobrze. Jej ciało idealnie współgrało z moim.
-Justin ja zaraz...- Po chwili jej ciało wygięło się w łuk, co oznaczało, że właśnie przeżywała orgazm. Wykonałem jeszcze kilka ruchów i opadłem na siedzenie obok.
Przez jakiś czas siedzieliśmy wyrównując oddechy i analizując wydarzenia z przed kilkunastu minut.
Już miałem coś powiedzieć, ale przerwał mi dźwięk telefonu Val. Sprawnie przejechała palcem po ekranie i po sekundzie rozpoczęła rozmowę z jakąś osobą.
-To Austin, muszę już iść- kiwnąłem głową na znak, że zrozumiałem. -Dobranoc Justin
-Dobranoc- odpowiedziałem oszołomiony.
Odprowadziłem wzrokiem dziewczynę i z opadłem na siedzenie próbując ogarnąć całą sytuację. Byłem zszokowany, że po tym wszystkim tak bez problemu wysiadła z tego pieprzonego samochodu i poszła spać. Żadnego "może zostaniesz na noc?" żadnego "co teraz z nami będzie?" Przeważnie to ja muszę się pozbywać panienek po skończonym seksie i zazwyczaj to ja wykorzystuję te panienki, a dzisiaj? Kurwa dzisiaj było zupełnie inaczej, a co najgorsze podobało mi się to...

Val POV
Wyszłam z wanny wycierając moje obolałe ciało miękkim ręcznikiem. Nie mogę uwierzyć, że przespałam się z Justinem, że mój pierwszy raz przeżyłam w jego pieprzonym samochodzie i że tak bardzo mi się to podobało. Oczywiście nie powiem mu tego, Nie chcę być jak te wszystkie jego laski na jedną noc. Mam jeszcze jakieś resztki godności, dlatego też wyszłam z jego samochodu zanim sam mnie z niego wyrzucił.
-Gdzie byłaś?- usłyszałam Austina, który opierał się o futrynę.
-Na imprezie z Kate- odpowiedziałam kładąc się na łóżko
-Cały czas?- jezu jego ciekawość doprowadzała mnie do szału szczególnie teraz gdy głowa pękała mi od spożytego wcześniej alkoholu
-No tak-  oparłam przewracając oczami
-skończ pieprzyć- słysząc te słowa wbiłam wzrok w brata, który gdyby tylko mógł zabiłby mnie od razu- Kate szuka Cię od jakiś dwóch godzin, więc kurwa powiedz mi gdzie byłaś?- jego krzyk doprowadzał mnie i moją biedną głowę do szału. Czułam jak mój brzuch skręca się z nerwów
-um, ja... Ja byłam z Niall'em- odpowiedziałam patrząc prosto w oczy Austina
-Niall? Kto to?
-Pracowałam z nim.To mój przyjaciel
-przyjaciel,mhm, jasne- zaśmiał się - robię jutro małe przyjęcie, więc zaproś tego swojego przyjaciela- narysował cudzysłów palcami- zobaczymy czy jest wart mojej siostry, a teraz śpij!
Po wyjściu Austina opadłam na łóżko i bezmyślnie gapiąc się w sufit próbowałam ocenić jak bardzo beznadziejna jestem. Upicie się, utrata dziewictwa, kłamstwo i chłopak gej... Boże, żebym załapała się chociaż do czyśćca za te grzechy.

~~*~~
Obudziłam się słysząc głośny huk w kuchni. Zeskoczyłam z łóżka i powoli wyszłam z pokoju. -taa, ból jest wystarczającą pokutą za wczorajszy wieczór.
-Oo, wstałaś, ubieraj się pojedziesz ze mną na zakupy- przewróciłam tylko oczami, bo wiedziałam, że i tak nic mi nie da upieranie się że chce zostać w domu.
Otworzyłam szafę i wyciągnęłam z niej białe rurki i miętowy sweterek. Związałam włosy w kucyk i nałożyłam mascarę na rzęsy. 
-gotowa?- przytaknęłam i zakładając trampki wyszłam z mieszkania.
Całą drogę do supermarketu spędziłam na rozmowie z mamą, tłumacząc jej że razem z Austinem odwiedzimy ją najszybciej jak się da oraz na zapewnianiu jej że wszystko u nas w porządku, dajemy sobie świetnie radę i że kochamy ją bardzo mocno. -No cóż, chociaż ostatnie słowa były prawdą-pomyślałam i spojrzałam przez okno kończąc rozmowę.

Chodziłam po sklepie szukając wszystkich rzeczy z listy, którą stworzył Austin, bo ten oczywiście zajęty był rozmawianiem przez telefon i wybieraniem alkoholu. Po ok. godzinie zapakowaliśmy wszystkie torby z zakupami do bagażnika i już mieliśmy wsiadać, ale zatrzymał nas czyjś głos
-Hej, Val!- zobaczyłam blond czuprynę, która nie ubłagalnie zbliżała się w naszą stronę
-Kto to?- usłyszałam pytanie Austina
-umm, Austin to jest Niall- pokazałam na blondyna - Niall, poznaj mojego brata- uśmiechnęłam się zdenerwowana
-aaa, więc to jest ten słynny Niall, który spędza noce z moją siostrą- Austin zbił piątkę z blondynem, który był całkowicie zdezorientowany - To jak? Będziesz dzisiaj?
-Yyy, gdzie mam być?- jego wzrok wędrował ode mnie do Austina i tak w kółko
-Urządzam przyjęcie, Val Ci nie mówiła?- wzrok Niall'a zatrzymał się na mnie a ja gestykulując dałam mu do zrozumienia, że ma mi ratować tyłek, co chyba podziałało.
-Aaa no tak. Wybacz zapomniałem- odpowiedział uśmiechając się lekko
-To widzimy się dzisiaj o 20- po tych słowach Austin wsiadł do samochodu, a ja machając i patrząc przepraszającym wzrokiem zrobiłam to samo.
Jechaliśmy w komfortowej ciszy, którą przerwał dźwięk mojego telefonu
-Już się stęsknił?- śmiech Austina wypełnił cały samochód, a ja pokazując mu środkowy palec kliknęłam na ikonkę

Od:Niall
Będziesz się z tego nieźle tłumaczyć...

Uśmiechnęłam się do telefonu. Wiedziałam, że Niall nie będzie się długo gniewał. Postanowiłam, że zadzwonię do niego jak będę sama i wyjaśnię mu wszystko. Zblokowałam telefon i spojrzałam przez okno, podziwiając moje piękne Los Angeles.
-um, tak właściwie to kogo zaprosiłeś na dzisiaj?- zapytałam przerywając ciszę
-Kendall, wiesz ta którą zastałaś pierwszego dnia- uśmiechnęłam się przypominając sobie ten dzień -Chaz'a, Chrisa, Rayan'a, Kylie, ogólnie dużo ludzi będzie, ale nie martw się połowy z nich nawet ja nie znam- zaśmiał się po czym pstryknął palcami jakby sobie coś przypomniał. - Jeszcze Justin, powinnaś go kojarzyć. Przed chwilą napisał, że przyjedzie. Szczerze to cieszę się że masz chłopaka przynajmniej wiem, że ten dupek Bieber nie będzie się do Ciebie dobierał. Uwierz mi ten gość przynosi ze sobą tylko problemy.
-Gdybyś tylko wiedział, braciszku, gdybyś tylko wiedział... -pomyślałam i odwróciłam głowę w drugą stronę by nie patrzeć na Austina. Przede mną długa noc i mam nadzieję, że wszyscy wyjdą z niej żywi...

___________________________________________________________
Zaskoczeni? Mam nadzieję, że tak! 
Pewnie większość z Was będzie miała mi za złe, że "pierwszy raz" Val nie był romantyczny, ale stwierdziłam, że to moje opowiadanie, a przecież nie zawsze musi być idealnie. :D

Dostałam pytanie o to czy mogłabym dodawać rozdziały częściej. Myślałam o tym i stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie jak to WY będziecie decydować o tym kiedy nowy rozdział się pojawi. No więc 25 komentarzy (rozbudowane) i będzie nowy rozdział. Wydaje mi się, że jest to dobry układ!

Jeszcze chciałabym Wam bardzo, ale to bardzo podziękować za ponad 20k wyświetleń i za każdy komentarz jaki zostawiliście czytając moje opowiadanie. Jestem z Was dumna! <3

PS. asierozpisałam. Jeżeli macie jakieś pytania, dotyczące rozdziału, opowiadania, czy czegokolwiek to bardzo proszę zadawajcie mi je tutaj -->  ASK a nie pod rozdziałem :>



piątek, 14 listopada 2014

14. Do you wanna have sex with me?

3 Tygodnie później

Minęły trzy tygodnie odkąd ostatni raz zobaczyłam Justina, oczywiście "widywaliśmy" się na skype, ale po pierwsze to nie to samo, co widok drugiej osoby na żywo, a po drugie nasze rozmowy nie trwały dłużej niż kilka minut. Nie potrafiliśmy się zgrać w czasie, bo albo on albo ja byliśmy zajęci.
Nie dostałam od niego wiadomości od kilku dni. Nie wiem co robi, czy wszystko u niego w porządku i ta niewiedza doprowadza mnie do szału! Justin doprowadza mnie do szału, raz jest wspaniały, miły, a później ma mnie gdzieś i nawet nie wysili się by wysłać wiadomość, że żyje. Pieprzony bipolarny dupek! - zakręciłam wodę, która od kilku dobrych minut spływała po moim ciele. Owinęłam się ręcznikiem i wyszłam z łazienki. Odruchowo sprawdziłam telefon, ale oprócz kilku nowych postów na tumbrlu nie było nic. Wkurzona ruszyłam do kuchni w celu zjedzenia czegoś, co poprawi mi humor.
-woaah, siostra! W tym stroju naprawdę utrudniasz mi bycie Twoim bratem!- no tak, zapomniałam, że Austin wyszedł ze szpitala. Przyzwyczaiłam się już do bycia samej w mieszkaniu.
-um, wybacz- pobiegłam do swojego pokoju, wybierając z szafy szare dresy i za dużą koszulkę, czyli swój ulubiony strój "po domu". 
-Robię naleśniki! Chcesz?- usłyszałam głos Austina, który zwinnie przewracał naleśnika na drugą stronę
-Jeszcze pytasz? Umieram z głodu!
Po chwili dostałam swoją porcję i obydwoje z Austinem zajadaliśmy się pysznościami, które przygotował.
-Stało się coś?- uniosłam swoją głowę, patrząc na brata
-Co się miało stać?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie
-Nie wiem, jesteś jakaś zła, zdenerwowana. Jeżeli coś się stało to mów!
-Nic sie nie stało... Po prostu, po prostu mam zły dzień, ale jakby coś się stało to wiem gdzie się zgłosić- uśmiechnęłam się do Austina, a ten odwzajemnił gest.
Chwilę jeszcze porozmawialiśmy na różne tematy, a później rozeszliśmy się do swoich pokoi.
Leżałam oglądając po raz tysięczny "Śniadanie u Tiffaniego" gdy za wibrował mój telefon. Szybko podniosłam się z łóżka, chwytając telefon i z mocno bijącym sercem kliknęłam w wiadomość.

Od: Kate
Niedaleko otwierają nowy klub!

Moje rozczarowanie było ogromne, gdy zamiast Justina wyświetliła się wiadomość od Kate.

Do Kate:
Świetnie, a powinno mnie to obchodzić, ponieważ?

Od: Kate
Czas zawojować LA, skarbie!
O 7 p.m będę u Ciebie xo

Rzuciłam telefon na drugi koniec łóżka i wróciłam do oglądania filmu. Nie zamierzałam wychodzić dzisiaj z domu, ale kłócenie się o to z Kate przez telefon było bez sensu, więc postanowiłam postawić ją przed faktem dokonanym. 

~~*~~
Głośne pukanie do drzwi wyrwało mnie ze snu. Odwróciłam się na drugi bok licząc na to że Austin ruszy dupę i otworzy drzwi, lecz nic takiego się nie stało, więc wygramoliłam się z łóżka i podeszłam do furtki.
-Gotow... Miałaś być gotowa!- usłyszałam krzyk Kate, która mierzyła mnie wzrokiem z góry na dół
-Zasnęłam, okay? A poza tym nie mam nastroju na zabawę- odpowiedziałam zgodnie z prawdą
-Umarł Ci ktoś? Jesteś umierająca?- posłałam jej zdezorientowane spojrzenie - No więc ruszaj tą swoją chudą dupę i idziemy na świetną imprezę!
-Nie idę!
-idziesz
-nie
-tak
-nie
-tak
-nie
-serio chcesz w to grać?
-jeżeli dzięki temu zostanę w domu, to tak!
-Nie wierzę, że przez jakiegoś dupka będziesz siedzieć w domu i zamulać oglądając "śniadanie u Tiffaniego" podczas gdy on zapewne bawi się w najlepsze i nie pamięta o Twoim istnieniu- auć, te słowa zabolały, jednak wiedziałam, że Kate miała rację. Przez ostatnie dni chodzę zła na cały świat tylko przez to że dupek Bieber ma mnie gdzieś. 
-ugh, niech Ci będzie, ale daj mi chwilę muszę się ogarnąć!- Podeszłam do szafy wyciągając z niej odpowiedni zestaw, który składał się z czarnej spódnicy z wysokim stanem idealnie opinającej moje pośladki, do tego biały crop top, złote dodatki, kopertówkę i czarne platformy. Włosy rozpuściłam, a na twarz nałożyłam podkład i mascarę. 
-hohoo, muszę przyznać, że wyglądasz lepiej niż ja- usłyszałam głos Kate, która trzymała w dłoniach dwa kieliszki i czerwone wino. - Czas na imprezę, skarbie- krzyknęła nalewając czerwonej cieczy do kieliszków. 

~~*~~
-Wypicie całej butelki wina nie było najlepszym pomysłem- krzyknęłam do Kate wchodząc do klubu, który był naprawdę odjechany. Milion kolorowych reflektorów oświetlało pomieszczenie. Niektórzy ludzie tańczyli, inni grali na automatach w pomieszczeniu obok, a jeszcze inni zatapiali smutki przy barze. 
-Poproszę 2 razy Pina colada- krzyknęłam próbując zwrócić uwagę kelnera, co w końcu mi się udało. Po godzinie przebywania w tym klubie i wypiciu butelki wina i  kilku drinków w mojej głowie wirowało, ale humor dopisywał mi jak nigdy, więc razem z Kate udałyśmy się na parkiet. Było dużo ludzi, więc co chwilę na kogoś wpadałam lub o kogoś się ocierałam, ale to nie miało najmniejszego znaczenia, chciałam tańczyć i dobrze się bawić!

Justin POV

-Kurwa!- syknąłem uderzając po raz ostatni w drzwi. Była 9 p.m Val powinna być w domu, chciałem zrobić jej niespodziankę, zaskoczyć ją moim przyjazdem. Wiem, że nie odzywałem się ostatnio, ale miałem zbyt dużo spraw na głowie.- wkurzony wsiadłem do samochodu i po raz kolejny próbowałem dodzwonić się do brunetki, ale bez odzewu. Siedziałem przeglądając listę kontaktów w telefonie, może ktoś wie gdzie ona jest. Austin? No taa jasne, zadzwonię i zapytam "Hej, gdzie Twoja siostra, bo wiesz w sumie to nie jesteśmy razem, ale mamy za sobą kilka ostrych sytuacji" przewróciłem oczami na samą myśl o tym i szukałem dalej, aż dotarłem do "K" - Kate! - kliknąłem na zieloną słuchawkę i po dłuższej chwili usłyszałem niewyraźny głos blondynki
-Hej, tu Justin jest z tobą Val?- zapytałem 
-Jesteśmy w klubie, ale Ty nie jesteś mile widziany
-W jakim jesteście klubie?
-Weź kartkę i zapisz sobie dokładnie adres- wyciągnąłem ze schowka długopis i kartkę 
-Mam- odpowiedziałem
-To teraz pisz - przetrzymałem ramieniem telefon - TO NIE TWOJA PIERDOLONA SPRAWA- usłyszałem jej śmiech i dźwięk przerwanego połączenia
-Dziwka- syknąłem 
Do: Chaz
Namierz mi ten numer 693465001
Tylko kurwa szybko.

Od: Chaz
Nightclub Level 3 
LA, 90028

Rzuciłem telefon na siedzenie obok i ruszyłem pod wskazany adres. Było tam w chuj ludzi, którzy ledwo kontaktowali. Oczywiście nie obeszło się bez spotkania z ziomkami i wypiciu kilku szybkich shotów. Próbowałem jakimś cudem wyłapać w tłumie Val, jednak było to jak proszenie o deszcz stojąc na pustyni. Zrezygnowany oparłem się o barierkę wypijając do końca wcześniej kupione piwo. Rozglądnąłem się jeszcze raz po parkiecie i dostrzegłem brunetkę.Jej strój zajebiście podkreślił jej figurę, działała na męską wyobraźnię niesamowicie. Zszedłem na dół i przepychając się przez tłum, nie było to łatwe, ale w końcu się udało. Położyłem swoje dłonie na jej tali i mocno przycisnąłem ją do siebie. -Kurwa jak ona zajebiście pachnie- pomyślałem przyciskając swoje usta do jej szyi. 
-Tęskniłem- powiedziałem tuż przy jej uchu, ale ona nawet nie spojrzała na mnie. Wyswobodziła się z mojego uścisku i ruszyła przed siebie. Nie wiedziałem o co jej chodzi, była zła? czy coś? Nie zastanawiając się dłużej ruszyłem za nią, aż w końcu zatrzymaliśmy się przed wejściem do innego pomieszczenia. 
-Co Ty wyprawiasz?-krzyknąłem próbując nawiązać z nią jakikolwiek kontakt, lecz na marne.
Weszła do pomieszczenia, a ja poszedłem w jej ślady. Pokój był ciemny i duży, była tam mała scena do której przymocowana była rura do striptizu. Na środku była sofa. Byłem coraz bardziej zdezorientowany, ale nadal podążałem za brunetką. Oprócz nas było kilka osób płci męskiej. W pomieszczeniu rozbrzmiała piosenka "wicked games". 
-Co zamierzasz zrobić?- zapytałem gdy wchodziła na scenę
-Dobrze się bawić, Panie Bieber-  jej głos był taki seksowny, że poddałem się bez walki. Usiadłem na sofie i czekałem na to co za chwilę nastąpi.
Brunetka odwróciła się tyłem i złapała swoimi dłońmi rurę do tańca. Kilka razy zakręciła się wokół niej seksownie poruszając swoim ciałem i wypinając swoje zajebiste pośladki. W mojej głowie zaszumiało jakbym wypił butelkę tequili, a mój kutas budził się do życia. Seksownie zjechała w dół jedną ręką trzymając kawałek metalu i rozchylając swoje uda. Widziałem, że każdy w tym pokoju z pożądaniem patrzył na nią, ale byłem pewien, że robi to tylko dla mnie. Podniosła się do góry i szczelnie oplotła  rurę swoimi nogami. Zachowywała się tak jakby robiła to codziennie. Cała moja krew z mózgu odeszła w inne miejsce, marzyłem tylko o tym by wziąć ją tu i teraz nie zwracając uwagi na inne osoby w pomieszczeniu. 
Piosenka dobiegała końca, więc brunetka zeszła ze sceny siadając na moich kolanach. 
-zabierz mnie do domu- usłyszałem jej cichy i niewyraźny głos. Nie odpowiedziałem nic tylko wziąłem ją na ręce i wyniosłem z klubu.
-Justin?- postawiłem ją na nogi i spojrzałem na nią 
-co?-zapytałem przybliżając swoją twarz 
-niedobrze mi- powiedziała i cała zawartość zgromadzona w jej żołądku wylądowała na chodniku. Jak na gentelman'a przystało trzymałem jej włosy. Na szczęście nie trwało to długo, więc po chwili siedzieliśmy w samochodzie.
-Jesteśmy na miejscu- powiedziałem gasząc silnik i odpinając pas bezpieczeństwa. - To co dzisiaj się stało to..- nie zdążyłem dokończyć
-Chcesz się ze mną kochać?

______________________________________________
Tak ładnie komentujecie, że musiałam dodać!<3
Jak wrażenia po rozdziale? Spodziewaliście się takiej niegrzecznej Val?
Dziękuję Wam bardzo za ponad 18 tysięcy!
 *Pina colada- drink
*wicked games- the weeknd POLECAM!
*Śniadanie u Tiffaniego -POLECAM! 

środa, 5 listopada 2014

13. shopping&skype

Obudził mnie jak zwykle budzik w telefonie, -Nienawidzę poniedziałków- mruknęłam wyłączając denerwujący dźwięk i przykrywając głowę poduszką. W tej chwili nienawidziłam siebie za podjęcie pracy w wakacje, jednak wiedziałam, że dzięki temu mogę zarobić pieniądze i się usamodzielnić. Praca w starbucks nie była zła, nie licząc okropnego szefa, którego unikałam jak ognia. Na samą myśl o nim moje ciało przeszedł nie przyjemy dreszcz.
Po kilkunastu minutach wydostałam się łóżka, które niemal krzyczało "zostań ze mną, zostań". Odsunęłam roletę i stwierdziłam, że nawet pogoda nie jest po mojej stronie. Ciemne chmury zasłoniły piękne słońce, a ludzie na ulicy uciekali w popłochu przed deszczem. -Co za koszmarny dzień- pomyślałam wyciągając z szafy czarną koszulę w białe czaszki i ciemne jeansy. Byłam niewyspana i zmęczona, więc z lenistwa jedyne, co zrobiłam to przejechałam mascarą moje rzęsy i rozczesałam włosy, aby nie straszyć klientów. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał 7:04 -Świetnie mam dokładnie sześć minut na dotarcie do autobusu, inaczej spóźnię się do pracy, a mój szef? Jezu wolę nie wiedzieć, co on by mi za to zrobił... Wrzuciłam najpotrzebniejsze rzeczy do torby, włożyłam na nogi czarne botki i z prędkością światła ruszyłam na przystanek.
Muszę zrobić prawo jazdy- Tak, to była moja pierwsza myśl gdy wsiadłam do autobusu. Nienawidzę tłoku, nienawidzę gdy ktoś obcy się o mnie ociera, lub stoi nade mną to jest strasznie wkurzające! Na szczęście po pierwszym przystanku zwolniło się kilka miejsc, więc mogłam sobie spokojnie usiąść. Wyciągnęłam z torby telefon oraz słuchawki w celu posłuchania muzyki, ale mój wzrok przyciągnęła mała koperta z napisem "masz wiadomość". Kliknęłam zaciekawiona kto mógł napisać.

Od: Justin
Jesteśmy na miejscu

Maybe you could be the light
That opens up my eyes
Make all my wrongs right
Change me, change me

Don’t fight fire with fire
If I’m screaming, talk quiter
Understanding and patience
Feel the pain that I’m facing
Be like Serenity
Help me position my mind
Take a chance
Make a difference in my life

Analizowałam słowa Justina w swojej głowie przez dłuższy czas. Ten fragment teksu był piękny i przez chwilę wydawało mi się że tak jakby przez wysłanie tego fragmentu do mnie prosi mnie o to żebym go zmieniła, żebym dała mu szansę by mógł wszystko naprawić, być lepszym człowiekiem... -Zejdź na ziemię Val, pewnie spodobała mu się jakaś piosenka i chciał się nią podzielić  i tyle. Nie szukaj drugiego dna, naiwniaczko!- skarciłam się w myślach. 
Do: Justin
Ten tekst jest niesamowity!!!
Mam nadzieję, że to jakaś nowa piosenka
Ed'a , bo jego głos pasowałby do niej idealnie,

Tak, tak jestem ogromną fanką Ed'a, a raczej jego głosu i tekstów piosenek chociaż to w sumie na jedno wychodzi.

Od: Justin
Niestety muszę Cię rozczarować.
To nie jest piosenka Ed'a. Ale próbuj dalej
może kiedyś uda Ci się zgadnąć. Xo

Ugh, pieprzony Bieber- wysiadłam z autobusu i udałam się do lokalu, w którym spędzę kilka następnych godzin.

Na parkingu dostrzegłam blondyna, który właśnie wysiadał ze swojego samochodu. -Hej, Niall- uśmiechnęłam się podeszłam do chłopaka.
-Hej, Val- objął mnie swoimi szerokimi ramionami i lekko pocałował w policzek. -Jak weekend?- zapytał odsuwając się ode mnie.
-Gdybym zaczęła Ci wszystko opowiadać to spóźnilibyśmy się do pracy- odpowiedziałam i ruszyłam w kierunku drzwi wejściowych.
Ruch był naprawdę duży, ledwo nadążałam z wszystkimi zamówieniami, ale na szczęście miałam przy sobie Niall'a który radził sobie świetnie i często mi pomagał. 
-Jakie plany na dzisiaj?
-Um, jeszcze nie wiem, ale muszę spotkać się z Kate, bo dawno jej nie widziałam- tęskniłam za nią jak cholera, ale nie miałam ostatnio w ogóle czasu żeby się z nią spotkać, dlatego postanowiłam do niej napisać.

Do: Kate
Ty, ja, moje mieszkanie, film, jedzenie.
Dzisiaj wieczorem, co Ty na to?

Od: Kate
Mam lepszy pomysł
Jedziemy na shopping!
Przyjadę po Ciebie zaraz po pracy!

Ugh, nienawidziłam zakupów, ale po krótkim namyśle stwierdziłam, że kilka nowych ubrań nie zaszkodzi, więc odpisałam, że będę gotowa i zabrałam się z powrotem do pracy.

~~*~~

-Hej, laska- usłyszałam głos blondynki i już po chwili poczułam jej ręce wokół moich ramion.- Gotowa na shopping?-ekscytacja w jej głosie była tak ogromna, że nie mogłam powstrzymać się od chichotu. Kiwnęłam głową i już po chwili jechałyśmy do galerii.
-Nooo, więc co tam u Ciebie? Co z Justinem?- zapytała nie odrywając wzroku od drogi
-Um, Justin...Justin wyjechał- odpowiedziałam zgodnie z prawdą i wbiłam swój wzrok w dłonie
-Co? Jak to?- spojrzała na mnie poważnym wzrokiem, który nie występuje na jej twarzy zbyt często. Opowiedziałam jej wszystko, co wydarzyło się przez ten weekend -Wow, ten gość jest mega popieprzony!-krzyknęła parkując samochód tuż przed wejściem do galerii.
-Nie pomagasz mi- powiedziałam wysiadając z samochodu
-Ja może nie, ale zakupy pomogą Ci na pewno!- złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
Galeria była ogromna, a ludzi w niej jeszcze więcej. Nie czułam się tam swobodnie, ale mojej przyjaciółce to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie! Zakupy, moda, ubrania to był jej świat, Odwiedziłyśmy setki sklepów zaczynając od "Forever21" kończąc na "Dash" w którym straciłyśmy mnóstwo pieniędzy.
-ugh, padam ze zmęczenia- jęknęłam zapinając pas bezpieczeństwa
-Pff, mogłabym tam spędzić resztę życia- roześmiałam się słysząc słowa Kate.
-Więc może zamiast na medycynę idź na coś związanego z modą
-Rodzice by mnie wydziedziczyli, a wtedy nie miałabym kasy na te wszystkie piękności- to prawda,rodzice Kate byli strasznie surowi i dużo wymagali od niej. -Ale spokojnie, jakoś damy radę w końcu to Los Angeles! - roześmiałam się słysząc ten ciągle towarzyszący jej entuzjazm. Resztę drogi spędziłyśmy na słuchaniu muzyki.

Weszłam do mieszkania, rzuciłam wszystkie torby z zakupami na podłogę i ruszyłam do lodówki, bo mój brzuch dawał o sobie znać. Naprawdę dziękuję Bogu za to że mimo iż jem naprawdę dużo to moja figura nie jest zła. Oczywiście daleko mi do figury Mirandy Kerr czy innego aniołka Victoria's Secret, ale nie narzekam. Wzięłam z lodówki mleko, a z szafki płatki i zrobiłam najprostsze i najszybsze jedzenie na świecie. Usiadłam przy stole i zaczęłam jeść, ale moją "ucztę" przerwał dźwięk sms'a.

Od; Justin
Wejdź na skype.

Idealny moment Bieber- dokończyłam jedzenie i udałam się do pokoju. Włączyłam laptopa i po kilku minutach usłyszałam dźwięk sygnalizujący, że ktoś chce się ze mną połączyć. Kliknęłam na zieloną słuchawkę i po chwili usłyszałam głos chłopaka. Opowiedziałam mu cały mój dzień oczywiście wspominając o cholernie męczących zakupach.
-Pochwal się co kupiłaś!- niechętnie zeskoczyłam z łóżka i przyniosłam wszystkie torby z zakupami. Pokazałam mu kilka koszulek i innych takich.
-Chyba zapomniałaś o tej torbie z tyłu, tej różowej- nosz kurde, czy on musi wszystko widzieć?
-yy, wiesz to nic ważnego- zaczęłam się jąkać
-Torba z Victoria's Secret i Ty mówisz, że to nic ważnego?-jego śmiech powoli doprowadzał mnie do szału
-Z tego, co wiem to jest to damski sklep, więc skąd wiesz, że jest to Victoria's secret?
-Mam siostrę!- no, tak. Gratuluje Val, Ty bystrzaku - To co? Pokażesz mi co jest w środku?
-ugh, jesteś nieznośny!- przewróciłam teatralnie oczami i wyciągnęłam komplet bielizny. Oczy Bieber'a rozszerzyły się jakby zobaczył ducha.
-Ile ja bym dał żeby Cię w tym zobaczyć- zamykając oczy, zagryzł wargę i byłam prawie pewna, że próbował sobie wyobrazić mnie w tej pieprzonej bieliźnie. Moje policzki przybrały kolor wiśni i dziękowałam Bogu, że Justin tego nie zauważy.
-Wróć do żywych, Bieber!- krzyknęłam wyciągając chłopaka z transu
-Wybacz, ale to silniejsze ode mnie- uśmiechnął się - Musisz do mnie przyjechać, najlepiej teraz
-No jaaasne i najlepiej w tej bieliźnie- zakpiłam
-Może być bez, zaoszczędzimy czas na inne przyjemności- sugestywnie poruszył brwiami, a ja po raz kolejny przewróciłam oczami.
-Mam pytanie- zaczęłam poważnie - Jak się żyje bez mózgu?
-Niestety nie potrafię odpowiedzieć, bo go mam
-Serio? W takim razie zrób przysługę dla społeczeństwa i zacznij go używać!
-ugh, gdybym tam był to dostałabyś!
-hm, co bym dostała Panie Bieber?
-Klapsa, w tyłek. Może nawet kilka klapsów- odpowiedział poważnie
-Ty zachęcasz czy grozisz?- zapytałam podnosząc brew i delikatnie się uśmiechając
-Jesteś nienormalna!- skwitował wybuchając śmiechem, a ja poszłam w jego ślady. -Muszę kończyć, bo idziemy z Jazzy do kina - zrobił smutną minkę, co było takie słodkie, że chciałam go przytulić. - Przygotuj się na te klapsy Butler, bo jak wrócę to z pewnością je dostaniesz!
-Tak sobie mów, Bieber!- po tych słowach zamknęłam laptopa, przebrałam się w piżamy i zasnęłam.


________________________________________________________________________
Jest 20 komentarzy jest nowy rozdział! Mam nadzieję, że wam się podoba, a jak się podoba to
komentujcie, polecajcie znajomym no i no. Do następnego! :*